Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wystawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wystawa. Pokaż wszystkie posty

8 kwietnia 2019

Wydarzenia w Łodzi - wystawa Ilustracji Zet Letter



Zuza Brzozowska – łódzka artystka i fotograf, absolwentka Akademii Sztuk Pięknych im. Stanisława Strzemińskiego w Łodzi i Akademii Fotografii w Warszawie, autorka pocztówek, sesji na dachach i świetnych ilustracji po latach przerwy zdecydowała się pokazać swoje najnowsze prace.
Wcześniej mogliście podziwiać jej zdjęcia m.in. w klubie Szafa (więcej o wydarzeniu tutaj) czy w restauracji Bawełna w łódzkiej Manufakturze. Tym razem Zuza skupiła się na ilustracjach. Z okazji wernisażu, który odbył się w zeszłą środę, krótki wywiad z artystką.


Zuza, do tej pory pamiętam ogromne wrażenie, jakie zrobiła na mnie wystawa Twoich zdjęć
w Bawełnie, choć było to 5 lat temu. Dlaczego tak rzadko decydujesz się na pokazywanie
swoich prac?


Ze względu na to że potrzebuję stworzyć sobie w głowie trochę wolnej przestrzeni, w której znajdę miejsce na realizacje projektów.
Wystawa o której wspominasz była wynikiem kilkuletniej pracy nad serią portretów fotograficznych, realizowaną w przestrzeni dachowej. Dachy to pewnego rodzaju studio fotograficzne, w którym zaproszona osoba zachowuje się w sposób naturalny w wyniku zaciekawienia miejscem, w którym z reguły znajduje się po raz pierwszy.
Pomysł opierał się na zapraszaniu ludzi związanych z Łodzią i portretowaniu ich. Czasami rejestrowałam samą przestrzeń, ale główna osią projektu była seria portretów. Z czasem kontynuowałam serię portretów również w Wiedniu, dzięki czemu zwiedziłam Wiedeń w dość niekonwencjonalny sposób, dzięki mojej przyjaciółce, która nagrała te wejścia.
Co do rysowania, impulsem do noszenia w plecaku notesu i przyborów do rysowania, był prezent w postaci niesamowitych pasteli (Caran d’Ache), i notesu, który koleżanka przywiozła mi z Chin. Najczęściej nie wiem jaki będzie efekt końcowy, ale potrzebuję zrobić coś co będzie od początku do końca stworzoną przeze mnie przestrzenią. Rysowanie jest czymś co pozwala mi  pracować nad koncentracją, i emocjami, znaleźć dla nich ujście i skierować energię na coś konstruktywnego.


Jak długo przygotowywałaś tę wystawę?

Kiedy zapadła decyzja że startuję z wystawą (koniec grudnia) wzięłam pulę skończonych i nieskończonych prac i przez trzy miesiące dopracowywałam, oprawiałam i szykowałam całe wydarzenie. Ze względu na to że mam dwie lewe ręce jeżeli chodzi o oprawę i montaż, przy tym wszystkim pomagała mi moja mama i znajomi.

Cieszę się że zostałam zmotywowana do pokazania prac, to nie było oczywiste pokazać wszystko za jednym zamachem. Od czasu do czasu publikuję je na Instagramie, Facebooku, bądź blogu, ale to ma się nijak do emocji związanych z pokazaniem i zebraniem swoich prac w jednym miejscu, w realnym świecie.
Teraz kiedy wszystkie zostały oprawione i ułożone, jest możliwe dla mnie spojrzenie na nie z pewnego dystansu, i na nowo. Najfajniejsze w tym wszystkim jest to że zobaczyłam już nowe sytuacje które wynikają z przedstawionych prac.

To znaczy? 

Zobaczymy, co z tego wyniknie. Prawdopodobnie zacznę od zmiany formatu i koncentracji na rysowaniu tuszem. 


Dużo kolorów na czarnym tle to twój znak charakterystyczny. Co skłoniło cię do malowania na czarnym bloku? Nie znam nikogo innego, kto tak robi. Skąd inspiracja?


To przypadek :) Swego czasu rozpuściłam wśród znajomych wici, aby z wyjazdów przywozili mi notesy. Jednym z nich był notes z czarnym papierem, kolejny dokupiłam już sama, a potem wróciłam do białego, czy też kremowego papieru.

A co dalej? Masz kolejne plany? Nadal malowanie pastelami czy teraz szukasz nowej drogi?


Teraz noszę się z zamiarem rysowania suchymi pastelami lub czarnym tuszem. Zobaczymy J

Do promocji tych i innych podobnych wydarzeń doskonale mogą się sprawdzić na przykład ścianki systemowe, które umożliwiają prezentację wielkoformatowych grafik  w bardzo efektowny sposób. Dają praktycznie nieograniczone możliwości przedstawienia danego produktu w niemal każdym miejscu i każdej sytuacji. 

Wystawę Zuzy Brzozowskiej można oglądać do 5.05. w Galerii Tłustym Drukiem na ul. Więckowskiego 18 w Łodzi. Zachęcam również do obserwowania Zet na Instagramie (tutaj). Starsze zdjęcia znajdziecie też na jej stronie internetowej. 




Udostępnij:

20 sierpnia 2018

„In hoc signo vinces” czyli Beksiński w Warszawie


Zdzisław Beksiński

O Zdzisławie Beksińskim było ostatnio bardzo głośno.  Po pierwsze za sprawą doskonałej książki Magdaleny Grzebałkowskiej pt: „Beksińcy. Portret podwójny.”, o której pisałam tutaj. Po drugie, dzięki nagrodzonemu Złotymi Lwami na festiwalu w Gdyni filmowi „Ostatnia rodzina”Jana P. Matuszyńskiego.  
Skoro więc wiemy już jak żył i umarł słynny malarz, a także jego syn, żona, matka i teściowa, może warto również przyjrzeć się jego sztuce? Do końca września jest ku temu doskonała okazja: wystawa „In hoc signo vinces” w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej.
Zdzisław Beksiński

Nie wszyscy wiedzą, że Beksiński swoją drogę artystyczną rozpoczął nie od malarstwa, lecz od fotografii. Dopiero później zaczął go pociągać rysunek a w końcu malowanie obrazów. I właśnie z takich trzech części składa się stołeczna wystawa.
Zaczynamy od obrazów. Są niepokojące, mroczne, trochę makabryczne. Mnie, po raz pierwszy oglądającej te prace na żywo, rzuca się w oczy mnogość detali niemożliwych do uchwycenia na reprodukcjach w książce czy zdjęciach w Internecie. Przed obrazami można stać i stać i wyszukiwać drobiazgi, które nadają dziełu coraz to inne znaczenie.
Mój mąż zwraca uwagę na jeszcze coś innego – niektóre z obrazów sprawiają wrażenie trójwymiarowych. W zależności od kąta, pod którym patrzymy, można dostrzec np. wystającą z obrazu nogę szkieletu. To oczywiście złudzenie, ale szalenie sugestywne.
Zdzisław Beksiński

W dalszej części znajdują zdjęcia. Ludzie, miejsca, ale wszystko podane w nietypowy sposób. Pierwszy raz miałam styczność ze zdjęciami Beksińskiego i muszę przyznać, że rzucają na kolana. Mistrz miał to coś, czego potrzeba dobremu fotografowi – niesamowite oko i wyczucie chwili. Żadne z jego zdjęć nie jest „ładne” w klasyczny sposób, ale są tak zrobione, że zostają w pamięci na długo.
Na końcu ryciny. One również przyciągają przede wszystkim mnogością detali, które dostrzec o wiele łatwiej niż na obrazach.  Mimo wszystko ta część podobała mi się najmniej – nie mogłam odnaleźć w rysunkach tej głębi czy może tych cieni, które tak fascynują w obrazach. 
I jeszcze mała dygresja: Zwiedzając różne wystawy zazwyczaj zabieramy ze sobą dzieci – po prostu nie mamy co z nimi zrobić. Do tej pory Julek na wszystkie wystawy reagował dość obojętnie, nie licząc „Dali kontra Warhol”, która śmiertelnie go znudziła i zmusiła Bartka do zwiedzenia jej w tempie ekspresowym (ale niewiele stracił, o czym pisałam tutaj).
Zdzisław Beksiński

Tym razem było inaczej. Julek (lat 3,5) po raz pierwszy był zaciekawiony obrazami. Zatrzymywał się przed każdym, pytał: „Mama, a ten to co to za jeden?” a potem sam opowiadał co widzi na obrazie i jakie uczucia się z tym wiążą. Co ciekawe, często dostrzegał to, co mnie umknęło. Móc popatrzeć na sztukę oczami trzylatka – świetne doświadczenie.
Zwiedzenie całej wystawy powinno wam zająć od 30 minut do godziny. Macie czas jeszcze tylko do końca września, więc warto to sobie zaplanować. Nie ma wejść na godziny, można przyjść o dowolnej porze.
  • Gdzie?  ul. Dziekania 1, obok Archikatedry Warszawskiej św. Jana na Starym Mieście
  • Do kiedy?  30 września 2018 r
  • Godziny: wt. – sob. : 12:00- 18:00; ndz.: 12:00-16:00
  • Ceny: 20 zł bilet normalny; 15 zł bilet ulgowy


Udostępnij:

4 lutego 2018

Vinci w Łodzi



Kiedy podczas podróży poślubnej zwiedzaliśmy Toskanię zawitaliśmy między innymi do miasteczka Vinci. To tam właśnie w 1452 roku przyszedł na świat słynny Leonardo. W mieścinie nie ma zbyt wielu atrakcji, najciekawsza to muzeum, w którym znajdują się maszyny skonstruowane na podstawie szkiców artysty a także kopie jego szkiców, obrazów i fresków. 

Na wystawę w Łodzi poszłam mając w pamięci wizytę w tamtym muzeum 6 lat temu. I… muszę przyznać że ta w naszym rodzimym EC1 jest zrobiona lepiej.



Już na wejściu wita nas przenikliwe spojrzenie Damy z Łasiczką. Portret jest wprawdzie czarno-biały ale powiększony do takich rozmiarów, że jesteśmy w stanie zbadać każdy, nawet najdrobniejszy element dzieła. A dalej jest tylko lepiej.

Podobnie jak w miasteczku Vinci tak i w Łodzi możemy oglądać maszyny zbudowane wg projektów Leonardo. Co zatem obejrzysz? Na przykład czołg, prasę hydrauliczną, strój płetwonurka czy.. maszynę do wytwarzania pilników. Do wielu konstrukcji dołączony jest także schemat działania, więc każdy laik zrozumie „jak to działa”.


Na wystawie jest bardzo wiele elementów interaktywnych – możesz samemu poukładać koła zębate aby wprawić w ruch jakiś mechanizm, sprawdzić które elementy obrazu Leonardo składają się na jego prawdziwe dzieło albo doświadczyć w jaki sposób filozof wykorzystywał elementy przyrody do skonstruowania swoich maszyn.

Zgodnie z tym, co napisano na stronie w EC1 znajduje się około 70 eksponatów, 40 modeli historycznych i 46 aplikacji multimedialnych. Na całym świecie zobaczyło ją 750 000 osób.  Te liczby robią wrażenie.

Kiedy ja odwiedzałam wystawę, była ona oblegana przez młodzież – super było zobaczyć, że wbrew obiegowym opiniom gimnazjalistów interesuje coś więcej niż snapchat czy youtube. Ale my – „starszaki” – również wyszliśmy zadowoleni.


Informacje praktyczne:

Wystawę można oglądać do 3.06.2018 w budynku EC1 w Łodzi przy ul. Targowej 1/3. Wystawa czynna od wtorku do piątku od 9 do 19 a w soboty i niedziele od 10 do 20. Cena biletu w zależności od rodzaju: od 19 do 39 zł. Można kupić online lub na miejscu.


PS. Relację z wystawy można było zobaczyć także na Instagramie tutaj. Zapraszam. 
Udostępnij:

10 listopada 2017

Frida Kahlo & Diego Rivera - polski kontekst


O Fridzie Kahlo pisałam już kiedyś na blogu (tutaj) – to nie tylko świetna malarka, ale także pełna charyzmy, nietuzinkowa kobieta, która zapisała się złotymi zgłoskami zarówno w historii Meksyku jak i świata. 

Jej obrazy na stałe zagościły w nowojorskim MOMA, w Meksyku ich reprodukcje można zobaczyć na wielu ulicach czy w nawet restauracjach i pubach a w Brazylii opowie ci o niej chyba każdy mieszkaniec – od kustosza po zwykłego robotnika.

Chociaż widziałam jej obrazy wielokrotnie, nie mogłam sobie odmówić przyjemności odwiedzenia w tym roku Pozania w związku z wystawą „Frida Kahlo & Diego Rivera – polski kontekst”. Było warto, ponieważ w Centrum Kultury Zamek poza dziełami sztuki znajdziemy coś o wiele więcej.

Polski kontekst

Frida Kahlo i Diego Rivera - polski kontekst

Poza obrazami i rysunkami dwojga artystów można zobaczyć piękne fotografie, na których pozuje Frida, karty z jej pamiętnika oraz 52-minutowy film dokumentalny o życiu małżeństwa. Akurat na temat filmu nie mogę się wypowiedzieć - zwiedzanie wystawy z trzyletnim dzieckiem wymaga pewnych poświęceń – na przykład odpuszczenie sobie filmu dokumentalnego. Jeżeli ktoś widział, niech napisze w komentarzu czy dużo straciłam.

A co z tytułowym „polskim kontekstem”? To właśnie wisienka na torcie odróżniająca to spotkanie od wszystkich poprzednich z Kahlo. Nawiązanie do polskości to m.in. powtórzenie wystawy „Sztuka Meksykańska”, która odbyła się w Warszawie w latach 50-tych poprzedniego wieku. Gwóźdź programu stanowił wówczas obraz Fridy „Zraniony Stół” – jej największe (pod względem rozmiarów) dzieło.

Frida Kahlo i Diego Rivera - polski kontekst

„Zraniony Stół” to podwójny autoportret artystki – jest zarówno głównym gościem przy tytułowym stole jak i samym stołem, za pomocą którego ukazuje swoje rany. Przy stole wraz z Fridą zasiada szkielet symbolizujący bliskość śmierci oraz papierowa kukła Judasza oznaczająca jej samobójcze myśli. Obraz ten po raz ostatni widziano właśnie w Warszawie, krótko potem zniknął w tajemniczych okolicznościach i do tej pory go nie odnaleziono.

Ponadto, pokazano twórczość dwóch bliskich Fridzie kobiet – Fanny Rabel, uczennicy artystki oraz Bernice Kolko – fotografki i jednocześnie jej najbliższej przyjaciółki. Obie panie były polskiego pochodzenia. O ile styl Fanny Rabel nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia, o tyle zdjęcia Kolko to zdecydowanie najlepsza część całej wystawy.

Frida Kahlo i Diego Rivera - polski kontekst

Kolko i Frida były bardzo zżyte, z zaprezentowanych zdjęć tchnie intymność. Naprawdę można poczuć się przez chwilę jak w świecie malarki – znaleźć się z nią na podwórku wśród przyjaciół, ale również obok łóżka, kiedy czuje się naprawdę słaba. W większości są to zdjęcia niepozowane, tym większe więc robią wrażenie.


Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej o Fridzie, zachęcam do przeczytania książki opartej na jej życiu – więcej na ten temat tutaj.

Frida Kahlo i Diego Rivera - polski kontekst

Informacje praktyczne

Wystawa jest do obejrzenia w Centrum Kultury ZAMEK, ul. Św. Marcina 80/82 w Poznaniu do 21.01.2018. Mimo, że trwa już ponad miesiąc, wciąż cieszy się ogromną popularnością i bilety lepiej kupić z wyprzedzeniem. Wejścia odbywają się co 2 godziny, jednak nie trzeba być punktualnym – należy wejść w ciągu dwóch godzin od czasu wydrukowanego na wejściówce -  radzę się spóźnić przynajmniej 40 minut aby uniknąć największych tłumów.


Ceny biletów to 25zł normalny, 20 ulgowy i 15 z kartą dużej rodziny. 
Udostępnij:

3 października 2017

Dali kontra Warhol - co poszło nie tak?

Salvadore Dali


Jeszcze przez kilka dni w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie można obejrzeć wystawę „Dali contra Warhol”. Dwóch nieprzeciętnych artystów – obaj świadomi swojej wielkości, uwielbiający szokować. Spotkali się raz, w 1978 roku, na przyjęciu w Nowym Yorku. Na znak wzajemnego szacunku i uznania wymienili się pocałunkiem.

 Co jeszcze łączy tych dwóch panów? W gruncie rzeczy nic i to jest pierwszy zgrzyt tej wystawy. Nie do końca rozumiem ideę przeplatania prac Wharhola i Dalego i mam wrażenie że pomysłodawcy również nie podołali zadaniu. Zgromadzony materiał jest na tyle bogaty, że wystarczyłoby go na dwie oddzielne wystawy. I tak to powinno być zrobione.



Czego możecie spodziewać się w Pałacu Kultury? To 70-cio minutowa opowieść o twórczości obu artystów. Zaczynamy wstępem na temat ich życiorysów z licznymi ciekawostkami. Czy wiesz, że hiszpański surrealista marzył na początku o zostaniu kucharką, ewentualnie Napoleonem? Albo o tym, że rodzice Andy’ego to imigranci z małej słowackiej wioski, położonej blisko Polski?

Marylin Monroe

Po tych rewelacjach natykamy się na salę z najważniejszymi pracami naszych bohaterów. Pokazano obrazy podkreślające nonszalancki styl  Salvadora – nawiązujące zarówno do wiary jak i do sennych majaków. Naprzeciwko takich dzieł jak „Hiszpania” czy „Nieskończona Enigma” wiszą najsłynniejsze dzieła Warhola, czyli wizerunki Marylin Monroe z filmu Niagara w różnych wersjach kolorystycznych. 

Początkowo zostały one przez krytyków uznane za kiczowate i pozbawione wartości, jednak pop kultura pokochała je tak bardzo, że wkrótce zaczęły powstawać analogiczne wersje portretów dla kolejnych sław. Swoich wizerunków w wersji pop art doczekali się m.in. Elivis Presley, Liza Minnelli czy… Robert Kennedy.


Wolnym krokiem przechodzimy do kolejnej sali – „Świątyni zapachów”. Węch wg Dalego był najważniejszym ze zmysłów – najlepiej wyrażał bowiem żądzę rozkoszy. Charakterystyczny kształt butelki w kształcie ust i zapach jaśminu i róży zaklęty w środku znają chyba wszyscy. A jeśli nie, to mogą poznać, bo perfumy sprzedawane są do dziś.

Prosto ze świątyni wchodzimy do środka… puszki Campbella. Obecnie uznawana za apoteozę powiązania sztuki ze światem realnym, początkowo obraziła krytyków i wywołała skandal kwestionując Wharhola jako artystę. Jednak opinia recenzentów nie miała żadnego znaczenia dla miłośników nowojorczyka, zupa stała się wręcz punktem zwrotnym w jego karierze.



Kilka kroków dalej poznajemy Helenę Diakonovą, czyli Galę Dali – więlką miłość mistrza surrealizmu. Określał ją mianem nadkobiety, boginią miłości, jedyną mitologiczną niewiastą naszych czasów. Tylko ona umiała okiełznać jego lęki. Swoją miłość wyraża poprzez piękną statuatkę. Naprzeciwko stoją jeszcze trzy inne rzeźby artysty, m.in. słynna „Greatness od Islam”.

Salvadore Dali
Gala

Tak mija nam pierwsze 30 minut wystawy – bardzo szybko, przepełnione atrakcyjnymi anegdotami. I nagle… prysły zmysły. Kolejne części zaczynają dłużyć się niemiłosiernie a niestety audioprzewodnika nie można przewinąć (co powinno być standardem). Przechodzimy przez salę filmową, oglądamy okładki płyt winylowych zaprojektowanych przez Warhola, trafiamy do pokoju stylizowanego na… Mae West z jej ponętnymi ustami i oryginalną grzywką.

Mae West by Salvador Dali

Dowiemy się, skąd wzięła fobia Dalego dotycząca mrówek i czym właściwie była Fabryka założona przez Warhola. Wszystko jest bardzo ciekawe, ale trwa zbyt długo. Mnie druga część po prostu znudziła. I nie wynagrodziły jej nawet peruki nowojorczyka i brama z lizaków Chupa Chups, których logo zaprojektowane przez Katalończyka przetrwało bez zmian do dziś.

Zainteresowani mogą również kupić obrazy Salvadora Dali – wystawione jest kilkanaście dzieł  w cenach od 600zł do 20000 zł.



A zatem – warto poświęcić te 70 minut czy nie? Na to pytanie musisz odpowiedzieć sobie sam. Masz czas do końca tygodnia. Ja ze względu na pierwszą część, nie żałuję. Wejścia zazwyczaj są o pełnych godzinach, bilet wstępu to koszt 45zł, miejsce - Pałac Kultury i Nauki w Warszawie do 7.10. w godzinach 9-19. Moja ocena to 7/10. 
Udostępnij:

17 kwietnia 2017

Najchętniej odwiedzana wystawa świata. Dlaczego ludzie chcą oglądać Body Worlds?


„Ciało jest harfą duszy, od nas samych zależy czy wyda melodię piękną i czystą, czy dysonansem zgrzytliwym zadźwięczy.”
Khahil Gibran (amerykański artysta, poeta i pisarz libańskiego pochodzenia)

O tym wydarzeniu usłyszałam już dobre kilka miesięcy przed pojawieniem się „Body Worlds” w Polsce.  „Wystawa z martwych ludzi”, „Coś jak przedstawienie z prosektorium”... hmm… no nie brzmiało to zachęcająco.  A czym tak naprawdę jest wystawa  dr. Guntera von Hagens? 



Tak, zobaczysz tam ciała osób, które zdecydowały je poświęcić je specjalnie do tego celu. Ale wrażenie jest zupełnie inne. Dla mnie to hołd dla ludzkiego ciała – jego doskonałej konstrukcji, w której każda kosteczka, ścięgno czy naczynie krwionośne można potraktować jak małe dzieło sztuki.

Co właściwie można zobaczyć na wystawie? To ciała osób, które po śmierci zgodziły się poddać technice plastynacji – procesowi który umożliwia zatrzymanie rozkładu tkanek i pozwala zachować ich kolor i kształt. Dzięki tym osobom, o otwartych głowach i gotowych oddaniu się nauce, możemy teraz podziwiać to, jak naprawdę wyglądamy.  


Na wystawie widzimy eksponaty w różnych pozycjach – koszykarza, tancerzy, ludzi grających w szachy. Podziwiamy układ mięśni, naciągnięcie ścięgien.  Wiele części ciała można oglądać oddzielnie – np. porównań płuca palacza i człowieka bez nałogu, zobaczyć serce zdrowe i ze sztuczną zastawką.




Na mnie największe wrażenie zrobiły naczynia krwionośne – wydają się tak delikatne, kruche i łatwe do zniszczenia, a przecież to dzięki nim nasze ciało tak fantastycznie funkcjonuje.  O dowolny szczegół można dopytać krążących po sali studentów medycyny – chętnie dopowiedzą to, czego nie widać gołym okiem.

Body Worlds ma również część interaktywną – na specjalnych ekranach poruszając ręką czy nogą zobaczysz, jak poruszają się Twoje własne mięśnie. Zrób krok w przód a zobaczysz swój żołądek, wątrobę. Porusz się jeszcze bliżej a ujrzysz swoje serce i naczynia krwionośne. Robi wrażenie.



Całość jest ozdobiona pięknymi zdjęciami i cytatami o życiu. Jest jeszcze jedna część – inna niż pozostałe, ale równie inspirująca – poświęcona fenomenowi długowieczności. Tylko 7,5% ludzi na świecie dożywa 100 lat. Jaki jest ich sekret? Co mają ze sobą wspólnego? Sprawdź na wystawie.


Ta wystawa to sztuka, nauka, refleksja nad przemijaniem. Polecam wszystkim – od nastolatka po stulatka. Wcale mnie nie dziwi, że jest to najczęściej odwiedzana wystawa świata. Obecnie można ją zobaczyć:

W Katowicach do 14.05. (Supersam-Katowice, poziom 2) oraz w Łodzi do 2.07. w Porcie Łódź (obok sklepu Saturn). Ceny biletów wahają się od 25 do 60zł  - dokładny cennik znajdziesz np. tu.


Udostępnij:

27 września 2016

Grzeszna miłość zaklęta w obrazach Almeidy Juniora

Malarze realistyczni


To będzie opowieść o miłości, namiętności, zdradzie i… morderstwie. Ale po kolei.

Sao Paulo to paskudne miasto. Brudne, zaniedbane, pełne budynków wyglądających jak nasze wieżowce z lat PRLu. Nikt tu nie dba o dziedzictwo - piękne kamienice są pomazane grafitti lub po prostu wyburzane.

Tak to wygląda z wierzchu – jednak jeżeli się uprzesz, możesz dogrzebać się do jakiejś perełki.  Trzeba jednak nieźle poszperać. Gdzieś w bocznej ulicy na brudnym podwórku jest muzeum sztuki brazylijskiej Pinacoteca.

Nagle znalazłam się w innym świecie - nowoczesne połączenie cegły i szkła, dużo otwartej przestrzeni i fantastycznie oświetlone eksponaty. Sam budynek miał pierwotnie wyglądać inaczej, nad całością miała dodatkowo górować kopuła, jednak… nie wystarczyło na nią środków. Zresztą tak jak i na otynkowanie budowli. Mimo to jest nieźle.

Sao Paulo
Pinacoteca - projekt vs rzeczywistość


W muzeum znajduje się mnóstwo rzeźb, rycin i obrazów brazylijskich artystów. Wśród wielu dzieł największe wrażenie zrobiły na mnie te Almeidy Juniora – malarza raczej mało popularnego w Europie. W Internecie nie znalazłam o nim żadnej informacji po polsku, po angielsku tylko nieliczne. 

Co zachwyca dziełach Juniora, to sposób w jaki potrafił uchwycić szczegóły malowanych przez siebie osób.  Przy jego dziełach po prostu nie sposób było nie zatrzymać się na dłużej. Artysta był  przedstawicielem malarstwa realistycznego tworzącym w drugiej połowie XIX wieku. Nie będę zanudzać całą jego biografią, przemówi zamiast tego sztuka.

To co mnie urzekło, to sposób oddania emocji, opowieści, kryjącej się za każdą namalowaną przez niego postacią. Spójrz chociażby  kobietę z obrazu poniżej - na linię na jej stopie, fajkę na jej kolanach. Każdy szczegół pozwala domyśleć się historii, jaka kryje się za jej zmęczeniem.

Malarstwo realistyczne


Ale nie to jest najlepsze. Ciekawie zrobiło się, kiedy zobaczyłam obraz pt: „Saudade” Na polski można przetłumaczyć ten tytuł jako „Nostalgia”, choć po portugalsku to słowo wyraża podobno o wiele więcej smutku. Zaczęłam wypytywać kustosza, poszperałam w Internecie i oto voila - historia życia Juniora. Ciekawszej nie znajdziesz nawet na Pudelku.

Almeida Junior przez wiele lat żył w sekretnym związku miłosnym z żoną swojego kuzyna Marią Laurą. Zakochany bez pamięci, co widać po wysyłanych przez lata listach, swą tęsknotę starał się wyleczyć obrazami. Jednym z przykładów jest dzieło „Leitura” przestawiające ponoć właśnie ową ukochaną. 

Jak można wywnioskować, była to dziewczyna oczytana, choć  w XIX wieku książka stanowiła raczej rzadki atrybut wśród kobiet, elegancka – o czym świadczy długi, gruby i zadbany warkocz, i z dobrego domu – w tle widać piękną rezydencję.

 Na krześle obok zadurzony malarz, który musiał cały czas ukrywać się ze swoim uczuciem, postanowił namalować choć cząstkę siebie – obok Marii widzimy więc jego płaszcz, wskazujący na stałą duchową obecność Almeidy Juniora, mimo jego fizycznego braku u jej boku…


Malarstwo realistyczne


I wreszcie Saudade – Nostalgia - portret kobiety pogrążonej w żałobie. Nie wiem, w czym tkwi siła tego obrazu – czy jest to światło padające przez okno, kontrastujące z czernią sukni, czy wiszący w rogu męski słomkowy kapelusz, podkreślający bolesny brak jego właściciela czy ręka dziewczyny, którą zakrywa sobie usta aby stłumić łkanie. Na pewno jest to jedno z najbardziej przejmujących dzieł, jakie widziałam w całym swoim życiu.

Obraz powstał w 1899, prawdopodobnie już potem, kiedy mąż Marii Laury odnalazłszy listy kochanków dowiedział się o ich długoletnim związku. Wiedziony zazdrością 13 listopada 1899 zasztyletował rywala na schodach jednego z hoteli w Piracicaba.Z ciekawostek - sąd uznał, że morderca działał z powodów honorowych i uniewinnił go. 

Malarstwo realistyczne



I tak kończy się ta niezwykła historia a każdy może sobie dopisać morał. Może warta jest sfilmowania, opisania? Był już film Dziewczyna z Perłą o obrazie Vermeera ,była książka „Maya” Gaardera o jednym z najsłynniejszych obrazów Goi, może teraz czas na Almeida Juniora? Na pewno chętnie poszłabym na taki film do kina, a Ty?

Malarstwo realistyczne
Almeida Junior - Autoportret

Udostępnij:

1 grudnia 2015

Van Gogh Alive


wystawa Warszawa

Korzystając z pobytu w Warszawie, postanowiliśmy wczoraj odwiedzić wystawę Van Gogh Alive. Ponieważ jestem ogromną fanką malarstwa przez duże M, nie mogłam przegapić tego wydarzenia – zwłaszcza, że wiedziałam, że wystawa odniosła wcześniej ogromny sukces w największych stolicach kulturalnych świata: Florencji, Petersburgu, Berlinie, Singapurze i Szanghaju. Nie zawiodłam się.
Zapomnijcie o muzealnych kapciach, chodzeniu na paluszkach, długim kontemplowaniu w ciszy kolejnych pociągnięć pędzla. Tym razem postawiono na nowoczesność – i całe szczęście, bo to najlepszy sposób, aby przybliżyć wielką sztukę szerszej publiczności. Wystawa Van Gogh Alive odbywa się w ogrzewanych namiotach przy Stadionie Narodowym. Zaczynamy od przeczytania kilku arcyciekawych faktów z życia Mistrza – takich z pogranicza sensacji, romansu i powieści psychologicznej, oglądamy Pokój Van Gogha w Arles zaprojektowany na podstawie słynnego obrazu a tuż za rogiem pojawia się danie główne: szereg ogromnych ekranów, na których możemy podziwiać tętniące życiem obrazy Holendra, zapoznając się jednocześnie z jego najsłynniejszymi myślami. A wszystko to przy dźwiękach kojącej muzyki, słuchanej na wygodnych pufach. Było naprawdę wspaniale.
Udostępnij: