5 grudnia 2016

3 książki, które przeczytasz w jeden wieczór



Dziś post dla wszystkich, którzy w świątecznym zabieganiu nie mają siły nawet pomyśleć o jakiejś dłuższej lekturze. 3 książki, które przeczytasz w jeden, no góra trzy wieczory. Każda ma mniej niż 200 stron, każda niesie ze sobą inną historię. Ale od razu ostrzegam - krótkie – nie znaczy lekkie. Wręcz przeciwnie - to skompensowane, bardzo konkretnie podane wartościowe myśli, nierozmyte zbędnymi wątkami pobocznymi czy rozwlekłymi opisami. Gotowy? No to start.

8% z niczego - Etgar Keret


Wydawnictwo:  W.A.B

Tłumaczenie:    Agnieszka Maciejowska

Liczba Stron:    164

Kategoria:         Opowiadania obyczajowe








"Coś z początkiem, co chwyta Cię za jaja i zakończeniem tak rozdzierającym, że ludzie po prostu zaczynają płakać."

Najlepsza książka beletrystyczna, jaką miałam w tym roku w ręku. Izraelski pisarz, Edgar Keret,  to absolutny mistrz krótkiej formy. "8% z niczego" to zbiór 34 opowiadań, z których każde ma od 2 do góra 4 stron.

Czego się spodziewać? Między innymi historii pary, w której kobieta co noc zmienia się w malutkiego, rubasznego grubaska,  recepty na to jak zachować się, gdy przychodzi diabeł aby odebrać Ci talent, albo refleksji mebli obserwujących kochającą się parę.

Pokazując surrealistyczną rzeczywistość Keret jednocześnie maluje prawdziwe emocje, powodując w zależności od utworu nostalgię, śmiech lub złość. Jedno jest pewne – obok żadnej z historii nie można przejść obojętnie.

Sam autor w „Ostatnie opowiadanie i koniec” tak określił idealne krótkie dzieło literackie: „Coś z początkiem, co chwyta Cię za jaja i zakończeniem tak rozdzierającym, że ludzie po prostu zaczynają płakać”. Widać, że sam trzyma się tej zasady.


Msza za miasto Arras - Andrzej Szczypiorski



Wydawnictwo:  MUZA

Liczba Stron:    192

Kategoria:         Powieść obyczajowa












Powieść napisana w 1971 roku, chyba nie bez powodu wznowiona w tym roku. Stylem przypomina odrobinę „Dżumę” Alberta Camusa. Kanwą powieści są prawdziwe wydarzenia z połowy XV wieku, kiedy to tytułowe miasto zostało nawiedzone klęską głodu a następnie po krótkim okresie spokoju zaczęły się w nim prześladowania Żydów, rytualne mordy, oskarżenia o czary…


Akcja rozpoczyna się w momencie gdy Celus zostaje oskarżony o rzucenie klątwy i zabicie konia Gerwazego Damasceńczyka. Zaszczuty w końcu wiesza się, jednak to nie uspokaja nastrojów społecznych…

To opowieść o niebezpieczeństwie władzy totalitarnej, religijnym fundamentalizmie, zaślepieniu… Brutalna i trudna książka, niestety do bólu aktualna.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Muza.

Ale głach! Wszyscy Równi. -  Ryszard Marek Groński


Ale Głach! Wszyscy Równi                          Ryszard Marek Groński

Wydawnictwo:  MUZA

Liczba Stron:    160

Kategoria:         Powieść obyczajowa











II wojna światowa tym razem widziana nie z perspektywy walczących żołnierzy ale wręcz przeciwnie – oczami ludzi wrażliwymi, oddanymi sztuce, którzy z walką nigdy nie chcieli mieć nic wspólnego.


Oklaskiwana i podziwiana artystka nagle musi błagać o role w podrzędnych teatrzykach, wrażliwy chłopiec, recytujący wiersze,  decyduje się sięgnąć po broń. Czy grać w niemieckich teatrach czy przymierać głodem? Co robić, jeżeli nie umie się nic innego?


To króciutka, dość pobieżnie traktująca problem holokaustu. Momentami irytuje ze względu na niefrasobliwość, egocentryzm i hmm... głupotę bohaterów,  jednak warto po nią sięgnąć ze względu na zupełnie inne podejście do tematu niż w większości książek z tego gatunku. 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Muza. 
Udostępnij:

1 grudnia 2016

Książki, które sprawdzą się pod choinką


Nadszedł grudzień, do Gwiazdki coraz bliżej, a pod choinką póki co pusto. Jeżeli tak jak ja wciąż zastanawiasz się, co kupić znajomym lub rodzinie na Święta – dzisiejszy wpis jest dla Ciebie. Uwaga, to nie tylko prezenty dla tych, którzy kochają czytać. Są tu pozycje dla baaardzo różnych typów osób. To co je łączy, to ładne wydanie i oryginalność. Zresztą, zobacz.

Dla mamy, która kocha kryminały: 

„Połów” Ove Logmansbo


Ove LogmansboJeżeli Twoja mama, tata czy ktokolwiek bliski uwielbia kryminały a przeczytał już wszystko Camilli Lackberg, Jo Nesbo, Simona Becketta, Agathy Christie i już nie wie za co się zabrać – podrzuć jej/jemu nową serię z Wysp Owczych. Jest tajemnica, ciekawy wątek obyczajowy i na pewno będzie ciąg dalszy, więc prezent na dzień matki też już możesz uważać za znaleziony.


Dla taty, który uwielbia chodzić po górach


„No i na co Ci te góry”. Anna Lichota 


Anna LichotaTo jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku. Na pewno pierwsza piątka. Opowieść Anny Lichoty o zdobywaniu kolejnych szczytów korony ziemi pokazuje, że chcieć to móc. Może nie każdy z nas zdobędzie ośmiotysięcznik, ale dla każdego Mount Everest może być czymś innym, prawda? Najcenniejsze w tej książce, oprócz bardzo ciekawych technicznych szczegółów wypraw, są przemyślenia autorki na temat wpływu gór na jej charakter. To książka także dla wielbicieli psychologii.

Kupisz tu:

Dla siostry, która marzy o podróżach


„Bez Bagażu” Clara Bensen 

Clara Bensen
Chciałbym gdzieś pojechać, ale… nie mam pieniędzy, nie mam urlopu, boję się, że nie poradzę sobie w obcym miejscu. Masz wokół siebie takie osoby? Ta książka to świetna motywacja do działania.

Kupisz tu:




Dla brata -  imprezowicza: 


"Przepisy na proste drinki." Agnieszka Skupieńska 

Agnieszka Skupieńska
Najlepsza na rynku książka z przepisami na drinki. Receptury są banalnie proste, tanie w wykonaniu i bardzo smaczne. Strzałem w 10. jest wydanie książki w formie laminowanego, poręcznie zapakowanego wachlarzyka, który można zabrać na każdą imprezę bez obawy, że się zniszczy.

Kupisz tu:


Dla zabieganej przyjaciółki:


 „Jestem tu i teraz. Projekt mindfulness.” Alexandra Frey, Autumn Totton

Alexandra Frey, Autumn Totton
Albo dla kolegi zagubionego w pogoni za karierą. Idelna na świąteczny czas, kiedy mamy chwilę, aby się zatrzymać i zastanowić, dokąd właściwie tak pędzimy. Zamiast długich rozdziałów mamy tu serię praktycznych ćwiczeń dla ducha i umysłu. Książka uspokaja i relaksuje. Sprawdziłam na sobie.

Kupisz tu:


Dla kumpla, który lubi dobre reportaże: 

„Beksińcy. Portret podwójny.”  Magdalena Grzebałtowska 

Magdalena Grzebałtowska
Kolejna z książek, które na pewno znajdą się w 5 piątce najlepszych przeczytanych w tym roku. Mistrzowsko ujęty życiorys dwóch niezwykłych mężczyzn: Zdzisława i Tomasza Beksińskich. Do tego fantastyczne wydanie wzbogacone zdjęciami z rodzinnych albumów oraz fotografiami obrazów. Pozycja obowiązkowa, najlepiej w pakiecie z filmem „Ostatnia rodzina”.

Kupisz tu:


Dla każdego: 



Meik WikingTo pięknie wydany przepis na radość, spokój i domowe ciepło. Od tej książki aż pachnie choinką i świątecznymi przysmakami. Do tego miły koc, ładny kubek i idealny prezent gotowy.

Kupisz tu: 









Pod każdym z wpisów znajdziesz link do najtańszych sklepów internetowych, w których dostaniesz daną pozycję. To o wiele wygodniejsza forma zakupów niż strata czasu w kolejkach. Mam nadzieję, że choć trochę ułatwiłam Ci zadanie. Znalazłeś coś interesującego?



Udostępnij:

27 listopada 2016

365 dni Pozycji Obowiązkowych



26.11.2015, po długiej przerwie, na blogu Pozycje Obowiązkowe pojawił się nowy wpis. Czemu po takim czasie zdecydowałam się wrócić do blogowania? Może trochę z nudów i braku wyzwań na urlopie macierzyńskim? Tak czy siak, usiadłam, napisałam i znowu mnie wciągnęło. Tym razem na dobre.

Przez te 3,5 roku blogosfera zupełnie się zmieniła. Pojawiło się całe mnóstwo dodatkowych narzędzi, które można wykorzystać do promocji bloga. Zaczęłam od założenia fanpage. Moim marzeniem było zdobycie 500 „like’ów” w rok. Nawet nie śmiałam przypuszczać, że będzie ich aż 930! Zwłaszcza, że przecież podobno w Polsce nikt nie czyta.

Kolejne wpisy zyskiwały coraz więcej wyświetleń. Kiedy pisałam w 2012 roku, artykuły miały po 100-150 odsłon. Teraz jest to 10 razy więcej! Najpopularniejszy post: „Trzy seriale, które ryją beret  był czytany ponad 2800 razy!



Przez ten rok przewinęło się przez bloga ponad 16 tysięcy osób, miesięcznie obecnie odwiedza mnie około 2000 unikalnych użytkowników. Jasne, blog nadal jest bardzo niszowy, ale jak na amatorską stronę o książkach – moim zdaniem jest to całkiem niezły wynik.

Najlepsze momenty w blogowaniu to te, kiedy ktoś dostrzeże i doceni to, co stworzę. O „Pozycjach” w mediach pojawiło się w ciągu roku  kilka wzmianek:  na blogu „Marszowickie Pola” pojawiła się rekomendacja wpisu o „Muzeum zerwanych więzi”, Eska Lublin i Lublin.eu dostrzegły post o serii Marcina Wrońskiego „Brud, smród i szpicle. Lublin.”, a notka o „6 ciekawostkach o śmierci” stanowiła inspirację do fragmentu testu na blogu „Ze spokojem”.  Takie drobiazgi cieszą najbardziej.

Uwielbiam też chwile, kiedy ktoś pisze do mnie lub podchodzi i mówi, że kupił poleconą przeze mnie książkę i faktycznie to był strzał w 10. Patrząc na statystyki kupna książek ze strony mojego bloga oraz właśnie na te osobiście przekazywane opinie, widzę, że takie sytuacje są coraz częstsze. A  mnie serce rośnie.



Czy są minusy blogowania? Hmm… na pewno czasem mając ogromną kolejkę książek od wydawnictw do zrecenzowania świadomie odkładam te lektury, na które mam ogromną ochotę, aby przeczytać to, co obiecałam ocenić. Czasem czuję też, że napisałam intereujący tekst a on gdzieś znika w tłumie. Tak było np. z historią Almeidy Juniora – dla mnie bardzo ciekawa, jednak nie zyskała popularności.

Na koniec ogromne podziękowania. Największe dla mojego męża – Bartka, który jest pierwszym czytelnikiem i najsurowszym recenzentem wszystkich artykułów. To on także siedział ze mną dwie noce wykazując nieziemską cierpliwość, kiedy uparłam się przejść na własną domenę i całkowicie zmienić szablon bloga. To także Bartek przyczynił się najbardziej do popularyzacji strony reklamując ją tam, gdzie ja nie miałam odwagi.

Drugą osobą, o której nie mogę nie wspomnieć jest również nomen omen Bartek, mój dobry kolega, który wyrzeźbił w HTMLu to, czego nam się nie udało. To dzięki niemu na szablonie są daty a nie godziny wpisów, poznikały jakieś niepotrzebne spacje, kropki i inne irytujące okropieństwa.

I last but not least – wielkie dzięki dla Andrzeja Kusiaka z Cyfroteka.pl, który jak mało kto promował moje recenzje. Naprawdę to doceniam!

 Co dalej? Wciąż będę pisać o książkach, podróżach, filmach, sztukach teatralnych. W głowie mam kilkanaście pomysłów na artykuły, w kolejce czeka kilkadziesiąt lektur do przeczytania, więc jeśli tylko czas pozwoli, to będzie się działo.







Udostępnij:

17 listopada 2016

Klucz do szczęścia - hygge

Meik Wiking


Wyobraź sobie sytuację: za oknem chlapa, słońca widać już od tygodnia albo nawet dłużej, dziecko z przeziębieniem marudzi pod bokiem, do wiosny daleko. Ogólny marazm, apatia i defetyzm. To był zeszły czwartek. A potem przychodzi kurier z wielką paką – bardzo trafiona niespodzianka od wydawnictwa – ciepły koc i książka pt: „Hygge. Klucz do szczęścia.”  Godzinę później leżąc opatulona pledem z herbatą w ulubionym kubku w ręku patrzę na śpiącego obok Julka a potem zanurzam się w lekturze. Jest mi dobrze, o wiele lepiej niż jeszcze chwilę temu. Jest hyggelig.

Meik Wiking


Czym więc jest hygge? Google translate tłumaczy ten duński wyraz jako „przytulność”, jednak ja po przeczytaniu książki raczej zastosowałabym słowo „błogość”. To poczucie spokoju, przynależności do grupy, miłości, ciepła, bezpieczeństwa. To prostolinijność, miękki koc, gorąca herbata i czekolada. To bycie z ukochaną osobą w ciepłym, jasno oświetlonym kominkiem pokoju, podczas gdy na zewnątrz szaleje zamieć.  Słowem wszystko, co sprawia, że chcemy zatrzymać chwile na dłużej.

Meik Wiking

Dlaczego właśnie hygge? Czemu nie ma książki o niemieckim gemutlichkeit, kanadyjskim hominess czy holenderskim gezelligheid?  Dlatego, że to właśnie Dania – malutkie państewko z paskudną pogodą i jednymi z najwyższych podatków na świecie  - od lat przoduje w różnych rankingach szczęścia. Innymi słowy, jest to… najszczęśliwszy kraj świata.

Co więc wyróżnia ojczyznę Hamleta spośród innych państw?  Meik Wiking z Instytutu Badań nad Szczęściem wysuwa tezę, że jest to właśnie „hygge”. I sprzedaje sekret w swojej książce. To zupełnie inna lektura od tych, które proponowałam Wam ostatnio. W przeciwieństwie do „Jestem tu i teraz” o mindfulness czy „7 nawyków skutecznego działania”, ta skupia się bardziej na zewnętrznych czynnikach.

Meik Wiking
Jak więc zbudować wokół siebie atmosferę, która będzie hyggelig? Nie będę Ci zdradzała wszystkich tajemnic – zajrzyj do książki. Znajdziesz tam rady jak urządzić przytulne wnętrze, jak przygotować pyszne potrawy,  jaką rozrywkę wybrać na spotkanie z przyjaciółmi a także… co zobaczyć odwiedzając Danię.

Oczywiście autor wielokrotnie podkreśla, że oprócz otoczenia do pełnego poczucia komfortu potrzebna jest wewnętrzna harmonia, życie w zgodzie z samym sobą i umiejętność bycia tu i teraz, ale jeżeli ktoś mi mówi, że czekolada i moje ukochane 3K (książka, kanapa, kocyk) pomagają – to ja to kupuję.

Meik Wiking

Hygge. Klucz do szczęścia.”  to nie jest książka, którą powinno się czytać w kolejce do lekarza, tramwaju czy podczas przerwy w pracy. Aby poczuć atmosferę, jaką niesie ze sobą ta pozycja, trzeba rozsiąść się w ciepłym swetrze na miękkiej kanapie, wziąć pod rękę kruche ciasteczka czy inny łakoć i w ten sposób powoli smakować kolejne rozdziały.

Polecam ten tomik jako idealny prezent na gwiazdkę, najlepiej razem z kocem i kubkiem. Piękne zdjęcia i pozytywna energia bijąca z tej lektury to gwarancja poczucia błogości czyli… hygge.


A Tobie, co kojarzy się z tym trudnym słowem?

Meik Wiking"Hygge. Klucz do szczęścia"     Meik Wiking

Wydawnictwo:  Czarna Owca

Tłumaczenie:   Elżbieta Frątczak-Nowotny

Liczba Stron:    288

Kategoria:         Psychologia, Rozwój osobisty














Udostępnij:

12 listopada 2016

Szkielet w zatoce, czyli Ove Logmansbo jako nowy Jo Nesbo


Jeżeli tak jak ja uwielbiasz JoNesbo i cykl z Harrym Hole i zagryzając paznokcie wyglądasz na marzec 2017, kiedy to ma ukazać się ostatnia książka z serii, mam coś, co osłodzi te długie miesiące oczekiwania. Poznaj Ove Logmansbo i jego nowy cykl „Z Wysp Owczych”.

Do tej pory w serii ukazały się dwie książki: „Enklawa” i „Połów”. Są ze sobą ściśle powiązane, dlatego warto przeczytać obie, koniecznie po kolei. Główną bohaterką jest policjantka Katrine Ellegaard i Hallbjorn Olsen, z którym łączy ją znajomość tak namiętna jak i burzliwa i niebezpieczna…

Te pozycje to wybuchowa mieszanka wszystkiego, co najlepsze w kryminałach. Mamy więc mroczny klimat i tajemniczy szkielet jak u Simona Becketta, zamkniętą społeczność, w której wszyscy się znają  jak u Agathy Christie i świetne połączenie wątku kryminalnego z obyczajowym jak u Jo Nesbo. To zdecydowanie jedna z lepszych lektur tego gatunku, jakie wpadły mi ostatnio w ręce.



Akcja dzieje się na Wyspach Owczych – niewielkim archipelagu oficjalnie zależnym od Danii. Farerom, bo tak nazywają się mieszkańcy tego terenu, trudno jednak uznać to poddaństwo i w głębi duszy czują się oddzielnym państewkiem. Jest to najbezpieczniejszy teren na świecie – w ciągu ostatnich 30 lat popełniono tam tylko jedno morderstwo. Jednak dla Logmansbo nie ma to znaczenia…

Z ciekawostek - sam Ove Logmansbo jest pół Polakiem, pół Farerem. Choć całe dzieciństwo spędził na Wyspach Owczych, biegle mówi w naszym języku. Ponieważ na Wyspach publikuje się bardzo niewiele książek, serię napisał i wydał właśnie po polsku, co jest dodatkowym atutem.

Zakończenie „Połowu” rodzi nadzieję na kolejne książki serii, na które na pewno będę polować. A tymczasem byle do marca, do spotkania z Harrym. 


Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu. 

"Enklawa"         Ove Logmansbo

Wydawnictwo:  Wydawnictwo Dolnośląskie

Liczba Stron:    400

Kategoria:         Kryminał








Enklawa [Ove Løgmansbø]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


"Połów"         Ove Logmansbo

Wydawnictwo:  Wydawnictwo Dolnośląskie

Liczba Stron:    416

Kategoria:         Kryminał














Udostępnij:

6 listopada 2016

Wołyń - film który łączy czy dzieli?


Smarzowski

Kilkanaście dni temu pisałam, że są obecnie w kinach dwa polskie filmy, które naprawdę warto zobaczyć: „Ostatnia rodzina” Matuszyńskiego i „Wołyń” Smarzowskiego. Na temat obrazu o Beksińskich przeczytacie tu, natomiast dzisiaj kilka słów o drugim filmie.

Smarzowski przyzwyczaił widzów do mocnego kina. „Wesele”, „Dom zły”, „Pod mocnym Aniołem” i najlepsza ze wszystkich „Róża”, to pozycje obowiązkowe dla każdego kinomaniaka. Bezkompromisowość w przedstawianiu rzeczywistości, ponury realizm i czysta gra na emocjach – pozbawiona jakichkolwiek fałszywych nut - to znaki firmowe tego reżysera.

Smarzowski

Wszystkie te atuty posiada film "Wołyń". Zaczyna się sielankowo – od wesela pary polsko-ukraińskiej. I choć widoczne są drobne niesnaski i starcia, jak to między sąsiadami, wydają się na pozór niegroźne. Przychodzą jednak lata 40-te a wraz z nimi okupacja rosyjska, potem niemiecka. Wystarcza niewielka iskra, by podpalić lont.

Nacjonalizm nabiera siły - podsycany przez kościół i tłuszczę, zaczyna sprawiać, że sąsiad gotów jest zamordować sąsiada, brat – brata. Aż w końcu przychodzi rzeź – pokazana w sposób tak brutalny jak tylko można.

Smarzowski

Obraz przedstawia tę historię oczami z perspektywy młodej Polki – Zosi. Z każdą kolejną sceną zostaje ona poddawana cięższym próbom a my zastanawiamy się, jak wiele jest w stanie znieść pozornie eteryczna dziewczyna.

Film nie jest pozbawiony wad. Moim zdaniem, mimo deklaracji Smarzowskiego, że ma być to swego rodzaju most umożliwiający porozumienie między Polską a Ukrainą w tym temacie, przedstawił on bohaterów dramatu bardzo jednostronnie. Mamy inteligentnych, honorowych polskich żołnierzy i brutalne, prymitywne bandery z Ukrainy.

Smarzowski

Oczywiście nikt, łącznie ze stroną ukraińską, nie ma wątpliwości, że wina w tym konflikcie nie była rozłożona równo, co widać nawet po liczbie zamordowanych po obu stronach (od 35 do 60 tysięcy Polaków i od 2 do 3 tysięcy Ukraińców), wciąż jedna uważam, że takie pokazanie dysproporcji zachowań nie sprzyja wyciszeniu konfliktu.

To jednak moje jedyne zastrzeżenie. Daję temu filmowi 9/10 a Smarzowskiego ogłaszam mistrzem w pokazywaniu naszej trudnej historii – tej części, o której większość ludzi boi się wspominać. Po mistrzowskiej „Róży”, to kolejna Pozycja Obowiązkowa.


Udostępnij:

1 listopada 2016

6 ciekawostek o... śmierci

Śmierć - ciekawostki

Listopad to najtrudniejszy miesiąc w roku – chlapa, zimno, ciemno… Mnie kojarzy się przede wszystkim ze Świętem Wszystkich Świętych. 1.11. jest obchodzony o tyleż tłumnie co szybko i jakoś tak… bez zadumy. Bo trzeba zaparkować i odstać w kolejce, a oni to znowu kupili taką lichą wiązankę a znicze tu po 6 a tam były po 4 zł…

Odczarowując trochę to święto i śmierć właśnie, przedstawiam kilka ciekawostek dotyczącej ostatnich chwil życia ludzi mniej lub bardziej znanych. Bo ostatnie chwile są paradoksalnie często najciekawszymi, najwięcej mówiącymi o człowieku.

To w ostatnich chwilach życia wychodzi prawdziwa słabość bądź siła naszego charakteru. Dzięki niej można zapisać się w annałach jako heros bądź tchórz. Może być godna lub przeciwnie – wzbudzająca pogardę.

Ktoś mądry powiedział kiedyś, że „Ze stwierdzeniem, że człowiek jest szczęśliwy lub mądry, należy poczekać do jego śmierci”. Co więc powiecie o poniższych przypadkach?

1. Prezydenci Stanów Zjednoczonych, którzy zostali zamordowani


Kennedy


Chociaż na pewno każdy pomyśli w pierwszej kolejności o Johnnie Fitzgeraldzie Kennedym, warto przypomnieć, że zastrzelone zostały aż 4 głowy najpotężniejszego państwa świata: Abraham Lincoln w 1865 roku, James Abraham Garfield w 1881, William McKinley w 1901 i właśnie Kennedy w 1963 roku. 4 na 37 nieżyjących to ponad 10%. Niezły wynik, co?

Ze śmiercią prezydentów USA wiąże się jeszcze jedna ciekawostka, a raczej zbieg okoliczności: trzech z nich zmarło w rocznicę ogłoszenia niepodległości Stanów Zjednoczonych, czyli 4 lipca, który jest jednym z najważniejszych świąt w Stanach. Byli to Thomas Jefferson, John Adams i James Monroe.

Dwaj pierwsi zmarli tego samego dnia. Thomas Jefferson mimo ciężkiego stanu usilnie pragnął doczekać  obchodów 50 rocznicy – zmarł ostatecznie 4.07. o 12:50. Kilka godzin później odszedł John Adams a jego ostatnie słowa brzmiały: „Jefferson jeszcze żyje”. Co nie było już prawdą. 

2.  Dziwne okoliczności śmierci papieży


Leksykon śmierci wielkich ludzi

Na 264 zmarłych papieży aż 44 nie umarło śmiercią naturalną. Większość z nich zostało uznanych za męczenników i uhonorowano z powodu cierpień jakich zaznali, ale nie wszyscy. Wielu papieży zamordowano. Na szczególną uwagę zasługują morderstwa Jana XII, który został pobity na śmierć przez zazdrosnego męża jednej ze swoich nałożnic i Klemensa XIV, który został otruty w bardzo podstępny sposób. Papież miał do swojej pomocy dostojnika, który próbował przed nim wszystkich potraw. Gdy na deser podano arbuza, osoba ta zjadła kawałek owocu, wytarła nóż serwetką i ukroiła kolejny kawałek dla papieża, który zmarł kilka godzin później. To właśnie w serwetce, którą wytarto nóż znajdowała się trucizna.

Ciekawy jest przypadek Jana XXI, który zginął w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Papież ten uwielbiał astrologię i przechwalał się wszem i wobec, że wywróżył sobie śmierć w bardzo podeszłym wieku. Podczas jednej z takich tyrad… spadł na niego sufit. Zginął wskutek obrażeń mając 57 lat.

3. Zemsta Faraona


Leksykon śmierci wielkich ludzi

Grobowiec faraona Tutanchamona odkryto w 1923 roku w okolicach Luksoru. Wcześniej był nienaruszony przez ponad 3000 lat. Nad drzwiami grobowca archeolodzy odkryli napis: Skrzydła śmierci dotkną każdego, kto ośmieli się zakłócić spokój spoczywającego tu władcy.”

W ciągu kolejnych sześciu lat aż 22 osoby, które w jakikolwiek sposób związane były z wykopaliskiem zmarły przedwcześnie w dziwnych okolicznościach. Zostali ukąszeni przez owady, popełnili samobójstwo lub też dotknęły ich wyjątkowo rzadkie choroby. Tylko jedna osoba uniknęła hekatomby – był to Howard Carter – główny odkrywca Tutanchamona. Zmarł dopiero w 1939 roku.

Istnieje kilka teorii, próbujących wyjaśnić ten nietypowy zbieg okoliczności jak np. materiały radioaktywne lub trucizny znajdujące się w pobliżu mumii. Jednak żadna z nich nie została całkowicie potwierdzona.

4. Śmierć w szalecie


Antoine de Bourbon, król Nawarry, zginął w jeden z najmniej chwalebnych dla wojownika sposobów a mianowicie… gdy siusiał schowany za szańcowym koszem. Na jego nieszczęście historia ta zachowała się nie tylko w kronikach historycznych, ale również w epitafium:

„Przechodniu, nasz książę, co leży tu w środku,
Tym jest tylko sławny, że umarł w wychodku”

5.  Ostatnie słowa wypowiedziane w Norymberdze


Leksykon śmierci wielkich ludzi

1.X. 1946 roku na śmierć skazanych zostało 12 najwyżej postawionych dostojników III Rzeszy. Poza Bormannem, który został skazany zaocznie i Goringiem, który popełnił samobójstwo dzień wcześniej, 16.X. powieszono pozostałych więźniów.

Większość z nich czuła się niesprawiedliwie osądzona i wciąż wierzyła, że postępowała dobrze. Niektórzy zupełnie nie przyznawali się do winy.

Ribbentrop żałował, że nie zdąży napisać swoich pamiętników. Powiedział również, że jego marzeniem jest zjednoczenie Niemiec. Kaltenbrunner powiedział: „Całym sercem służyłem mojemu narodowi i ojczyźnie. Spełniłem swój obowiązek zgodnie z interesem państwa. (…) Niech żyją Niemcy!

Wilhelm Frick, Minister Spraw Wewnętrznych krzyknął jedynie: „Niech żyją wieczne Niemcy”.
Frick Saucel, pełnomocnik generalny ds. siły roboczej powiedział pod szubienicą: „Jestem niewinny. Ten wyrok to pomyłka. Niech Bóg ma w opiece Niemcy i zwróci im wielkość. Niech żyją Niemcy! Heil Hitler!”.

6. Nagrody Darwina


Nagrody Darwina są przyznawane corocznie pośmiertnie za… najgłupszy zgon. Jest to docenienie danej osoby za to, że ginąc uwolniła świat od swoich genów i nie będzie mogła ich dalej przekazywać.

Polecam poszperać w Internecie, przypadków znajdziecie od groma. Mój ulubiony to przypadek zamachowca, który wysłał bombę do ambasady Francji. Miała zostać odpalona natychmiast po odpakowaniu. Niezbyt lotny terrorysta popełnił jednak błąd w adresie odbiorcy. Bardzo dokładnie jednak napisał adres nadawcy, dzięki czemu paczka trafiła do niego z powrotem. A on ją otworzył…

Źródłem wiedzy do podpunktów 1-5 jest książka Isabelle Bricard „Leksykon śmierci wielkich ludzi”, w której znajdziecie kilkanaście tysięcy słynnych nazwisk wraz z opisem okoliczności agonii, ostatnich słów, epitafiów. To najciekawsza i najbardziej oryginalna książka popularnonaukowa, jaką miałam w ręku. Warto ją znać, bo okazuje się, że podobnie jak życie, umieranie również może być sztuką.

Isabelle Bricard"Leksykon śmierci wielkich ludzi"  Isabelle Bricard

Wydawnictwo:  Książka i Wiedza

Tłumaczenie:    Anita Staroń, Krzysztof Staroń

Liczba Stron:    460

Kategoria:         Książki popularnonaukowe


Udostępnij: