19 marca 2017

Książka, której nikt nie powinien przeczytać

Korea Północna
fot. Michał Huniewicz

Nie powinieneś przeczytać tej książki. Ona w ogóle nie powinna powstać. A skoro już powstała - nie miała prawa opuścić granic swojego kraju. Jak to się zatem stało, że trzymam w ręku piękne wydanie pozycji pt: "Oskarżenie. Opowieści totalitarne." Bandiego - autora mieszkającego w Korei Północnej? Hmm.. właściwie można powiedzieć krótko: to prawie cud.

Korea Północna
Zwróć uwagę na znaczek na ubraniu - każdy mieszkaniec stolicy musi taki mieć. Co ważne, w Pyongyang mogą mieszkać tylko uprzywilejowani, przychylni partii mieszkańcy. fot. Michał Huniewicz
Korea Północna – ostatni tak szczelny bastion totalitaryzmu na świecie. Miejsce bardzo zamknięte, turystów tam bardzo niewielu a jeżeli już jakiś jest, zawsze dostaje swojego „opiekuna”, który ma zapewnić „właściwe postrzeganie” tamtejszej rzeczywistości.

W zeszłym roku polski fotograf Michał Huniewicz przemycił stamtąd zrobione ukradkiem zdjęcia – to właśnie one stanowią oprawę graficzną do dzisiejszego wpisu. To o wiele więcej niż władze chciałyby pokazać światu. 

Korea Północna
fot. Michał Huniewicz

Przejmujący jest już sam wstęp:

„Żyję w Korei Północnej od pięćdziesięciu lat,
Jak gadający automat,
Jak człowiek zaprzęgnięty w jarzmo.
Piszę opowiadania,
Popychany do tego nie przez talent,
Lecz przez oburzenie.
Nie posłużyłem się do ich spisania piórem ani atramentem,
Ale moimi kośćmi i moimi krwawymi łzami”

Korea Północna
fot. Michał Huniewicz

Opowiadania z książki „Oskarżenie” pisane są w latach 1989 – 1995, czyli krótko przed i tuż po śmierci wieloletniego przywódcy Korei Północnej  - Kim Ir Sena.  Jaki obraz państwa się z nich wyłania?

Niestety nie ma tu ani grama zabawnych komunistycznych absurdów jak z komedii Stanisława Barei. Są donosy, propaganda, wszechobecna kontrola. Partia decyduje czy wolno podróżować, jaką pracę podjąć a nawet… czy zasłonić okna. 

W telewizji jest tylko jeden kanał, nie ma Internetu, nie można śpiewać kiedy się chce. To kraj, w którym można zostać skazanym na karę śmierci za obejrzenie filmu rodem z Hollywood. To najciemniejsze miejsce na świecie.

Ludzie żyją jak wytresowane zwierzęta, zaprogramowane roboty. W jednym z opowiadań porównuje się ich do uczniów szkoły aktorskiej, wciąż wprawiających się w odgrywaniu swoich ról.

Korea Północna
fot. Michał Huniewicz


Oficjalnie to kraj idealny – nie ma w nim przestępstw, niepotrzebne są więzienia. Wszyscy są szczęśliwi, kochają swoje państwo i przywódcę. Jedno z najbardziej przerażających opowiadań w książce to historia wsi, której mieszkańcy zostali zaczarowani tak, by ciągle się śmiali. Bez względu na to, czy czuli smutek, gorycz, ból – każde ich uczucie zostawało tłamszone przez wybuch śmiechu. Trudno o lepszą metaforę życia w tym miejscu.


Korea Północna


Bandiego porównuje się do Sołżenicyna, który został wydalony ze Związku Radzieckiego za opublikowanie na Zachodzie dzieł pokazujących w niekorzystnym świetle komunizm. Różnica jest jednak zasadnicza – Bandi wciąż mieszka i żyje w Korei Północnej, a gdyby ktoś dowiedział się, że jego opowiadania krążą po świecie, prawdopodobnie przypłaciłby to życiem. Stylem i nastrojem przypominają zdecydowanie książki Kafki lub Orwella. Polecam więc je szczególnie fanom tych autorów.

Korea Północna
fot. Michał Huniewicz

Ta książka to nie tylko kopalnia wiedzy o codziennym życiu mieszkańców. To również symbol walki. Bandi sprzeciwia się reżimowi w jedyny znany mu sposób – piórem. I jest to walka skuteczna. Sam fakt, że udało się przemycić i rozpowszechnić swoją twórczość stanowi dowód na to, że w nieprzeniknionym murze powoli zaczynają pojawiać się rysy, to tylko kwestia czasu, kiedy będzie wyłom.

Korea Północna
fot. Michał Huniewicz

PS. Jeżeli spodobały Wam się zdjęcia Michała Huniewicza, więcej znajdziecie tu

Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję wydawnictwu Czarna Owca. 

Oskarżenie. Opowieści totalitarne. Bandi

Wydawnictwo:  Czarna Owca

Tłumaczenie:    Karolina Sosnowska

Liczba Stron:    264

Kategoria:         Opowiadania











Oskarżenie - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Udostępnij:

15 marca 2017

Samotność we wszechświecie


Lily Brooks-Dalton

„Badamy wszechświat, żeby wiedzieć; jednak w końcu naprawdę dowiadujemy się jedynie tego, że wszystko się kończy… istnieje tylko czas i śmierć. To trudne, kiedy nam się o tym przypomina… Ale trudniejsze jest zapominanie”
Piękna, zwracająca uwagę okładka – granatowa, z usianym gwiazdami niebem. Aż chciałoby się położyć i zapatrzeć… Ale przecież obwoluta to nie wszystko, otwieram więc i zaczynam czytać. A tam… smutek. Poznajcie książkę „Dzień dobry, północy” Lily Brooks Dalton.

Dwoje głównych bohaterów, oddzielonych setkami tysięcy kilometrów – Augustin, będący u schyłku życia badacz gwiazd w placówkach naukowych i Sully – astronautka zawieszona gdzieś w kosmosie. Oboje samotni z poczuciem przegranego życia...

Lily Brooks-Dalton

Początkowo nie lubiłam Augustina – brakowało mu empatii, nie lubił ludzi, wykorzystywał ich jedynie do swoich celów. Zawsze był samotnikiem. Pod koniec życia pozostawiony na własne życzenie sam w placówce naukowej żyje… wraz ze znalezioną tam malutką dziewczynką. Równocześnie nastrajając aparaturę na różne częstotliwości szuka jakiegokolwiek kontaktu z ludźmi…

Lily Brooks-Dalton


Sully – astronautka, która wybrała karierę zamiast rodziny. Tułając się gdzieś w kosmosie rozpamiętuje swoje życiowe błędy . Ona również, podobnie jak emerytowany badacz, jest odizolowana od świata - nie może skontaktować się z Ziemią, nikt nie odpowiada. Dopiero po długich poszukiwaniach trafia na Augustina…

Co łączy tych dwoje samotników? Jak potoczą się ich losy? Czy to możliwe, aby załoga promu kosmicznego i Augustine byli ostatnimi żyjącymi ludźmi?

Dzień dobry, północy

To bardzo smutna książka, ale jednocześnie niosąca nadzieję na to, że zawsze jest czas na to, by się zmienić i naprawić to, co wcześniej się zniszczyło. Dla fanów niespiesznej akcji, retrospekcji, refleksji nad przemijaniem.


Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję wydawnictwu Czarna Owca.

Dzień dobry, północy Lily Brooks-Dalton

Wydawnictwo:  Czarna Owca

Tłumaczenie:    Magdalena Słysz

Liczba Stron:    272

Kategoria:         Powieść obyczajowa



















Dzień dobry, północy [Lily Brooks-Dalton]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Udostępnij:

11 marca 2017

"Pokot" - książka czy film?

Prowadź swój pług przez kości umarłych

Od jakiegoś czasu polskie kino przeżywa renesans – to już nie są czasy jedynie głupich komedii czy tanich sensacji. Pojawiają się coraz ciekawsze propozycje, co zresztą widać na blogu – wszystkie recenzowane przeze mnie ostatnio filmy były polskiej produkcji – choćby „Ostatnia rodzina” czy „Sztuka kochania”.

Dzisiaj również o naszym rodzimym kinie, a konkretnie o filmie „Pokot” na podstawie powieści Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych”. Tokarczuk współuczestniczyła też w tworzeniu scenariusza a jeżeli za coś bierze się ona i Agnieszka Holland, to musi być dobrze. I było.

Prowadź swój pług przez kości umarłych


Książkę „Prowadź swój pług przez kości umarłych” czytałam 3 czy 4 lata temu – to było moje pierwsze spotkanie z tą autorką i pokochałam ją od razu. Bo Tokarczuk buduje zdania jak mało kto – jest to polszczyzna tak piękna, że chce się ją smakować powolutku, godzinami. O dziwno, udało się to przenieść do filmu – jedne z najlepszych fragmentów to te, kiedy prowadzona jest narracja przez główną bohaterkę.

Prowadź swój pług przez kości umarłych


Trudno nie docenić długich, okrągłych zdań, choć spotkałam się również z opinią, że sprawiają one, że film jest sztuczny, ponieważ obecnie mówi się skrótowo i niechlujnie. Ja jednak jestem za podnoszeniem poprzeczki – tylko słuchając i oglądając ludzi wypowiadających się schludnie, możemy nauczyć się tego samego.

Prowadź swój pług przez kości umarłych


Atutem tego filmu są przede wszystkim niezwykłe obrazy – piękne zdjęcia, świetny montaż i pokazany kawał niesamowitej przyrody, momentami bardzo naturalistycznie, mrocznie,  w sposób wzbudzający wstręt, lecz jednocześnie zwiększający siłę przekazu.

Podoba mi się zbieżność z książką – czytając ją dokładnie tak wyobrażałam sobie głównych bohaterów – Duszejko i Matogę (swoją drogą fantastycznie było po latach zobaczyć na dużym ekranie Wiktora Zborowskiego).

Prowadź swój pług przez kości umarłych


Wobec całości trudno mi jednak pozostać w całości bezkrytyczną – mam bowiem problem z przekazem moralnym, zarówno filmu jak i książki. Ukazano w nich postaci czarno-biało – dobrzy ludzie dbający o przyrodę (ok, być może główna bohaterka jest ekscentryczna i lekko niezrównoważona, lecz to jednak od początku do końca postać, którą mamy odbierać jako jednoznacznie dobrą) i źli myśliwi, dla których jedyną słuszną karą jest śmierć.

Prowadź swój pług przez kości umarłych

Mimo całej mojej sympatii do naszych braci mniejszych, trudno mi porównać zabicie człowieka do polowania na sarnę a w książce i filmie tak jest to ujęte. Morderstwa zostają usprawiedliwione.

Drugi zarzut, to pokazanie obrońców przyrody jako ekscentrycznych, niedostosowanych do życia ludzi. Agresywne i histeryczne zachowania Duszejko i brak kogokolwiek, kto zrównoważyłby to podejście merytorycznymi argumentami sprawia, że na zagładę zwierząt patrzymy z przymrużeniem oka i razem z pozostałymi mieszkańcami wsi kiwamy z politowaniem głowami nad niestabilną emocjonalnie ekolożką . A przecież kłusownictwo jest realnym problemem, nad którym warto się pochylić. 

Prowadź swój pług przez kości umarłych



Wybór między książką a filmem zazwyczaj jest dla mnie prosty i w przypadku "Pokotu", mimo całego wizualnego piękna, jakie uchwyciła Holland, tutaj jest tak samo – zdecydowanie wybieram papierową wersję historii. Każde zdanie napisane przez Tokarczuk to małe dzieło sztuki i nawet najpiękniejszy obraz nie jest w stanie im dorównać. Ale na szczęście w tym przypadku, możesz mieć i jedno i drugie, co zdecydowanie polecam. 

Prowadź swój pług przez kości umarłych

Olga Tokarczuk 

Wydawnictwo:  Wydawnictwo Literackie

Liczba Stron:    318

Kategoria:         Powieść obyczajowa, kryminał




















Prowadź swój pług przez kości umarłych [Olga Tokarczuk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Udostępnij:

7 marca 2017

Człowiek bożego pokoju, czyli Shantaram

Gregory David Roberts

"Los daje nam wszystkim trzech nauczycieli, trzech przyjaciół,  trzech wrogów i trzy wielkie miłości. Jednak ta dwunastka nigdy nie wydaje się oczywista i nigdy nie wiemy, kto jest kim, dopóki ich nie pokochamy, nie opuścimy lub  nie zaczniemy z nimi walczyć"

„Shantaram” -  powieść petarda. 800 stron pełnej emocji czytelniczej podróży przez Indie. Indie piękne, straszne, brudne, tańczące, zakochane, okrutne i… magiczne. Poznajemy je razem z Linbabą – Australijczykiem, uciekinierem z więzienia, który właśnie w tym mieście próbuje ukryć się przed prawem.

Gregory David Roberts


To powieść wielowarstwowa. Na wierzchu mamy wątek sensacyjno-przygodowy. Bohater po przyjeździe do kraju Bollywood na skutek zbiegów okoliczności zostaje lekarzem, fałszerzem, więźniem, członkiem mafii… Poznaje ludzi z różnych podejrzanych kręgów, mieszka w najbardziej zapyziałych dziurach Bombaju i zakochuje się bez pamięci w jednej z najbardziej intrygujących kobiet w historii literatury.  Są strzelaniny, walka, ucieczki.

Gregory David Roberts


Pod spodem jest opowieść o przyjaźni, miłości, oddaniu. O sercu,  które stanowi kwintesencję Indii i o tym, jaki wpływ mają na nas i nasz los ludzie, którzy pojawiają się w naszym życiu, choćby na chwilę.

I wreszcie warstwa ostatnia – filozoficzno-refleksyjna.  Najcieńsza, lecz to ona właśnie nadaje smak całej powieści.  Rozmowy z charyzmatycznym przywódcą mafii – Kadirbajem oraz z Karlą a także przemyślenia samego autora  na długo zapadają w pamięć i prowokują do zastanowienia, nie zaburzając jednak dynamizmu książki.

Gregory David Roberts


„Shantaram” to fabularyzowana powieść autobiograficzna - Gregory David Roberts faktycznie po kilku latach pobytu w najbardziej strzeżonym australijskim więzieniu zdołał z niego uciec w biały dzień a następnie przez 10 lat ukrywał się w Indiach.  Po kilku latach ponownie trafił do więzienia i znowu uciekł, lecz tym razem wrócił dobrowolnie – nie chcąc dłużej żyć jak zbieg. To właśnie wtedy zdecydował się napisać powieść.

Gregory David Roberts

Marcin Meller w swojej recenzji napisał, że jest to „czytelniczy święty Graal” i coś w tym jest. Trudno znaleźć równie wciągającą powieść. Trudno się od niej oderwać – ja łapałam każdą wolną chwilę, aby móc się zatopić w hinduskich zapachach. 

Gregory David Roberts

Shantaram - Gregory David Roberts

Wydawnictwo:  Marginesy

Tłumaczenie:    Maciejka Mazan

Liczba Stron:    800

Kategoria:         Powieść obyczajowa



Shantaram [Gregory David Roberts]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE



Udostępnij:

3 marca 2017

Przyjemna nerwówka, czyli "Sygnał" Patricka Lee

Sygnały

Recenzja gościnna Iwony Wojek:

„Sygnał” to moje pierwsze spotkanie z Patrickiem Lee, chociaż nie jest to jego pierwsza książka o Samie Drydenie – byłym żołnierzu jednostek specjalnych. W tej części Sam Dryden od kilku lat prowadzi samotne, spokojne życie w małym kalifornijskim miasteczku. Ale… do czasu.

Pewnego dnia bohater odbiera telefon od swojej starej przyjaciółki  - Claire Dunham, z którą wspólnie uczestniczyli w kilku tajnych akcjach. Claire była technikiem, ekspertem od sprzętu komputerowego. Dryden i jego ludzie korzystali z jej pomocy w różnych miejscach świata.

Sygnały


Przyjaciółka zakomunikowała Samowi, że muszą się spotkać w Barstow i to najpóźniej za 2 godziny. Nie powiedziała nic więcej. Nie musiała. Była jedną z nielicznych osób, którym bezgranicznie ufał. Natychmiast wsiadł do samochodu i ruszył. Czy zdąży? Dlaczego Claire była taka wystraszona? O co tu do diabła chodzi?

Zaczęło się. Akcja goni akcję. Szybko, ciekawie, zaskakująco. I pierwsza niespodzianka – myśl, że coś się nie zgadza. To o czym czytałam kilka stron wcześniej jest sprzeczne z faktami, o których dowiaduję się teraz.  Czyżby autor tego nie zauważył? Niemożliwe! A może to ja coś pomyliłam? Nie wierzę – za bardzo mnie zaciekawiło, abym czytała pobieżnie. Jestem pewna, że mam rację.

Sygnały


Kontynuuję więc lekturę. I nagle wszystko zaczęło się wyjaśniać, puzzle wskoczyły na swoje miejsce. A wszystko to dzięki... urządzeniu, które pozwala przewidywać przyszłość. Jak to możliwe? Kluczową rolę odgrywa właśnie tytułowy sygnał, ale… szczegóły lepiej sprawdź sam.

Nowoczesne technologie, tajemnicza GRUPA, porwania, pościgi… W czyich rękach ostatecznie pozostanie tajemnicze urządzenie? Nie zdradzę. Książka trzyma w napięciu i niech tak pozostanie. Wydarzenia są zaskakujące i do końca nie wiadomo, komu ufać, kto jest kim.

Sygnały


„Sygnał” to taki rodzaj literatury, który bardzo przeżywam czytając. Z jednej strony olbrzymia ciekawość – jak to się skończy, z drugiej jednak napięcie tak duże, że aż musiałam sobie zrobić jednodniową przerwę.

Pomysł jednak nie wypalił. Czytając inną pozycję i tak myślami byłam z Samem i Claire. Po kilku godzinach stwierdziłam, że czytanie teraz czegoś innego nie ma sensu i że właściwie nie mam wyboru – muszę skończyć „Sygnał”, bo nie zasnę.

Każdy z nas jest inny – inaczej przeżywa daną książkę czy film. Ja niestety (a może i stety) czytając thriller Patryka Lee zapomniałam, że to tylko historia zapisana na kartkach książki, wymyślona fabuła. Denerwowałam się więc do końca.

Sygnały


„Sygnał” bardzo mi się podobał a tak już mam, że gdy polubię jakąś książkę, to muszę przeczytać szybko wszystkie utwory jej autora. Po tej pozycji bez wątpienia nastanie u mnie czas Patricka Lee – muszę „zaliczyć” wszystkie jego poprzednie powieści sensacyjne.

Jeżeli będą podobne do tej, czeka mnie „przyjemna nerwówka”. Jeśli też lubisz być w takim stanie, to polecam „Sygnał” gorąco.

Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękują wydawnictwu „Czarna Owca”.

Sygnał - Patrick Lee

Wydawnictwo:  Czarna Owca

Tłumaczenie:    Piotr Kaliński

Liczba Stron:    328

Kategoria:         Thriller 













Udostępnij:

25 lutego 2017

Camilla Lackberg inaczej, czyli o książce "Morderstwa i woń migdałów"

Morderstwa i woń migdałów



Zastanawiam się, jak przedstawić książkę Camilli Lackberg „Morderstwa i woń migdałów”? Powieść? Autobiografia? Poradnik? Tej książki nie da się zaszufladkować do jednego gatunku – zawiera wszystkie te rodzaje pisarstwa. Znajdziemy w niej:
  • Trzy nowele („Sen o Elizabeth”, „Kawiarnia wdów”, „Elegancka śmierć”)
  •  Jedną minipowieść („Zamieć śnieżna i woń migdałów”)
  • Część autobiograficzną
  •  Kurs pisania powieści (autorstwa pisarki)

Morderstwa i woń migdałów

Każdą ze swoich poprzednich dziewięciu powieści Szwedka opisuje na kilkuset stronach (opinie o całej serii z Fjalbacki znajdziesz tu). Byłam więc ciekawa jej krótszych form. Wszystkie te cztery pozycje (3 nowele, 1 minipowieść) przeczytałam z przyjemnością i… szybko.  Żałowałam, że nie ma więcej. Niedosyt pozostał.

Cztery różne historie, ciekawie opowiedziane i oczywiście, skoro autorstwa Camilli Lackberg, w każdej pojawia się nagła śmierć. Z całą świadomością nie napisałam morderstwo, tylko nagła śmierć. Dlaczego? Przeczytaj a będziesz wiedzieć. Zachęcam.

W części autobiograficznej autorka opowiada o swoim dzieciństwie w Fjalbace, latach szkolnych, studiach w Goteborgu i pracy w korporacji. Dużo uwagi poświęca swojemu udziałowi w Kursie Kreatywnego Pisania (prezent gwiazdkowy od męża i mamy). Kurs ten, jak twierdzi sama autorka, był początkiem jej życia jako pisarki.

Morderstwa i woń migdałów


Poznajemy też jej życie od czasu napisania pierwszej książki („Księżniczka z lodu”) do dzisiaj (książka „Morderstwa i woń migdałów” została wydana w 2016 roku). Dowiadujemy się np., jak udział Camilli w telewizyjnym show „Taniec z gwiazdami” wpłynął na jej życie osobiste i czy np. książkę wg niej powinno się traktować jak każdy inny produkt rynkowy, wymagający reklamy i marketingu, czy przeciwnie – książka to kultura nie mająca nic wspólnego z podażą i popytem?

Camilla Lackberg odkąd pamięta chciała być pisarką, ale dopiero (o czym wcześniej pisałam) udział w Kursie Kreatywnego Pisania dał jej wiarę, że może nią być, że da radę. Udało się. Dlatego wszystkim, którzy marzą o tym zawodzie Szwedka proponuje w ostatniej części książki kurs pisania powieści.

Morderstwa i woń migdałów

Czytelników zachęca do napisania powieści kryminalnej i podpowiada jakie elementy powinna ona zawierać i jakie reguły spełniać aby nie znudzić i o czym powinien pamiętać pisarz, aby być wiarygodnym. Jest 5 takich reguł. Jakie? Zachęcam do ich poznania. Autorka poleca także książki innych pisarzy jako dobre przykłady zastosowania danych elementów.

A ja polecam książkę „Morderstwa i woń migdałów”, której dodatkowym atutem okazała się jej niejednorodność – kilka gatunków wetkniętych do jednej pozycji.  Myślę, że to zasługa samej autorki, w końcu to ona stanowi wspólny mianownik całości. Przeczytaj, to nie będzie stracony czas.

Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję wydawnictwu Czarna Owca. 

Morderstwa i woń migdałów [Camilla Läckberg]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Morderstwa i woń migdałówMorderstwa i woń migdałów - Camilla Lackberg

Wydawnictwo:  Czarna Owca

Tłumaczenie:    Inga Sawicka

Liczba Stron:    240

Kategoria:         Kryminał












Udostępnij:

21 lutego 2017

Samochodem dookoła Sycylii

Zwiedzanie Sycylii


Wiosna zbliża się już wielkimi krokami, a kwiecień i początek maja to idealny moment by wybrać się do Włoch. Temperatury są już wtedy całkiem przyjemne (około 20 stopni) a turystów jeszcze niewielu. Kolejny dobry termin to dopiero wrzesień i początek października – wtedy macie szansę poopalać się jeszcze na pustych plażach a około 25-stopniowe upały zachęcają do kąpieli w ciepłym morzu. 

Italii powinno się unikać w sierpniu – wówczas na wakacje jadą sami Włosi, więc jedyne co pozostaje otwarte to miejsca typowo turystyczne, zatłoczone kilkukrotnie bardziej niż przez pozostałe 11 miesięcy. W sierpniu możesz mieć trudności nawet z kupnem chleba. Więc jak do Włoch, to w kwietniu lub we wrześniu. A jak w kwietniu, to bilety najlepiej kup już teraz. Gdzie? Ja proponuję Sycylię.

Zwiedzanie Sycylii

My do ojczyzny Vito Corleone wybraliśmy się w zeszłym roku pod koniec września. Przylecieliśmy do Palermo, gdzie na lotnisku odebraliśmy zamówione wcześniej auto  (tradycyjnie już korzystając z RENTAL CAR, o którym pisałam tu). Wypożyczając auto koniecznie weź ubezpieczenie - na Sycylii jeździ się bardzo specyficznie a parkuje zawsze na styk. Nam po raz pierwszy zdarzyło się otarcie samochodu, ale dzięki ubezpieczeniu można się tym w ogóle nie stresować. 

W ramach odświeżenia wspomnień  przygotowałam gotowy do wdrożenia dwutygodniowy plan podróży przez całą Sycylię – najciekawsze zabytki i miejsca. 

Sycylia w 14 dni

Co zobaczyć?

1. ETNA


Pierwszego dnia, prosto z Palermo pojechaliśmy do Nicolosi. Jest to malutka miejscowość, zdecydowanie daleko jej do atrakcji turystycznej. Stanowi jednak doskonałą bazę wypadową na Etnę. Z naszego hotelu do parkingu pod samą górą było mniej więcej pół godziny samochodem. Dla doświadczonych turystów Etna nie będzie stanowiła żadnego wyzwania – to bardzo prosty do zdobycia szczyt.

Etna
Górę można zdobyć na trzy sposoby: 
  • pieszo, 
  • wjechać kolejką na wysokość 2500 m.n.p.m. i stamtąd udać się na piechotę 
  • wjechać i spod kolejki wynająć busik, który podwiezie Cię na samą górę.
My, ze względu na to, że byliśmy z 1,5 rocznym Julkiem, nie zdecydowaliśmy się na samą wspinaczkę i wybraliśmy drugą opcję – kolejka + piesza wyprawa. Z dzieckiem na rękach całość zajęła na 3h – wejście na szczyt i powrót do kolejki.

Etna

Do wspinaczki nie jest potrzebny żaden specjalny sprzęt ani nawet górskie obuwie – tzn. dobrze je mieć, ale tak naprawdę w butach sportowych też można sobie poradzić. Na górze jest zimno – temperatura jest o wiele niższa niż w mieście, ale spokojnie – jeżeli nie masz ciepłej kurtki możesz ją wypożyczyć za kilka euro zaraz po wyjściu z kolejki.

Etna to wciąż czynny wulkan, są miejsca w których unoszą się opary siarki – to trochę daje się turystom we znaki, ale bez przesady. Na końcu piękny, księżycowy krajobraz, jakiego nigdzie wcześniej nie spotkałam. Czyli – warto było.

Etna


Po zjechaniu z powrotem do Nicolosi zwiedziliśmy jeszcze dwie pobliskie miejscowości: Taorminę, z malowniczymi wąskimi uliczkami i wspaniale zachowanym greckim teatrem i Katanię, w której są chyba najlepiej zachowane ślady po lawie, która niejednokrotnie zalewała to miasto. Jeżeli jednak czasu wystarczy Ci na tylko jedną miejscowość, polecam zdecydowanie Taorminę. Jest o wiele bardziej klimatyczna.

2. Syrakuzy

Syrakuzy
Teatr w Syrakuzach

Syrakuzy  - całkiem spora miejscowość z fantastyczną atmosferą. To właśnie stąd pochodził Archimedes! Oprócz ogromnego placu z piękną katedrą znajdziesz tu również ulicznych muzyków a także całe mnóstwo fantastycznych restauracji i kafejek. Syrakuzy warto zwiedzić zarówno w dzień jak i po zmroku.  Będąc tu nie można pominąć ogromnego amfiteatru – jednego z najbardziej imponujących jakie kiedykolwiek widziałam.

Syrakuzy

W pobliżu są trzy miejscowości, które warto zobaczyć: Noto, Modica i Ragusa. Z tych trzech zdecydowanie najbardziej polecam tę pierwszą – zasłużenie nazywaną perłą baroku. Każdy jeden budynek to dzieło sztuki – od balkony, okiennice i to nie tylko w kościołach ale także w prywatnych domach zwalają z nóg. Mimo, że miasteczko jest niewielkie, można je zwiedzać i podziwiać godzinami.

Noto

Jadąc z Syrakuz do kolejnego miejsca pobytu zahaczyliśmy jeszcze o Caltagirone – miejsce, w którym główną atrakcją są monumentalne, zbudowane z tysięcy ceramicznych kafelków schody, a każdy inny. Robią ogromne wrażenie. Warto wspiąć się po nich na samą górę i obejrzeć panoramę miasta.  A na dole tuż pod schodami jest bardzo przyjemna restauracja –idealna na lunch.

3.  Agrigento

Dla mnie największy smaczek. Po raz pierwszy w życiu miałam okazję zobaczyć greckie świątynie z prawdziwego zdarzenia. W Agrigento znajduje się bowiem ogromny park archeologiczny – „Park Świątyń”. Zobaczysz tu fantastycznie zrekonstruowane budowle, bez porównania lepiej utrzymane niż ateński Akropol. No i przede wszystkim turystów tu o wiele mniej (w każdym razie we wrześniu). Zresztą same zdjęcia opowiedzą więcej niż słowa. Wstęp kosztuje około 10 EURO. Po parku można poruszać się pieszo lub kolejką (park ma około 18 hektarów).

Agrigento

4. Castellammare del Golfo

Na koniec pojechaliśmy do Castellammare del Golfo, żeby trochę popluskać się w morzu i poleżeć na plaży. Sama miejscowość niewielka, ale z mnóstwem wąskich uliczek, kafejek i restauracji a jedzenie w przystani zdecydowanie na 5+.

Będąc w Castellamare del Golfo zrobiliśmy sobie wycieczkę do jeszcze trzech miejscowości: Trapani, Erice no i oczywiście stolicę wyspy – Palermo

Erice
Erice

Erice to jeden wielki zabytek - miasto całe z kamiennych kościołów, kamiennych budynków i chodników tak przez wieki wyślizganych, że momentami możesz się w nich przejrzeć. Miasto jakby żywcem wyjęte ze średniowiecznego filmu, jedno z najpiękniejszych w jakich kiedykolwiek byłam. 


Trapani to kwintesencja leniwego włoskiego życia – wszystko toczy się powoli, nikt się nigdzie nie spieszy, luzie przesiadują w kawiarniach popijając Spritz, kawę lub wino z okolicznych winnic. To właśnie za ten klimat kocham Włochy.

Trapani
Trapani

Palermo – przeciwnie. Jest gwarno, tłoczno, brudno i śmierdzi. Będąc tam poczułam się jakby ktoś wyjął mnie z sielankowego wiejskiego obrazka i wrzucił do ścieków z brudną wodą. Jeżeli jednak uprzesz się jechać do tego miasta, warto przede wszystkim zobaczyć Katakumby w konwencie kapucynów. W podziemiach klasztoru znajduje się ponad 8000 ludzkich szczątków wystawionych na widok publiczny. Ja się nie odważyłam, ale... podobno warto.

No i oczywiście jak w całej Sycylii – kościoły. Te najładniejsze znajdują się na Piazza Bellini.

Palermo


Jeżeli masz dużo mniej czasu niż 2 tygodnie, to z całej wycieczki najbardziej polecam wejście na Etnę i wizytę w Agrigento.

Co jeść?


Włoskie jedzenie jest najlepsze na świecie, więc oczywiście WSZYSTKO. Na Sycylii zwłaszcza polecam pizze oraz wszelkie potrawy z owoców morza, zwłaszcza zupy rybne – w każdej restauracji smakuje inaczej, więc nie może się znudzić.

A desery? Oczywiście lody ,tak samo ogromne jak smaczne, i cannoli. Cannolo to deser typowo sycylijski – to rurka z chrupkiego ciasta wypełniona nadzieniem z sera ricotta.

Cannoli
Cannolo 

Zakwaterowanie

My zdecydowaliśmy się na następujące hotele:


Sycylia


Bardzo przytulne miejsce z najlepszymi śniadaniami na świecie. Sama miejscowość raczej nie jest ciekawa dla turystów – ot, malutka, spokojna mieścinka. Ale jest blisko do Etny.
Pierwszej nocy nie mieliśmy łóżeczka dla dziecka, chociaż było wcześniej zamówione, ale to jedyna drobna niedogodność. Łóżeczko dostaliśmy już następnego dnia.


Sycylia

Hotel położony właściwie w samym centrum miasta, przez co jest w nim bardzo głośno. Pokoje śliczne i wszystko gra, ale przez hałas to miejsce kompletnie nie nadaje się dla rodziców z małym dzieckiem. Dla pozostałych – jak najbardziej. Imprezy w okolicznych pubach kończą się około 1 w nocy, więc balowicze będą mieli 2 kroki o domu.  Trudno też o miejsce do parkowania.


Bed & Breakfast Agrigento


Po pierwsze Agrigento to przepiękna miejscowość. Hotel jest w ścisłym centrum, ale nie musisz się martwić ani o hałas ani o miejsce do parkowania. Piękne pokoje z niesamowitym widokiem, śniadania na tarasie i przemiły właściciel. A dwa kroki od hotelu restauracja idealna na romantyczną kolację… J


Castellammare del Golfo


Miejsce położone pół godziny pieszo od świetnej plaży i 10 minut od ścisłego centrum z mnóstwem świetnych restauracji.  W mniej więcej godzinę dotrzesz stąd do Palermo – jeżeli więc planujesz zwiedzać stolicę, polecam zdecydowanie tę opcję zamiast zatłoczonego miasta.

Podróżując przez kolejne rejony natkniesz się na wpływy kultury greckiej, rzymskiej i arabskiej. To właśnie ta różnorodność, a także przepyszne jedzenie i otwarci, przemili mieszkańcy są powodem dla którego warto odwiedzić to miejsce.   My na pewno tam jeszcze wrócimy,  po dwóch tygodniach zdecydowanie czuję niedosyt.  

A może Ty już tam byłeś i polecisz mi jakieś ciekawe miejsce?

Godło Sycylii

Udostępnij: