17 lutego 2016

10 największych błędów Amerykańskiej Akademii Filmowej

Gala Oskarowa już tuż tuż, bukmacherzy zacierają ręce a nominowani artyści śpią coraz bardziej niespokojnie. Kilka tygodni temu pisałam o drodze przez mękę jaką przeszedł Leonardo Di Caprio walcząc o tę nagrodę (artykuł znajdziecie tu), ale prawda jest taka, że jest on w doborowym, niedocenionym towarzystwie, jak chociażby Edward Norton czy Johny Depp. Brad Pitt, który swoim nazwiskiem firmuje zazwyczaj naprawdę dobre filmy, nie doczekał się Oskara ani za Podziemny Krąg, ani za Siedem ani nawet za Bękarty Wojny. Dopiero dość przeciętny Moneyball przyniósł mu statuetkę.  Czasem wydaje mi się, że decyzje Akademii Filmowej są podejmowane poprzez rzut kostką lub inną loteryjkę. Poniżej znajdziecie 10 największych moim zdaniem pomyłek w dziejach tej liczącej już 88 lat imprezy.


 Rok 1942

Oskar za najlepszy film dla „Zielonej Doliny” zamiast dla filmu „Obywatela Kane’a”


„Obywatel Kane”, film obecnie wręcz kultowy, otrzymujący pierwsze miejsca w większości rankingów dotyczących historii kina zdobył w 1942 roku tylko jednego Oskara za najlepszy scenariusz oryginalny. W walce o miano najlepszego filmu pokonał go prawie nikomu obecnie nieznany obraz pt: „Zielona Dolina” zdobywając 5 statuetek.  W tym przypadku wiemy już, że czas naprawił błąd Akademii. Czy podobnie będzie w przypadku nowszych produkcji?


 Rok 1968

Niedoceniony „Absolwent”

Żeby była jasność – „Upalna noc”, która wówczas zgarnęła statuetkę za najlepszy film, to bardzo dobry dramat, który w sumie zasłużył na główną nagrodę tak samo jak "Absolwent" Mike’a Nicholsa (który zresztą na osłodę został uznany za najlepszego reżysera). Ale brak Oskara za rolę pierwszoplanową dla Anne Bancroft i przede wszystkim za Najlepsze zdjęcia (ostatnią scenę tego filmu znają chyba wszyscy) to zbrodnia.

Absolwent

 Rok 1977

"Rocky" nokautuje "Taksówkarza"


Mój mąż aż się zapowietrzył jak przeczytał ten punkt. Bo Rocky jest przecież kultowy i znają go wszyscy. Ok, może i tak, ale porównania z Taksówkarzem nie wytrzymuje. Któż z nas przynajmniej raz nie wypowiedział kwestii: „You talking to me?”  Tego roku „Taksówkarz” miał pecha podwójnie. Zamiast przyznać zasłużoną statuetkę Robertowi De Niro zdecydowano się na pośmiertne uhonorowanie Petera Fincha. Być może uznano, że ten pierwszy będzie miał jeszcze okazję się wykazać (i tym razem mieli rację)

Oskary


Rok 1995

Najlepszym filmem zostaje "Forrest Gump"


Pewnie wielu z Was się ze mną nie zgodzi. Przyznaję, podobnie jak w 1968 roku, konkurencja była ogromna: było i "Pulp Fiction", film również uznawany przez wiele osób za kultowy, i „4 wesela i pogrzeb”  -  absolutna klasyka gatunku, "Forrest Gump" z fantastycznym Tomem Hanks’em i w końcu „Skazani na Shawshank”, który dla mnie jest filmem wszech czasów i zdecydowanie powinien był wygrać to starcie. Ze zwykłego, dość ciekawego opowiadania (jednego z czterech w zbiorze) zrobiono arcydzieło. I choćby Hanks, którego skądinąd bardzo lubię, stanął na głowie, to tego nie przebije.

Rok 1996

Nagrody dla "Braveheart"


Tutaj mój Bartek zżyma się po raz drugi – on uwielbia ten film, ale to w końcu mój subiektywny ranking a ja po prostu nie lubię filmów w reżyserii Mela Gibsona. Bywa naprawdę zabawny w lekkich komediach sensacyjnych, ale dawka patosu jaką serwuje nam jako reżyser przyprawia mnie o ból zębów. Powinno wygrać "Zostawić Las Vegas", które w tej kategorii nie otrzymało nawet nominacji.

     

              Rok 1998

     "Titanic" zgarnia rekordową liczbę Oskarów


Tylko 3 filmy zgarnęły w historii aż 11 Oskarów: "Ben Hur", "Titanic" i "Władca Pierścieni: Powrót Króla". Tak tak -  sztampowy, bezrefleksyjny wyciskacz łez, w dodatku zagrany na jednej nucie,  zrobiony tylko w jednym celu: zarobić, dostał 11 statuetek. Może jestem naiwna, ale wierzę, że niektórzy twórcy naprawdę chcą światu przekazać coś więcej a nie myślą tylko o napełnieniu sakiewek.  Nie wiem czego dopatrzyła się na ekranie Akademia, zwłaszcza, że konkurentami były naprawdę dobre filmy jak: „Lepiej być nie może” i „Buntownik z wyboru”.
      

     Rok 1999     

     7 statuetek dla "Zakochanego Szekspira"


Ot, zwykłe romansidło ze szczyptą humoru  do obejrzenia z rodziną w niedzielny wieczór wygrywa z naprawdę niesamowitymi filmami jak: "Życie jest piękne" czy "Więzień nienawiści" (ten obraz nawet nie został nominowany w kategorii najlepszy film – auć ).  Dla mnie wybór kompletnie niezrozumiały. Jeżeli nie widzieliście „Szekspira” – darujcie sobie, jest wiele lepszych filmów tego typu. Natomiast dzieła Benigniego i Kaye’a to pozycje obowiązkowe.
8.     

  Rok 2001

Pominięcie "Requiem dla snu"

Film, który absolutnie wbija w fotel. Pamiętam, żepo raz pierwszy zobaczyłam go w kinie a gdy seans się skończył, miałam ochotę wstać i składać owacje na stojąco. Wybitne dzieło okraszone jeszcze lepszą muzyką. I co? I nic. Jedna nominacja za główną rolę pierwszoplanową dla Ellen Burstyn. Nagroda główna powędrowała do "Gladiatora", który jest świetny (naprawdę to bardzo dobry film, nie mówię, że nie), ale nie wybitny jak "Requiem".

Oskary

 Rok 2004

"Władca Pierścieni" zgarnia 11 Oskarów


Sytuacja analogiczna jak w przypadku "Titanica" – komercyjna papka wygrywa z wartościowym obrazem ClintaEastwooda. Adaptacja powieści Tolkiena jest niezła, widać że włożono w nią wiele pracy i jeszcze więcej pieniędzy, ale kiedyś Nagrody Akademii były przyznawane filmom z misją a w ostatnich latach mam wrażenie, że liczy się jedynie wizja a głębia. Być może jest to kwestia mojej słabości do Eastwooda (o czym możecie przeczytać tu), ale uważam, że "Rzeka Tajemnic" to o wiele lepsze dzieło niż bajka o hobbitach i powinien zostać nagrodzony. 

  

     Rok  2008

     Najlepszym filmem zostaje "Infiltracja" zamiast "Babel"



Być może się czepiam, ale po prostu nie lubię remake’ów – uważam, że jest to pójście na łatwiznę. Dodatkowo, oryginał, wg którego nakręcono "Infiltrację"  - "Infernal affairs: Piekielna gra" – był o wiele lepszy, zwłaszcza zakończenie, które Scorsese totalnie spaprał. Główną nagrodę wręczyłabym filmowi "Babel", trzeciej części fantastycznej trylogii Alejandro Gonzáleza Iñárritu (poprzednie części to słynne „Amorres Perros” i „21 gramów”). Film, podobnie jak pozostałe części, skłania do refleksji i sprawia, że na otaczającą nas rzeczywistość zaczynamy patrzeć zupełnie inaczej. No i dodatkowo, nie jest to remake.

Pisząc to zestawienie skoncentrowałam się głównie na kategorii „Najlepszy film”, inaczej na pewno musiałabym tę listę wydłużyć. Prawda jest taka, że to nie nagrody decydują o tym, czy film przetrwa próbę czasu a widzowie. W tym roku nominowane filmy to:

"Big Short", reż. Adam McKay
"Mad Max (na drodze gniewu)",  reż. George Miller
"Most Szpiegów",  reż. Steven Spielberg
"Spotlight", reż. Tom McCarthy
"Brooklyn", reż. John Crowley
"Marsjanin", reż. Ridley Scott
"Pokój", reż. Lenny Abrahamson
"Zjawa", reż. Alejandro González Iñárritu

Co obstawiacie? 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz