21 listopada 2017

Czy odebrałeś już swoją darmową książkę?

Darmowe książki

Ci, którzy śledzą mój fanpage na Facebooku mieli już okazję przeczytać trochę o akcji Czytaj PL. Ale czy z niej skorzystaliście? Czas jest do końca listopada a książki naprawdę grzechu warte.

Co to za akcja?

Czytaj PL to jedna z największych na świecie akcji promujących czytelnictwo zorganizowana przez Czytaj PL: Krakowskie Biuro Festiwalowe, Woblink. W ramach akcji na rozklejonych w 7 tysiącach miejsc Polski plakatach pojawią się QR Kody do 12 fantastycznych książek.

Co można przeczytać?

W ramach akcji dostępnych jest 12 pozycji:

1. Wojciech Drewniak „Historia bez cenzury 2”
2. Krzysztof Piskorski „Czterdzieści i cztery”
3. Gregory David Roberts „Shantaram”
4. Filip Springer „Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast”
5. Anna Kamińska „Wanda”
6. Jakub Małecki „Ślady”
7. Dan Ariely „Szczera prawda o nieuczciwości”
8. Elżbieta Cherezińska „Korona śniegu i krwi”
9. Camilla Lackberg „Księżniczka z lodu”
10. Peter Wohlleben „Sekretne życie drzew”
11. Jon Ronson „#WstydźSię!”
12. Marek Kamiński „Marek i czaszka jaguara”

Ja ze swojej strony gorąco polecam przede wszystkim bestselletowy Shantaram, którego recenzję znajdziecie tu a wielbicielom kryminałów „Księżniczkę z lodu” Camillu Lackberg (to pierwsza część sagi z Fjalbacki, o której pisałam m.in. tu).

Pozostałych książek nie znam, ale w ramach akcji postanowiłam zacząć od przeczytania „Śladów” Jakuba Małeckiego. Wrażenia na pewno opiszę na blogu.

Jak zdobyć darmową książkę?


Po pierwsze, na swoim smartfonie zainstaluj aplikację Woblink. Tam, w zakładce Czytaj PL zeskanuj QRKod pobrany z plakatu. Wystarczy jeden kod. Do całej swojej kolekcji możesz zaprosić aż 5 znajomych. Mapkę z plakatami znajdziesz tu. Akcja trwa do końca listopada!
Udostępnij:

17 listopada 2017

10 faktów o Hiszpanii, o których nie miałeś pojęcia

Granada
Granada (fot: archiwum prywatne)
Fiesta, corrida, Gaudi, sangria, futbol – to pierwsze skojarzenia, które przychodzą mi do głowy, kiedy myślę o Hiszpanii.  Ale to zna każdy – nawet jeśli nigdy w życiu nie odwiedził kraju Cervantesa. Dziś, w deszczowy listopadowy dzień, zapraszam Cię do tego cieplutkiego miejsca abyś poznał to, co nietypowe i zaskakujące. Zwyczaje, święta, ciekawostki przyrodnicze, o których do tej pory nie miałeś pojęcia .
No to zaczynamy:

1. Hiszpanie śpią najkrócej w Europie

Sjesta, lenistwo – z tym właśnie kojarzy się ojczyzna Dalego. Nic bardziej mylnego – otóż wg Centrum Badań Socjologicznych Hiszpanie śpią średnio 7 godzin na dobę, czyli najkrócej na Starym Kontynencie.  I większość z nich uważa ten czas za wystarczający. To naprawdę niewiele w porównaniu chociażby z Łotyszami i Holendrami, którzy potrzebują 8,6h snu czy Francuzami, którzy śpią aż 9 godzin!

Co więc robią Hiszpanie w trakcie sjesty? Jedno jest pewna – aż 60% z nich deklaruje, że nigdy nie wykorzystuje tego czasu na drzemkę.

Barcelona
Barcelona (fot: archiwum prywatne)

2. W stolicy znajduje się muzeum poświęcone… szynce

W świadomości wielu z nas tkwi przekonanie, że Hiszpanie jedzą li i jedynie ryby lub inne owoce morza. To prawda – dieta śródziemnomorska w nie obfituje a giełda rybna w Madrycie jest druga co do wielkości na świecie (zaraz po tokijskiej), jednak w kulturze, historii  i symbolice to właśnie szynka okazała się na tyle ważna dla tego narodu, że w stolicy postawiono jej muzeum. W każdym większym sklepie spożywczym znajdziesz surowy udziec a wybór jest tak szeroki, że zadowoli nawet najbardziej wymagających mięsożerców.

3. Świętują uniknięcie śmierci… kładąc się do trumny

Fiesta, to jedno z pierwszych słów jakie przychodzi mi do głowy kiedy myślę o Hiszpanii. Gonitwa byków, bitwa pomidorowa czy święto ognia w Walencji to jedne z tych najpopularniejszych, które znają chyba wszyscy.

Ale pewnie niewielu z Was słyszało o Santa Marta de Ribarteme w galicyjskiej Pontevedrze, gdzie 29 lipca wszyscy, którzy w ostatnim czasie otarli się o śmierć (na skutek wypadków lub chorób) kładą się do otwartych trumien niesionych następnie na ramionach mieszkańców ulicami miasteczka.

Ta posępna procesja idzie w całkowitej ciszy, którą przerywa jedynie dobiegające zewsząd bicie kościelnych dzwonów.

Toledo
Toledo (fot: archiwum prywatne)

4. Popularnym gościem wigilijnym w Katalonii jest „srający wujek”

„Caga Tio”, czyli w wolnym tłumaczeniu właśnie ów „srający wujek” , to podłużny kawałek drewna, który pojawia się w mieszkaniach Katalończyków w okolicach 8 grudnia, w Święto Niepokalanego Poczęcia. Przykryty kocykiem,  stoi sobie z boku obserwując życie rodzinne. Codziennie po kolacji dzieci karmią go skórkami mandarynki czy innymi resztkami ze stołu.
Caga Tio od tych smakołyków rośnie i rośnie (czytaj: dorośli podmieniają go na coraz to większy egzemplarz) by wreszcie w ramach szczęśliwego finału, który następuje 24 grudnia, wydalić „resztki przemiany materii” w postaci cukierków. Dzieciaki zachęcają go do tego licznymi przyśpiewkami i… okładaniem go kijami.


5. Fragment Hiszpanii znajduje się… we Francji.


Lliva – malutka gmina leżąca na południu Francji, licząca sobie około 2 tysiące mieszkańców, mimo że położona jest na terytorium Francji, administracyjnie należy do Hiszpanii. Taki geograficzny dziwoląg powstał na mocy traktatu pirenejskiego z XVII wieku i do niedawna, tzn do wprowadzenia Schengen, powodował we Francji niemałe zawirowania komunikacyjne związane z koniecznością omijania przez Francuzów hiszpańskiej wioski.

Ta eksklawa to nie jedyna ciekawostka geograficzna. Warto też wiedzieć, że Hiszpania nad kawałkiem swojego terytorium dzieli władzę z Francją  - każdy z krajów rządzi malutką wyspą Isla de los Faisanes przez 6 miesięcy w roku.  

Sewilla
Sewilla (fot: archiwum prywatne)


6. Hiszpański hymn nie ma słów

Hiszpania jest jedynym w Europie (poza Kosowem) i w cywilizowanym świecie krajem, którego hymn nie posiada słów. „Marsz Królewski”, którego autor nie jest do końca znany, wywodzi się z pieśni wojskowych.
Brak możliwości zaśpiewania go jest szczególnie dotkliwy dla piłkarzy i kibiców, kiedy to  w najważniejszych momentach dla osiągającej liczne sukcesy drużyny mogą jedynie zanucić „mruczando”.


7. W Hiszpanii kręcono drugą część Gwiezdnych Wojen

Konkretnie mowa o Plaza de Espania w Sewilli – nakręcono tu kilka scen do filmu Gwiezdne Wojny - Atak Klonów.  Plac stał się na chwilę miastem Theed na planecie Naboo.
Inny znany film, którego scenerię stanowiło to piękne miejsce to „Lawrence z Arabii”.


8. To stąd pochodzi drugi najbogatszy człowiek świata

Tak tak - drugi po Billu Gatesie najbogatszy człowiek świata (i siłą rzeczy najbogatszy w Europie) to właśnie Hiszpan, Amancio Ortega. Na pewno kojarzysz należące do niego marki odzieżowe, jak np. Zara, Massimo Dutti, Stradivarius, Bershka czy Pull&Bear. Wg Forbes jego majątek był w 2016 roku szacowany na 67 miliardów dolarów.


Granada
Granada (fot: archiwum prywatne)
9.  Hiszpanii odbywa się największa loteria świata
Skoro już o bogactwach mowa, trudno nie wspomnieć o „Grubasku”. „El Gordo”, bo tak brzmi oryginalna nazwa tej zabawy, to loteria, w której wg badań bierze udział aż 90% Hiszpanów!
Tradycyjne losowanie odbywa się już od ponad 200 lat, zawsze 22 grudnia. Jest to wielkie widowisko, wręcz kilkugodzinne show. Trudno się dziwić, bowiem i pula jest ogromna. Przykładowo, w 2015 roku główna nagroda wyniosła 640 milionów euro (jakieś 10 miliardów PLN). Podzielono ją ostatecznie pomiędzy 1600 osób.

10. Piłka nożna ma tu istotny wpływ na demografię


Piłka nożna to sport narodowy w Hiszpanii. O tym, jak istotna jest to dyscyplina dla tej nacji i o jej wpływie na psychikę Hiszpanów napisano wiele prac naukowych. Jedna z ciekawszych mówiła o korelacji pomiędzy golem strzelonym w maju 2009 a wzrostem liczby urodzeń w lutym 2010 (czyli dokładnie 9 miesięcy później).

Chodzi o bramkę strzeloną przez piłkarza Barcy w doliczonym czasie gry podczas półfinału Ligii Mistrzów z Chelsea. Ten gol dał Katalończykom wstęp do finału w Rzymie, który ostatecznie wygrali. 9 miesięcy później w Katalonii zanotowano o, uwaga!,  45% więcej narodzin niż zazwyczaj. W niektórych klinikach w Barcelonie wskaźnik ten wzrósł nawet o 50%. Przypadek? Nie sądzę.
Piłka nożna okazała się skuteczniejsza niż wszystkie programy prorodzinne razem wzięte.


Sewilla
Sewilla (fot: archiwum prywatne)

To tylko niektóre ciekawostki, które znalazłam w książce Macieja Bernatowicza „Hiszpania. Fiesta dobra na wszystko”. To prawdziwa kopalnia wiedzy na temat historii, kultury, polityki  czy geografii tego kraju.

Bernatowicz przez wiele lat mieszkał z rodziną w Madrycie, obserwował uważnym i czułym okiem wszystkie zwyczaje a obserwatorem okazał się wnikliwym. Książka może wręcz posłużyć jako przewodnik po kraju.

Dla mnie momentami była wręcz zbyt dokładna – zbyt dużo liczb, danych, dat sprawiało że czasem czułam się jakbym czytała Wikipedię. Jednak dla szczególarzy to raj. A już na pewno pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy zamierzają odwiedzić Półwysep Iberyjski.


Maciej Bernatowicz"Hiszpania. Fiesta dobra na wszystko." 
Maciej Bernatowicz

Wydawnictwo: MUZA
                                              
Liczba Stron:    416

Kategoria:          reportaż, podróżnicze












Hiszpania. Fiesta dobra na wszystko [Maciej Bernatowicz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję wydawnictwu MUZA. 


PS. Jeżeli tak jak ja kochasz Hiszpanię i wszystko co jest z nią związane, zachęcam do polubienia Fanpage na facebooku: "Życie jak w Madrycie, Hiszpański online". 


Udostępnij:

10 listopada 2017

Frida Kahlo & Diego Rivera - polski kontekst


O Fridzie Kahlo pisałam już kiedyś na blogu (tutaj) – to nie tylko świetna malarka, ale także pełna charyzmy, nietuzinkowa kobieta, która zapisała się złotymi zgłoskami zarówno w historii Meksyku jak i świata. 

Jej obrazy na stałe zagościły w nowojorskim MOMA, w Meksyku ich reprodukcje można zobaczyć na wielu ulicach czy w nawet restauracjach i pubach a w Brazylii opowie ci o niej chyba każdy mieszkaniec – od kustosza po zwykłego robotnika.

Chociaż widziałam jej obrazy wielokrotnie, nie mogłam sobie odmówić przyjemności odwiedzenia w tym roku Pozania w związku z wystawą „Frida Kahlo & Diego Rivera – polski kontekst”. Było warto, ponieważ w Centrum Kultury Zamek poza dziełami sztuki znajdziemy coś o wiele więcej.

Polski kontekst

Frida Kahlo i Diego Rivera - polski kontekst

Poza obrazami i rysunkami dwojga artystów można zobaczyć piękne fotografie, na których pozuje Frida, karty z jej pamiętnika oraz 52-minutowy film dokumentalny o życiu małżeństwa. Akurat na temat filmu nie mogę się wypowiedzieć - zwiedzanie wystawy z trzyletnim dzieckiem wymaga pewnych poświęceń – na przykład odpuszczenie sobie filmu dokumentalnego. Jeżeli ktoś widział, niech napisze w komentarzu czy dużo straciłam.

A co z tytułowym „polskim kontekstem”? To właśnie wisienka na torcie odróżniająca to spotkanie od wszystkich poprzednich z Kahlo. Nawiązanie do polskości to m.in. powtórzenie wystawy „Sztuka Meksykańska”, która odbyła się w Warszawie w latach 50-tych poprzedniego wieku. Gwóźdź programu stanowił wówczas obraz Fridy „Zraniony Stół” – jej największe (pod względem rozmiarów) dzieło.

Frida Kahlo i Diego Rivera - polski kontekst

„Zraniony Stół” to podwójny autoportret artystki – jest zarówno głównym gościem przy tytułowym stole jak i samym stołem, za pomocą którego ukazuje swoje rany. Przy stole wraz z Fridą zasiada szkielet symbolizujący bliskość śmierci oraz papierowa kukła Judasza oznaczająca jej samobójcze myśli. Obraz ten po raz ostatni widziano właśnie w Warszawie, krótko potem zniknął w tajemniczych okolicznościach i do tej pory go nie odnaleziono.

Ponadto, pokazano twórczość dwóch bliskich Fridzie kobiet – Fanny Rabel, uczennicy artystki oraz Bernice Kolko – fotografki i jednocześnie jej najbliższej przyjaciółki. Obie panie były polskiego pochodzenia. O ile styl Fanny Rabel nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia, o tyle zdjęcia Kolko to zdecydowanie najlepsza część całej wystawy.

Frida Kahlo i Diego Rivera - polski kontekst

Kolko i Frida były bardzo zżyte, z zaprezentowanych zdjęć tchnie intymność. Naprawdę można poczuć się przez chwilę jak w świecie malarki – znaleźć się z nią na podwórku wśród przyjaciół, ale również obok łóżka, kiedy czuje się naprawdę słaba. W większości są to zdjęcia niepozowane, tym większe więc robią wrażenie.


Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej o Fridzie, zachęcam do przeczytania książki opartej na jej życiu – więcej na ten temat tutaj.

Frida Kahlo i Diego Rivera - polski kontekst

Informacje praktyczne

Wystawa jest do obejrzenia w Centrum Kultury ZAMEK, ul. Św. Marcina 80/82 w Poznaniu do 21.01.2018. Mimo, że trwa już ponad miesiąc, wciąż cieszy się ogromną popularnością i bilety lepiej kupić z wyprzedzeniem. Wejścia odbywają się co 2 godziny, jednak nie trzeba być punktualnym – należy wejść w ciągu dwóch godzin od czasu wydrukowanego na wejściówce -  radzę się spóźnić przynajmniej 40 minut aby uniknąć największych tłumów.


Ceny biletów to 25zł normalny, 20 ulgowy i 15 z kartą dużej rodziny. 
Udostępnij:

4 listopada 2017

"Pierwszy Śnieg" - książka czy film?

Jo Nesbo

Fani Jo Nesbo, w tym ja, długo czekali na ten film. „Pierwszy Śnieg” przez wiele osób uważany jest za najlepszą część całej serii z Harrym Hole (więcej o serii przeczytasz tu i tu). Faktycznie, książka trzyma w napięciu jak mało który kryminał a rozwiązanie zagadki jest zaskakujące, zwłaszcza dla tych, dla których nie jest to pierwsze spotkanie z autorem a głównych bohaterów znają z wcześniejszych części.

Bardzo byłam ciekawa, jak twórcy filmu sportretują Harry’ego, Rakel i Olega. Przez 11 części cyklu zdecydowanie można sobie utrwalić  w wyobraźni ich wizerunek i wiedziałam, że trudno go będzie zastąpić. I trochę niestety tak było.

Jo Nesbo

Obraz rozczarowuje – nie ma tej mocy co papierowa wersja historii. Brakuje niezbędnego w thrillerach i kryminałach dreszczyku emocji.  Być może jest to kwestia tego, że już idąc na film wiedziałam, kto zabił. A może zmian i uproszczeń, które reżyser, Tomas Alfredson, musiał wprowadzić aby skrócić fabułę, a które sprawiły, że niektóre elementy wydają się nielogiczne i poprowadzone na siłę.

Nie udało pokazać się wszechobecnego strachu, który panował w Oslo, kiedy grasował w nim morderca zwany „Bałwanem” ani  napięcia, kiedy wydawało się że już już dotarliśmy do właściwej osoby…  Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie również Rakel – jakoś tak bardziej dystyngowanie. Burkliwy Harry wypadł za to całkiem nieźle.

Jo Nesbo


Jest kilka ładnych ujęć, pewnie dla nieznających historii będzie również element zaskoczenia ale wszystko jest jedynie poprawne. I to raczej na 3 z minusem niż 4, choć pomaga trochę gościnna obecność Vala Kilmera na ekranie.

Jeżeli masz ochotę na niezły thriller z elementami kryminału zdecydowanie bardziej polecam obecny na dużym ekranie od kilku dni „Śmierć nadejdzie dziś”. Typowa pętla czasowa, jak w Dniu Świstaka – amerykańska studentka, dodajmy że niezbyt sympatyczna,  budzi się w obcym łóżku  w akademiku po przebalowanej nocy. Dzień, który spędza nie różni się za bardzo od pozostałych nie licząc tego, że… wieczorem zostaje zamordowana. A rano...znowu budzi się w obcym akademiku po przebalowanej nocy i tak aż do momentu, kiedy odkryje kto jest jej oprawcą.

Happy Death Day

Nie jest to może wielkie i ambitne kino, kilka rzeczy jest typowo po hollywoodzku naciąganych, ale jednak film wciąga. Momentami bawi, momentami wzdrygamy się z niepokoju a rozwiązania domyśliłam się dopiero po ¾ seansu i do samego końca nie miałam pewności, że trafiłam. Więc nieźle, w każdym razie na pewno lepiej niż u Alfredsona - historię Harry'ego zdecydowanie lepiej poznać w wersji papierowej, najlepiej przeczytawszy wcześniej pierwsze książki z serii.


Udostępnij:

30 października 2017

"Twój Vincent" - recenzja filmu

Vincent Van Gogh

Van Gogh to jeden z najciekawszych impresjonistów  - nie tylko ze względu na swoje dzieła, ale przede wszystkim z uwagi na osobowość i życiorys. Mało który XIX wieczny malarz pozostawił po sobie tyle listów i dokumentów, że jego bogate życie można, i chce się odtwarzać krok po kroku. Dowodem niech będzie choćby to, że biografia Holendra liczy prawie 1100 stron…

Kilka miesięcy temu pisałam o niezwykłej wystawie – Van Gogh Alive (zobacz tutaj). Tam, w formie prezentacji multimedialnej można było poznać kilkaset dzieł Holendra a także przeczytać jego listy wymieniane z rodzicami, bratem i przede wszystkim z Paulem Gauigen. Krótko potem na rynku pojawiła się biografia mistrza a teraz w kinach króluje polsko-brytyjski film pt: „Twój Vincent”. Czy warto się na niego wybrać?

Vincent Van Gogh


„Twój Vincent” to animacja narysowana odręcznie przez ponad 100 malarzy. Ożywili oni obrazy Van Gogha sprawiając, że od strony wizualnej jest to jeden z najlepszych filmów, jakie widziałam w życiu. Majstersztyk wciska w fotel.

Ale twórcy zadbali nie tylko o nasze oczy ale również uszy. Twórcą ścieżki dźwiękowej do „Twojego Vincenta” jest Clint Mansell, twórca muzyki do takich filmów jak „Requiem dla snu” (dla mnie najlepsza ścieżka dźwiękowa w dziejach kina) czy „Czarny Łabędź”. W "Vincencie" również wspiął się na wyżyny talentu. Perfekcyjnie dobrane dźwięki doskonale uzupełniają cały obraz.

Vincent Van Gogh

No dobrze, a o czym właściwie jest ten film? Rzecz dzieje się rok po śmierci malarza. Jego przyjaciel z Paryża, listonosz, upiera się przy doręczeniu do Teo Van Gogha listu od jego nieżyjącego już brata. W tym celi wysyła swojego syna do malutkiej wioski Auvers, w celu odnalezienia adresata.

Fabuła to połączenie kryminału (główny bohater stara się wyjaśnić zagadkę śmierci mistrza – czy na pewno było to samobójstwo i co go popchnęło do tego czynu) oraz elementów biograficznych. Jaki obraz Vincenta wyłania się z filmu? Bardzo niejednoznaczny. Dla jednych to wariat, dla innych po prostu życzliwy człowiek a w końcu dla nielicznych – bardzo zdolny artysta.

Vincent Van Gogh


Ale to nie treść jest najważniejsza w tym dziele. Twórcy zdecydowanie najbardziej dopieszczają nasz zmysły wzroku i słuchu. Jest kilka filmów, które zapamiętałam na zawsze właśnie ze względu na ich malowniczość. Pierwszy to „Między piekłem a niebem” z Robinem Williamsem w roli głównej, drugi to Katedra  Tomka Bagińskiego a trzeci to właśnie „Twój Vincent”. Możemy być dumni, że tę produkcję współtworzyli Polacy. 
Udostępnij:

23 października 2017

Mniej niż zero, czyli kilka słów o tegorocznym laureacie nagrody NIKE.

Cezary Łazarkiewicz
fot. Witold Szulecki/Forum 

„Myślisz może, że więcej coś znaczysz
Bo masz rozum, dwie ręce i chęć
Twoje miejsce na Ziemi tłumaczy
Zaliczona matura na pięć
Są tacy - to nie żart,
dla których jesteś wart
Mniej niż zero”

Choć ta piosenka zespołu Lady Pank powstała na kilka tygodni przed śmiercią Grzegorza Przemyka, przyjmuje się ją jako swego rodzaju protest song ówczesnej młodzieży wobec tego zdarzenia. Pamiętam z dzieciństwa, że w latach 90-tych to nazwisko odmieniane było w serwisach informacyjnych  przez wszystkie przypadki a wyjaśnienie tego morderstwa stanowiło obok spraw zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki i pacyfikacji kopalni Wujek swego rodzaju symbol rozliczenia się naszego państwa z ustrojem komunistycznym. I równie symboliczna była ostateczna klęska oskarżycieli.


Cezary Łazarkiewicz


Reportaż „Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka”  Cezarego Łazarewicza to tak naprawdę pierwsza tak rzetelnie udokumentowana i opisana relacja z tego śledztwa. Na początek przenosimy się w lata 80-te i otrzymujemy praktycznie godzina po godzinie sprawozdanie z wydarzeń od 12 maja, kiedy to Przemyk został zatrzymany przez Milicję, aż do dnia jego pogrzebu.
Następnie poznajemy sylwetki: chłopca i jego rodziców. To nie portret nieskalany. Grzesiek nie był piątkowym uczniem o nieskazitelnej reputacji. Pokazano go jako normalnego chłopca, który lubił grać na gitarze, nie przepadał za ślęczeniem nad matematyką a napisanie matury świętował winem na Placu Zamkowym. Również matce daleko do ideału Matki Polki – nie czekała na synka z obiadem, nie miała regularnej pracy ani stałego partnera. Łazarewicz nie lukruje, przedstawia fakty.

Cezary Łazarkiewicz


Przytoczone jest całe śledztwo i cały proces, zarówno ten w latach 80-tych jak i w wolnej Polsce. Tak naprawdę jest to jednak książka o sile propagandy, zuchwalstwie władz, obłudzie wymiaru „sprawiedliwości”. Przesłuchania, nękania świadków, szukanie haków, fałszywe oskarżenia i spreparowane dowody. Dlatego to tak ważne, że ta książka została wydana właśnie teraz, kiedy telewizję publiczną trudno oglądać bez zażenowania a niezawisłość polskich sądów jest zagrożona. I tym bardziej cieszy przyznanie jej nagrody NIKE, która mam nadzieję przyczyni się do popularyzacji reportażu.


A kiedy czytam, że świadkowie oskarżenia dostawali anonimy, w których byli nazywani „pachołkami dolarowymi”, którzy powinni „wypierdalać do Kohla i Reagana” to mam wrażenie, że historia niebezpiecznie zatoczyła koło a my, Polacy, niestety nie uczymy się na błędach. Dlatego cieszy, że zamiast zakopać tę sprawę, znowu pokazano ją w świetle reflektorów. Bo przecież: „Kto nie pamięta historii, skazany jest na jej ponowne przeżycie”.  

"Żeby nie było śladów" Cezary Łazarewicz

Wydawnictwo: Czarne
                                              
Liczba Stron:    316

Kategoria:          reportaż















Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka [Cezary Łazarewicz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


Udostępnij:

17 października 2017

Trzy grubaśne powieści, które wciągają dopiero od połowy


Z książką jest trochę jak z nowym znajomym – czasem zaiskrzy od razu – poznajesz kogoś i już wiesz, że wiele was łączy, możecie rozmawiać godzinami i w ogóle się ze sobą nie nudzicie. A czasem potrzeba czasu  - podchodzisz do kogoś z dystansem, który zmniejsza się powoli.

Podobnie gdy sięgam po nową lekturę – nie zawsze wciąga od razu, niekiedy potrzeba czasu. Ja zazwyczaj daję szansę – zarówno nowym znajomościom jak i książkom. Dzisiaj o trzech naprawdę grubaśnych pozycjach, które początkowo dały mi popalić. Warto było jednak przebrnąć przez tę trudną część, aby w drugiej połowie dokopać się do perełek. O jakich książkach mowa?  Zapraszam.

„Księgi Jakubowe” Olga Tokarczuk


912 stron opowieści o niezwykłym życiu Jakuba Franka - żyjącego w XVIII wieku twórcy żydowskiej sekty frankistów. Przygody Jakuba były tak niebywałe, że aż trudno uwierzyć, że wydarzyły się naprawdę. Tokarczuk wykonała kawał naprawdę dobrej roboty, aby odkopać całą dokumentację dotyczącą jego życia i przerobić ją na powieść.
Początkowo poczułam się zasypana lawiną postaci, wydarzeń oraz złożoną narracją. Sporo czasu zajęło mi ułożenie sobie w głowie wszystkich wątków. Prawdę mówiąc w pełni zaczęłam wciągać się w  tę historię dopiero w momencie, gdy Żydzi z sekty Jakuba przyjęli chrzest, czyli mniej więcej po 400 stronach książki.
Trudno nie docenić wspaniale sportretowanych bohaterów i bogato opisanej obyczajowości społeczeństwa żyjącego na przełomie XVIII i XIX wieku. Dokładając do tego wyróżniającą się oprawę graficzną – mapy, kroje czcionek, ryciny trudno się dziwić, że książka została uhonorowana w 2015 nagrodą NIKE.

Księgi Jakubowe [Olga Tokarczuk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Olga Tokarczuk
"Księgi Jakubowe" Olga Tokarczuk

Wydawnictwo:  Wydawnictwo Literackie
                                             
Liczba Stron:    912

Kategoria:         powieść historyczna


„Złodziej luster” Martin Seay


704 strony przygody. Pewnie kojarzysz film „Incepcja” Christophera Nolana – to było właśnie moje pierwsze skojarzenie związane z tą książką. Przez pierwsze trzysta stron czułam się jakbym krążyła po labiryncie, po omacku zataczając coraz szersze kręgi.  Ale po kolei.
Akcja powieści toczy się na trzech równoległych płaszczyznach: w Las Vegas współcześnie, w Kalifornii pod koniec lat 50-tych XX wieku i… w XVI-wiecznej Wenecji. Przez pierwsze trzysta stron trudno się połapać, co łączy te trzy światy, wszystko zaczyna klarować się dopiero w drugiej części powieści.  Dodatkowa trudność to brak klasycznych dialogów. Do stylu pisarza zdecydowanie trzeba przywyknąć.
Pasje, obsesje, morderstwa, spiski, szantaże. Ale mimo to nie jest to klasyczna książka akcji. Przeważają opisy, ale za to naprawdę nietuzinkowe.  Naprawdę przenoszą nas  - to do kasyna, to do średniowiecznej knajpy, to do nadmorskiej miejscowości. Czujemy zapach wiatru, papierosów, czy też przyspieszony oddech uciekających bohaterów.
Polecam wszystkim lubującym się w powieściach, w których jest odrobina magii.

Złodziej luster [Martin Seay]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Martin Seay
"Złodziej luster" Martin Seay

Wydawnictwo:  Czarna Owca

Tłumaczenie:     Aleksandra Wolnicka
                                               
Liczba Stron:     704

Kategoria:          thriller



„2666” Roberto Bolano


Najgrubsza ze wszystkich trzech wymienionych powieści  – 1008 stron, na które składa się 5 oddzielnych opowieści. Ich wspólny mianownik stanowi osoba zaginionego pisarza – Archimboldiego i przewijający się motyw meksykańskiego miasteczka Santa Teresa. Autor rozważał nawet wydanie każdego z rozdziałów jako oddzielną książkę, jednak zmarł nie dokończywszy dzieła i jego spadkobiercy zdecydowali, że będzie to jedna całość.
Ponieważ Bolano nie zdążył dokończyć dzieła, zostało ono wydane w wersji, w jakiej ją pozostawił – podobno był to ostateczny brudnopis, na którym autor miał zamieścić już jedynie kosmetyczne poprawki.
Czytając tę książkę miałam wrażenie, że autor po prostu jednym ciągiem spisuje swoją koncepcję, nie unikając przy tym dygresji i dziwnych skoków myślowych. Dlatego lektura wymaga wielkiej uwagi – czasem czytamy jakąś historię, a pięć stron dalej jesteśmy już w innym czasie, miejscu a bohaterowie już są zupełnie inni. Łatwo się pogubić.
Przyzwyczajenie się do tego sposobu narracji zajęło mi dwa pierwsze rozdziały, czyli około 450 stron. Dalej było już tylko z górki a każda kolejna historia była coraz bardziej wciągająca. Największą zaletą tej ogromnej powieści jest jej bezpretensjonalność, typowa zresztą dla pisarzy z Ameryki Południowej. Książką „2666” Bolano udowadnia, że tytuł najwybitniejszego prozaika latynoamerykańskiego swojego pokolenia należy mu się jak najbardziej zasłużenie. Polecam.

Roberto Bolano"2666" Roberto Bolano

Wydawnictwo:  Muza

Tłumaczenie:     Katarzyna Okrasko, Jan W. Rajter
                                             
Liczba Stron:    1008

Kategoria:         powieść obyczajowa



Uwielbiam grube powieści, pozwalają na długo zatopić się w inny świat i przeżyć historię zupełnie inaczej niż w przypadku trzysto-  czy czterystostronicowych lektur. Sprawdzają się zwłaszcza jesienią i zimą, kiedy najlepiej jest zniknąć pod kocykiem właśnie z takim tomiszczem i ciepłą herbatą. Ale co zrobić, kiedy początek znajomości nie jest obiecujący? Jak widać nie zawsze warto się poddawać, często cierpliwość zostaje nagrodzona. A Ty jak postępujesz? Odkładasz mało ekscytujące dzieła na bok czy walczysz do końca?
Udostępnij: