17 października 2017

Trzy grubaśne powieści, które wciągają dopiero od połowy


Z książką jest trochę jak z nowym znajomym – czasem zaiskrzy od razu – poznajesz kogoś i już wiesz, że wiele was łączy, możecie rozmawiać godzinami i w ogóle się ze sobą nie nudzicie. A czasem potrzeba czasu  - podchodzisz do kogoś z dystansem, który zmniejsza się powoli.

Podobnie gdy sięgam po nową lekturę – nie zawsze wciąga od razu, niekiedy potrzeba czasu. Ja zazwyczaj daję szansę – zarówno nowym znajomościom jak i książkom. Dzisiaj o trzech naprawdę grubaśnych pozycjach, które początkowo dały mi popalić. Warto było jednak przebrnąć przez tę trudną część, aby w drugiej połowie dokopać się do perełek. O jakich książkach mowa?  Zapraszam.

„Księgi Jakubowe” Olga Tokarczuk


912 stron opowieści o niezwykłym życiu Jakuba Franka - żyjącego w XVIII wieku twórcy żydowskiej sekty frankistów. Przygody Jakuba były tak niebywałe, że aż trudno uwierzyć, że wydarzyły się naprawdę. Tokarczuk wykonała kawał naprawdę dobrej roboty, aby odkopać całą dokumentację dotyczącą jego życia i przerobić ją na powieść.
Początkowo poczułam się zasypana lawiną postaci, wydarzeń oraz złożoną narracją. Sporo czasu zajęło mi ułożenie sobie w głowie wszystkich wątków. Prawdę mówiąc w pełni zaczęłam wciągać się w  tę historię dopiero w momencie, gdy Żydzi z sekty Jakuba przyjęli chrzest, czyli mniej więcej po 400 stronach książki.
Trudno nie docenić wspaniale sportretowanych bohaterów i bogato opisanej obyczajowości społeczeństwa żyjącego na przełomie XVIII i XIX wieku. Dokładając do tego wyróżniającą się oprawę graficzną – mapy, kroje czcionek, ryciny trudno się dziwić, że książka została uhonorowana w 2015 nagrodą NIKE.

Księgi Jakubowe [Olga Tokarczuk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Olga Tokarczuk
"Księgi Jakubowe" Olga Tokarczuk

Wydawnictwo:  Wydawnictwo Literackie
                                             
Liczba Stron:    912

Kategoria:         powieść historyczna


„Złodziej luster” Martin Seay


704 strony przygody. Pewnie kojarzysz film „Incepcja” Christophera Nolana – to było właśnie moje pierwsze skojarzenie związane z tą książką. Przez pierwsze trzysta stron czułam się jakbym krążyła po labiryncie, po omacku zataczając coraz szersze kręgi.  Ale po kolei.
Akcja powieści toczy się na trzech równoległych płaszczyznach: w Las Vegas współcześnie, w Kalifornii pod koniec lat 50-tych XX wieku i… w XVI-wiecznej Wenecji. Przez pierwsze trzysta stron trudno się połapać, co łączy te trzy światy, wszystko zaczyna klarować się dopiero w drugiej części powieści.  Dodatkowa trudność to brak klasycznych dialogów. Do stylu pisarza zdecydowanie trzeba przywyknąć.
Pasje, obsesje, morderstwa, spiski, szantaże. Ale mimo to nie jest to klasyczna książka akcji. Przeważają opisy, ale za to naprawdę nietuzinkowe.  Naprawdę przenoszą nas  - to do kasyna, to do średniowiecznej knajpy, to do nadmorskiej miejscowości. Czujemy zapach wiatru, papierosów, czy też przyspieszony oddech uciekających bohaterów.
Polecam wszystkim lubującym się w powieściach, w których jest odrobina magii.

Złodziej luster [Martin Seay]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Martin Seay
"Złodziej luster" Martin Seay

Wydawnictwo:  Czarna Owca

Tłumaczenie:     Aleksandra Wolnicka
                                               
Liczba Stron:     704

Kategoria:          thriller



„2666” Roberto Bolano


Najgrubsza ze wszystkich trzech wymienionych powieści  – 1008 stron, na które składa się 5 oddzielnych opowieści. Ich wspólny mianownik stanowi osoba zaginionego pisarza – Archimboldiego i przewijający się motyw meksykańskiego miasteczka Santa Teresa. Autor rozważał nawet wydanie każdego z rozdziałów jako oddzielną książkę, jednak zmarł nie dokończywszy dzieła i jego spadkobiercy zdecydowali, że będzie to jedna całość.
Ponieważ Bolano nie zdążył dokończyć dzieła, zostało ono wydane w wersji, w jakiej ją pozostawił – podobno był to ostateczny brudnopis, na którym autor miał zamieścić już jedynie kosmetyczne poprawki.
Czytając tę książkę miałam wrażenie, że autor po prostu jednym ciągiem spisuje swoją koncepcję, nie unikając przy tym dygresji i dziwnych skoków myślowych. Dlatego lektura wymaga wielkiej uwagi – czasem czytamy jakąś historię, a pięć stron dalej jesteśmy już w innym czasie, miejscu a bohaterowie już są zupełnie inni. Łatwo się pogubić.
Przyzwyczajenie się do tego sposobu narracji zajęło mi dwa pierwsze rozdziały, czyli około 450 stron. Dalej było już tylko z górki a każda kolejna historia była coraz bardziej wciągająca. Największą zaletą tej ogromnej powieści jest jej bezpretensjonalność, typowa zresztą dla pisarzy z Ameryki Południowej. Książką „2666” Bolano udowadnia, że tytuł najwybitniejszego prozaika latynoamerykańskiego swojego pokolenia należy mu się jak najbardziej zasłużenie. Polecam.

Roberto Bolano"2666" Roberto Bolano

Wydawnictwo:  Muza

Tłumaczenie:     Katarzyna Okrasko, Jan W. Rajter
                                             
Liczba Stron:    1008

Kategoria:         powieść obyczajowa



Uwielbiam grube powieści, pozwalają na długo zatopić się w inny świat i przeżyć historię zupełnie inaczej niż w przypadku trzysto-  czy czterystostronicowych lektur. Sprawdzają się zwłaszcza jesienią i zimą, kiedy najlepiej jest zniknąć pod kocykiem właśnie z takim tomiszczem i ciepłą herbatą. Ale co zrobić, kiedy początek znajomości nie jest obiecujący? Jak widać nie zawsze warto się poddawać, często cierpliwość zostaje nagrodzona. A Ty jak postępujesz? Odkładasz mało ekscytujące dzieła na bok czy walczysz do końca?
Udostępnij:

12 października 2017

Jak rzucić pracę i zająć się tym, co się kocha? Kilka sprawdzonych sposobów.

Elle Luna

Marta nienawidzi swojej pracy od zawsze, czyli w tym roku będzie już 12 lat. Od kiedy ją znam chciała pracować ze zwierzętami. Kochała jazdę konno, w domu miała psa i dwa koty. Sama do końca nie wiedziała co chciałaby robić – zostać weterynarzem, pracować w schronisku a może jeszcze coś innego. Byle z braćmi mniejszymi. Pracuje w korpo i to na dodatek w księgowości. Czytaj: Excel, Access. Siedzi w biurze po 15 godzin na dobę, więc nawet na chomika nie miałaby czasu.  

I pnie się po szczeblach kariery i wciąga ją ta machina. Mówi, że odejdzie, tylko że jeszcze chwila, bo zarobki w sumie tam są dobre. I tak już 12 lat. To bardzo długo. Przez ten czas powoli więdnie, staje się coraz bardziej sfrustrowana. Swoje niezadowolenie wyładowuje na najbliższych.

Od czasu do czasu planuje: zostanie instruktorem jazdy konnej, zacznie wolontariat w schronisku a  może w ogóle rzuci wszystko i wyjedzie w podróż dookoła świata. I w końcu krach. Jedna, druga, trzecia nieszczęśliwa sytuacja i kompletne załamanie zakończone przeciągającym się L4, wypełnionym leżeniem w łóżku i gapieniem się w sufit.
Elle Luna


To nie tylko jej historia. To niestety codzienność wielu osób, które ze „zdrowego rozsądku”, braku czasu lub po prostu ze strachu porzuciły swoje marzenia, pasje i zajęły się tylko i wyłącznie tym, czy wg wszystkich wokół powinny. Trudno się dziwić – tak zostaliśmy wychowani. Powinniśmy być „normalni”, odpowiedzialni, poukładani i tacy jak wszyscy. Tylko jak długo można zwalać winę na rodziców? 

O tym, jak wiele osób czuje się zakładnikiem własnej pracy świadczy popularność artykułu „The crossroads of should and must” (w wolnym tłumaczeniu: „Na rozdrożu pomiędzy powinnością a pasją”), który Elle Luna opublikowała na portalu Medium.com. Artykuł w ciągu kilku tygodni został wspomniany na twiterze ponad 5 mln razy (pięć milionów!!!). Skala jest zatem przeogromna. Skłoniło to Elle do rozwinięcia tematu, co zaowocowało książką „Powinność czy pasja. Znajdź swoje powołanie i podążaj za nim.”

Jak zatem sobie poradzić, jeżeli na samą myśl o kolejnych ośmiu godzinach w pracy dostajesz drgawek a w weekend jesteś tak wypalony, że masz siłę tylko leżeć w łóżku? 

Elle LunaNo cóż, jak powiedział Laska z kultowego już filmu „Chłopaki nie płaczą”: „Wystarczy, że odpowiesz sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie – co lubię w życiu robić. A potem zacznij to robić.” Tylko, żeby to było takie proste…

Pamiętasz film „Człowiek Demolka” z Sylwestrem Stalone? Nakręcony w 1993 obraz przedstawiał uroczą wizję przyszłości. Zahibernowany za czyny, których nie popełnił policjant (w tej roli właśnie Stalone) budzi się nagle w XXI wieku, w świecie pozbawionym przemocy, przekleństw i jakiejkolwiek brutalności. W trakcie snu sprawdzono, do czego człowiek tak naprawdę został, co jest jego prawdziwym talentem i w czym się odnajdzie.

I tak okazuje się, że obcesowy i przyzwyczajony do brutalnego życia policjant jest tak naprawdę mistrzem… w robótkach ręcznych. I faktycznie – wydobyte dzięki nowoczesnej technologii umiejętności sprawiają, że zrobienie dla Sandry Bullock ślicznego sweterka na drutach zajmuje mu kilka godzin.

Niestety my, mimo że XXI wiek już nastał, wciąż nie możemy liczyć na to, że ktoś za nas odkryje, w czym jesteśmy naprawdę dobrzy. Jak się więc za to zabrać?

Elle Luna

Wg Luny, do odpowiedzi na to „jedno zajebiście ważne pytanie” można dojść poprzez kilka prostych ćwiczeń:

1.       Wróć do dzieciństwa. Co lubiłeś robić? Co sprawiało, że rodzice mieli Cię z głowy na kilka godzin? Jeżeli nie pamiętasz, zadzwoń do mamy, taty, rodzeństwa. 

2.       Czego zazdrościsz swoim przyjaciołom? Co sprawia, że przeglądając Facebooka myślisz: „O! Też tak chcę!” ?

3.       Czym się zajmujesz, kiedy się obijasz? Co robisz tylko i wyłącznie dla rozrywki?

Są też inne sposoby – Eneagramy, profesjonalne testy psychologiczne. To akurat moja historia, trochę odwrotna do tej opisanej na początku wpisu.  Zawsze kochałam matematykę, po informatyce i ekonometrii byłam pewna, że odnajdę się w tabelkach a z SQLem stworzymy nierozłączną parę na całe życie. Ale w mojej pracy przed przyjęciem nowej osoby wykonuje jej się specjalne testy, z których wynikało zupełnie coś innego.

Elle Luna

Okazuje się, że wykonując powtarzalną, analityczną pracę prawdopodobnie zwariowałabym po dwóch tygodniach. Potrzebuję stałych bodźców, kreatywności, spotkań z ludźmi. To mnie napędza i daje siłę.

W związku z wynikami testu zaproponowano mi zupełnie inne stanowisko, niż to na które aplikowałam. Początkowo byłam przerażona, szybko jednak okazało się to strzałem w dziesiątkę, jestem w tej firmie już ponad 8  lat. Jasne, że miałam kryzysy, ale patrząc na całość z perspektywy czasu, nie żałuję ani jednego miesiąca tam spędzonego.

A co jeśli wiesz co chcesz robić, ale:

 - nie przyniesie to pieniędzy
 - nie masz na to czasu
 - nie masz na to miejsca
 - boisz się, że sobie nie poradzisz i wszyscy Cię wyśmieją?

Na to Elle Luna również ma swoje sposoby. Jakie? Żeby nie streszczać tu całej lektury, przytoczę tu tylko jeden: stosuj metodę małych kroczków. Przecież nie musisz od razu rzucać wszystkiego i jechać paść owce na hali w Tatrach. Może najpierw naucz się robić oscypki? Zrobienie kursu jogi to lata praktyki, ćwiczeń i trudne egzaminy. Ale instruktorem stretchingu możesz zostać szybko i bardzo ułatwi Ci to jogową praktykę.

Autorka przytacza historię prawnika, który wstawał o 4 rano by przez dwie godziny przed wyjściem do biura pisać swoją pierwszą książkę. Prawnik nazywa się John Grisham i obecnie jest jednym z najbardziej znanych pisarzy na świecie. Sama mam na półce 4 jego książki. Wspomina o słynnych muzykach, którzy zarabiają na życie jako hydraulicy i Einsteina, który był… urzędnikiem w biurze patentowym. Wszystkich tych ludzi łączy jedno – zawsze znajdowali czas na swoje pasje.  

Podobno jeśli czegoś nie chcesz, zawsze znajdziesz wymówkę. Jeśli chcesz – znajdziesz sposób. Zgadzam się z tym w stu procentach.  Twoja historia nie musi być historią Marty. Na szczęście pozytywnych przykładów mam wokół siebie o wiele, wiele więcej.

Elle Luna


Kasia – na co dzień nauczycielka angielskiego, od czasu do czasu tłumaczka, od kilku lat szyje. Najpierw zapisała się na kurs dla początkujących, potem dla średniozaawansowanych, teraz do szkoły zawodowej. Kiedy opowiada o kolejnych wykrojach, oczy jej błyszczą. Do maszyny siada zazwyczaj po 23, bo wtedy dopiero udaje jej się ogarnąć roczne dziecko, obowiązki zawodowe i mieszkanie. Ale ma na to siłę, bo to kocha.

Kilka osób w mojej korporacji rzuciło firmę dla swoich pasji: jedni żyją z pisania bloga, ktoś tworzy własne meble, ktoś inny maluje obrazy i projektuje wnętrza. To inspirujące historie, które pokazują, że chcieć to móc.

Jeżeli i Ty czujesz, że brakuje Ci wiatru w żaglach, „Powinność czy pasja” to idealny pierwszy krok do zmiany. Kolorowe wydanie wręcz emanuje pozytywną energią. Napisana z taką lekkością, że pochłoniesz ją w trzy godziny. A kop do działania jaki dostaniesz wart jest poświęconego czasu. 

Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Grupie Helion SA. 

Powinność czy pasja. Znajdź swoje powołanie i podążaj za nim! [Elle Luna]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Elle Luna"Powinność czy pasja" Elle Luna

Wydawnictwo:  Sensus

Tłumaczenie:   Magda Witkowska
                                               
Liczba Stron:    176

Kategoria:         poradnik
Udostępnij:

8 października 2017

Najlepsze serie kryminalne - recenzje tegorocznych kontynuacji


2017 to bardzo dobry rok dla fanów kryminałów. Wszyscy najlepsi autorzy zdecydowali się na kontynuację swoich serii. Pisałam już tutaj o ostatniej części kryminałów retro Marcina Wrońskiego z Zygą Maciejewskim, teraz czas na pisarzy zagranicznych.  Ponownie spotykamy więc  Lisbeth Salander, Harry’ego Hole i Davida Huntera. Zobacz, jak im poszło  tym razem.

Seria z Harrym Hole – Jo Nesbo

Jo Nesbo"Pragnienie" Jo Nesbo

Wydawnictwo:  Dolnośląskie

Tłumaczenie:    Iwona Zimnicka

Liczba Stron:    464

Kategoria:         kryminał



Przyznam, że bałam się, że Policja będzie już ostatnim moim spotkaniem z Harrym Hole. Niby nie wszystko było do końca wyjaśnione, ale jednak zakończenie mogło być uznane za ostateczne „żyli długo i szczęśliwie”.

Jo Nesbo wziął się za pisanie innych książek - powstały m.in. całkiem niezłe „Krew na śniegu” i „Więcej krwi”. Ale kiedy w maju zeszłego roku ogłoszono, że jednak będzie i część  jedenasta, zaczęło się odliczanie. Warto było czekać.

„Pragnienie” rozpoczyna się jak dobry thriller – od słodkiej sielanki. Harry budzi się obok ukochanej Rakel i uświadamia sobie, że wreszcie jest naprawdę szczęśliwy. Ale kiedy tak piją sobie z ukochaną aromatyczną kawę i wymieniają się luźnymi uwagami na temat artykułów z porannej gazety my wiemy już, że za chwilę nastąpi krach…

Kryminał trzyma bardzo wysoki poziom – nie jest to może „Pierwszy Śnieg” czy „Policja”  - te książki póki co dzierżą palmę pierwszeństwa w serii, ale zdecydowanie może się równać np. z „Pentagramem”.I myślę, że po lekturze niejedna osoba zastanowi się dwa razy zanim umówi się na randkę z kimś poznanym na Tinderze. Dlaczego? Sprawdź sam. 

A swoją drogą, widziałeś już zwiastów „Pierwszego śniegu” w kinach? Zapowiada się fantastycznie. Czekam z niecierpliwością.


Pragnienie [Jo Nesbo]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

Seria z Davidem Hunterem -  Simon Beckett

David Hunter"Niespokojni zmarli" Simon Beckett

Wydawnictwo:  Czarna Owca

Tłumaczenie:    Sławomir Kędzierski

Liczba Stron:    416

Kategoria:         kryminał



Podobnie jak w przypadku Nesbo, tak i tutaj już chyba nikt nie liczył na kontynuację serii. Beckett zabrał się z mniejszym lub większym sukcesem za thrillery  (napisał m.in. Zimne Ognie, o których pisałam tu) a antropologię sądową zostawił odłogiem.

A jednak – David Hunter powraca i to w książce dwa razy grubszej niż zazwyczaj. Nie jest w zbyt dobrej formie. Wciąż męczą go wspomnienia z przeszłości a o zapomnienie w pracy trudno, bo… ze zleceniami krucho. Aż pewnego dnia dzwoni telefon…

Tak jak w poprzednich odcinkach serii Hunter trafia do zapomnianego małego miasteczka, gdzie wśród nielicznych mieszkańców czai się bezwzględny morderca. Ta książka jednak różni się od pozostałych – ty razem Beckett ominął te najbardziej obrzydliwe szczegóły pracy swojego głównego bohatera. Hunter antropolog oddaje pole Hunterowi detektywowi.

Zakończenie "Niespokojnych zmarłych" wprawdzie lekko wydumane, ale bardzo zaskakujące, to kolejny plus. Jestem zdecydowanie na tak.

Niespokojni zmarli [Simon Beckett]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Seria Millenium -   David Lagercrantz

Seria Millenium"Mężczyzna, który gonił swój cień"                   David Lagercrantz


Wydawnictwo:  Czarna Owca

Tłumaczenie:    Maciej Muszalski

Liczba Stron:    424

Kategoria:         sensacja


Na koniec prawdziwa wisienka na książkowym torcie serii kryminalnych – „Mężczyzna, który gonił swój cień”, czyli piąta część serii Millenium z Lisbeth Salander w roli głównej.  Kiedy pisałam o moich ulubionych autorach powieści z morderstwem w tle, wymieniłam m.in. Stiega Larssona, jednocześnie stwierdzając, że Lagercrantz nie dorasta mu do pięt. Po tej lekturze muszę odszczekać te słowa.

Szybka akcja, ciekawe wątki, rozwikłanie kolejnych tajemnic z przeszłości zdolnej hakerki. To nie jest typowy kryminał, do tej kategorii można było zaliczyć jedynie pierwszą część sagi. To po prostu bardzo dobra sensacja.

O ile w „Co nas nie zabije” miało się wrażenie, że Liz i Blomkvist są sztuczni  a cała intryga jakoś zbudowana na siłę, o tyle tutaj wracają starzy dobrzy bohaterowie, do których przyzwyczaił nas Larsson.

Jak zawsze w Millenium, tak i tym razem mamy kilka przeplatających się wątków, sięgamy do przeszłości, uciekamy, gonimy kogoś i przeżywamy wszystko wraz z bohaterami. Zdecydowanie warto.

Millennium. Mężczyzna, który gonił swój cień - PRZEDSPRZEDAŻ [Maciej Muszalski, David Lagercrantz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Za możliwość zapoznania się z dwiema powyższymi pozycjami dziękuję wydawnictwu Czarna Owca.

Wszystkie trzy książki są już dostępne w księgarniach (a Millenium również pod linkiem na samym dole strony), ale to nie koniec niespodzianek. Już w listopadzie pojawi się bowiem oczekiwana przez wielu fanów kontynuacja sagi z Fjalbacki Camilli Lackberg – „Czarownica”. Kto jest ciekawy dalszych losów Eriki i Patricka? Ja bardzo.


Udostępnij:

3 października 2017

Dali kontra Warhol - co poszło nie tak?

Salvadore Dali


Jeszcze przez kilka dni w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie można obejrzeć wystawę „Dali contra Warhol”. Dwóch nieprzeciętnych artystów – obaj świadomi swojej wielkości, uwielbiający szokować. Spotkali się raz, w 1968 roku, na przyjęciu w Nowym Yorku. Na znak wzajemnego szacunku i uznania wymienili się pocałunkiem.

 Co jeszcze łączy tych dwóch panów? W gruncie rzeczy nic i to jest pierwszy zgrzyt tej wystawy. Nie do końca rozumiem ideę przeplatania prac Wharhola i Dalego i mam wrażenie że pomysłodawcy również nie podołali zadaniu. Zgromadzony materiał jest na tyle bogaty, że wystarczyłoby go na dwie oddzielne wystawy. I tak to powinno być zrobione.



Czego możecie spodziewać się w Pałacu Kultury? To 70-cio minutowa opowieść o twórczości obu artystów. Zaczynamy wstępem na temat ich życiorysów z licznymi ciekawostkami. Czy wiesz, że hiszpański surrealista marzył na początku o zostaniu kucharką, ewentualnie Napoleonem? Albo o tym, że rodzice Andy’ego to imigranci z małej słowackiej wioski, położonej blisko Polski?

Marylin Monroe

Po tych rewelacjach natykamy się na salę z najważniejszymi pracami naszych bohaterów. Pokazano obrazy podkreślające nonszalancki styl  Salvadora – nawiązujące zarówno do wiary jak i do sennych majaków. Naprzeciwko takich dzieł jak „Hiszpania” czy „Nieskończona Enigma” wiszą najsłynniejsze dzieła Warhola, czyli wizerunki Marylin Monroe z filmu Niagara w różnych wersjach kolorystycznych. 

Początkowo zostały one przez krytyków uznane za kiczowate i pozbawione wartości, jednak pop kultura pokochała je tak bardzo, że wkrótce zaczęły powstawać analogiczne wersje portretów dla kolejnych sław. Swoich wizerunków w wersji pop art doczekali się m.in. Elivis Presley, Liza Minnelli czy… Robert Kennedy.


Wolnym krokiem przechodzimy do kolejnej sali – „Świątyni zapachów”. Węch wg Dalego był najważniejszym ze zmysłów – najlepiej wyrażał bowiem żądzę rozkoszy. Charakterystyczny kształt butelki w kształcie ust i zapach jaśminu i róży zaklęty w środku znają chyba wszyscy. A jeśli nie, to mogą poznać, bo perfumy sprzedawane są do dziś.

Prosto ze świątyni wchodzimy do środka… puszki Campbella. Obecnie uznawana za apoteozę powiązania sztuki ze światem realnym, początkowo obraziła krytyków i wywołała skandal kwestionując Wharhola jako artystę. Jednak opinia recenzentów nie miała żadnego znaczenia dla miłośników nowojorczyka, zupa stała się wręcz punktem zwrotnym w jego karierze.



Kilka kroków dalej poznajemy Helenę Diakonovą, czyli Galę Dali – więlką miłość mistrza surrealizmu. Określał ją mianem nadkobiety, boginią miłości, jedyną mitologiczną niewiastą naszych czasów. Tylko ona umiała okiełznać jego lęki. Swoją miłość wyraża poprzez piękną statuatkę. Naprzeciwko stoją jeszcze trzy inne rzeźby artysty, m.in. słynna „Greatness od Islam”.

Salvadore Dali
Gala

Tak mija nam pierwsze 30 minut wystawy – bardzo szybko, przepełnione atrakcyjnymi anegdotami. I nagle… prysły zmysły. Kolejne części zaczynają dłużyć się niemiłosiernie a niestety audioprzewodnika nie można przewinąć (co powinno być standardem). Przechodzimy przez salę filmową, oglądamy okładki płyt winylowych zaprojektowanych przez Warhola, trafiamy do pokoju stylizowanego na… Mae West z jej ponętnymi ustami i oryginalną grzywką.

Mae West by Salvador Dali

Dowiemy się, skąd wzięła fobia Dalego dotycząca mrówek i czym właściwie była Fabryka założona przez Warhola. Wszystko jest bardzo ciekawe, ale trwa zbyt długo. Mnie druga część po prostu znudziła. I nie wynagrodziły jej nawet peruki nowojorczyka i brama z lizaków Chupa Chups, których logo zaprojektowane przez Katalończyka przetrwało bez zmian do dziś.

Zainteresowani mogą również kupić obrazy Salvadora Dali – wystawione jest kilkanaście dzieł  w cenach od 600zł do 20000 zł.



A zatem – warto poświęcić te 70 minut czy nie? Na to pytanie musisz odpowiedzieć sobie sam. Masz czas do końca tygodnia. Ja ze względu na pierwszą część, nie żałuję. Wejścia zazwyczaj są o pełnych godzinach, bilet wstępu to koszt 45zł, miejsce - Pałac Kultury i Nauki w Warszawie do 7.10. w godzinach 9-19. Moja ocena to 7/10. 
Udostępnij:

28 września 2017

Jak spędzić 227 dni w szalupie z tygrysem i przeżyć?

Yann Martel

Czasem jest naprawdę dobrze. Jesteś szczęśliwie zakochany, masz fajną pracę, podróżujesz, żyjesz pełnią życia a Twoim jedynym zmartwieniem jest to, jak spędzić następny weekend.

A czasem jest całkiem do dupy. Tracisz pracę, nie możesz spłacić kredytu więc tracisz też mieszkanie, rozstajesz się z partnerem i właściwie lądujesz na bruku z komornikiem na karku. Albo: zaczynasz ciężko chorować a Twoja firma plajtuje. Albo: statek którym płyniesz tonie i zostajesz jedynym ocalonym. Pływasz pośrodku Pacyfiku w małej szalupie razem z kilkoma zwierzętami wśród których jest również… tygrys bengalski.

Yann Martel

Wszystkie te historie są prawdziwe. Bo życie to niesamowita sinusoida, gdzie raz jesteś na górze a raz spadasz na samo dno. Pytanie brzmi – jak sobie na tym dnie poradzisz? Czy poddasz się rozpaczy czy wszelkimi siłami będziesz starał się wrócić i powalczyć o siebie.

„Życie Pi” to nie historia o chłopcu, który przeżył 227 w malutkiej szalupie ratunkowej na oceanie mając za współlokatora dzikiego kota. To opowieść o harcie ducha, niezwykłej sile charakteru, determinacji, wierze w Boga i woli przetrwania – niezależnie od przeszkód.

Yann Martel

To książka bardzo interesująca również od strony psychologicznej – jak działa ludzka psychika po tak traumatycznych doświadczeniach, jakie spotkały Pi? Aby się tego dowiedzieć, koniecznie musisz przeczytać powieść do końca, rozwiązanie zagadki znajduje się dopiero na ostatnich kilku stronach. Pokazują one opisane wcześniej wydarzenia w zupełnie innym świetle i kompletnie zmieniają to, jak postrzegamy głównego bohatera.

„Życie Pi” ma wszystko czego szukasz w dobrej powieści – doskonałą narrację, wartką akcję, ciekawe, skłaniające do refleksji przemyślenia i wreszcie - zaskakujące zakończenie. To 400 stron niezwykłej przygody, którą pochłania się z wypiekami na twarzy dosłownie w mgnieniu oka (no, ewentualnie 11,5h audiobooka świetnie zinterpretowanego przez Krzysztofa Globisza – ja wybrałam tę formę zapoznania się z książką).

Yann Martel

Nie wiem, czy jest to najlepsza pozycja, którą przeczytałam w tym roku, 2017 był pod tym względem naprawdę dobry, ale z pewnością znajdzie się w pierwszej piątce. Wcale nie dziwi też obecność tej lektury na wielu listach 100 książek, które trzeba przeczytać. I jestem prawie pewna, że będzie to jedno z tych dzieł, które pamięta się całe życie.


PS. Wszystkie zdjęcia to kadry z pięknego, nagrodzonego wieloma Oskarami filmu o życiu Piscine Patela pod tym samym tytułem. 


Życie Pi [Yann Martel]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

"Życie Pi" Yann Martel

Wydawnictwo:  Albatros

Tłumaczenie:    Magdalena Słysz

Liczba Stron:    400

Kategoria:         powieść obyczajowa












Udostępnij:

19 września 2017

Zagadka pochodzenia - hit czy kit?

Gen Atlantydzki

Kiedy robiłam ranking 100 książek, które trzeba przeczytać, niespodziewanie na pierwszym miejscu pojawił się… „Władca Pierścieni”.  Dlaczego? Myślę, że ze względu na rozmach, wpływ na kulturę (niezliczona liczba memów, których nie zrozumie ten, kto nie zna książki ani filmu) oraz przede wszystkim na precyzyjnie zbudowany świat – język Elfów czy Krasnoludów, ich zwyczaje, opis społeczeństwa.

To chyba jedna z największych zalet trylogii – w kilku książkach autor ma możliwość zbudowania pełniejszego obrazu świata, który kreuje. Dzisiaj jednak nie będzie o Tolkienie, ale o innej trylogii, której autor  - A.G. Ridle – również stworzył  niezwykły świat. „Zagadka pochodzenia” to gratka dla fanów science fiction, książek sensacyjnych i thrillerów medycznych.

Gen Atlantydzki


„Zagadka pochodzenia” A.G. Riddle’a to trzy książki: „Gen atlantydzki”, „Atlantydzka zaraza” i wreszcie „Atlantydzki świat”. Choć są ze sobą ściśle powiązane, każda z nich jest w trochę innym klimacie.

Skąd pochodzimy? Dlaczego akurat nasz gatunek spośród wszystkich rozwinął się tak, aby zawładnąć całą planetą? Co takiego ma w sobie człowiek, czego nie mają inne gatunki zwierząt? A.G. Riddle opowie Ci fascynującą historię odpowiadającą na to pytanie.

Część pierwsza trylogii to typowy thriller sensacyjny – szybka akcja, mnogość wątków i bohaterów. Czego tu nie ma? Zaginiona Atlantyda, porwane dzieci, historia Noego i potopu, spiskowa teoria dotycząca 11. września i do tego tajemniczy gen. Wybuchowa mieszanka Dana Browna, Szklanej Pułapki i Mody na Sukces. Ale czyta się szybko a każdy kolejny rozdział tylko zwiększa pragnienie, żeby dowiedzieć się, co dalej.

Gen Atlantydzki

Część druga to dużo więcej scence fiction a także opisów walki, choć nie brakuje również wątki stricte kryminalnego – wśród grupy pięciu głównych bohaterów znajduje się zdrajca – kto nim jest? To dla mnie najciekawszy motyw w tej części trylogii. Natomiast ostatnia książka to swego rodzaju podsumowanie, zamknięcie cyklu i wyjaśnienie genezy wszystkich wydarzeń opisanych w poprzednich tomach. A początek sięga milionów lat wstecz…

Podsumowując – gniot to czy raczej ciekawa lektura? Książka, a raczej audiobook, bo w tej formie miałam okazję poznać „Zagadkę pochodzenia”, właściwie sama wpadła mi w ręce. Na półce w księgarni raczej nie zwróciłabym na nią uwagi… i straciłabym na tym. Dlaczego?

Gen Atlantydzki

Bo moim zdaniem A.G. Riddle ma  w przyszłości szansę zostać pisarzem na miarę wspomnianego na początku Tolkiena. To jego pierwsze powieści – mają kilka mankamentów, momentami wzbudzają uśmiech politowania, ale mimo wszystko trzymają w napięciu od pierwszego do ostatniego rozdziału a moc wyobraźni autora jest warta poświecenia czasu na lekturę.


Trzymam kciuki za tego pana i z pewnością sięgnę po kolejne jego książki – w Polsce ukazała się jeszcze jedna – Lot 305. A może ktoś z Was ją czytał? Polecacie? 

Zobacz, czy są to książki dla Ciebie:

Gen atlantydzki:

Gen atlantydzki [A.G. Riddle]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Atlantydzka zaraza:

Atlantydzka zaraza [A. G. Riddle]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Atlantydzki świat:

Świat Atlantydzki [A. G. Riddle]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE



A.G. Riddle"Zagadka Pochodzenia" A.G. Riddle


Wydawnictwo:  jaguar

Tłumaczenie:  Zuzanna Byczek

Kategoria:        fantastyka, science fiction







Udostępnij:

12 września 2017

Ten zapluty Chełm, czyli Zyga Maciejewski powraca

Zyga Maciejewski

 „Pierwszy, zwalisty chłop z kwadratową szczęką, wyszczerzał zęby w głupkowatym uśmiechu. Czterech pozostałych osiłków miało kamienne, skupione twarze. Ich powaga była całkiem na miejscu. Cała piątka nie żyła.”
Tęskniliście za tym specyficznym, czarnym humorem Marcina Wrońskiego? Bo ja bardzo. Za nim i za Zygą Maciejewskim oczywiście, któremu mimo wiecznie czerwonych z przepicia oczu, nieogolonej bandyckiej mordy i wymiętoszonego garnituru trudno odmówić swoistego uroku osobistego.

Wydana w tym roku powieść „Czas Herkulesów” to niestety ostatnia już z serii część kryminałów retro Wrońskiego. O wcześniejszych pisałam już na blogu dwukrotnie – tu i tu. Tym razem zamiast w Lublinie, lądujemy w Chełmie w 1938 roku, gdzie w środowisku zapaśników trup ściele się gęsto…

Jak zwykle u Wrońskiego dostajemy to co najlepsze. Oprócz ciekawej afery kryminalnej, jest to po prostu dobrze napisana powieść – z dużym szacunkiem dla słowa i dbałością o szczegóły historyczne, co dla tego gatunku literackiego jest tak istotne jak i trudne. Sam pisarz w posłowiu wspomina, że tworząc książki stara się za każdym razem zbudować ciekawą historię a nie po prostu odfajkować kolejne schematyczne śledztwo zmieniając jedynie scenografię.

I trzeba przyznać, że jest w tym mistrzem – chyba żaden inny autor książek kryminalnych, czy to polski czy zagraniczny, nie pisze tak różnorodnie. Zyga pracuje nie tylko nad zabójstwami, ale także handlem narkotykami czy sutenerstwem. W każdej książce trafiamy na inne czasy, miejsca, obyczaje.
 
Ale… „Czas Herkulesów” pozostawia niedosyt. No bo jak to? Ani Fałniewicza, ani Zielińskiego, ani nawet Krafta. I przede wszystkim – nawet najmniejszej wzmianki o tym co działo się dalej z Zygą w latach 50-tych. Ale z drugiej strony może to i lepiej – wolę go zapamiętać w tym wydaniu. W zamian poznajemy jednak małego Zygmusia i jego słynną ciotkę – akcja książki momentami przeskakuje bowiem do 1912 roku, kiedy Zyga dopiero chodzi do szkoły.

Na tle pozostałych książek z serii, ta chyba będzie moją drugą ulubioną, zaraz po „Pogrom w przyszły wtorek”. Jeżeli nie znasz jeszcze książek Wrońskiego, to jest to doskonały moment by je poznać. Polecam nie tylko fanom kryminałów, ale również tym, którzy po prostu lubią dobre powieści z historią w tle.

Czas Herkulesów [Marcin Wroński]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

Marcin WrońskiCzas Herkulesów - Marcin Wroński


Wydawnictwo:  W.A.B.

Liczba Stron:    320

Kategoria:         Kryminał











Udostępnij: