8 lipca 2019

Dla fanów kryminałów i sensacji: tegoroczne nowości od Lackberg, Nesbo i Miłoszewskiego.

sensacja

Stali czytelnicy „Pozycji obowiązkowych” oraz miłośnicy kryminałów i sensacji nazwiska: Nesbo, Lackberg i Miłoszewski znają bardzo dobrze. Tych, którzy przeczytali je przed chwilą po raz pierwszy odsyłam najpierw do wpisów: „Najlepsza piątka pisarzy powieści kryminalnych - cz.I pisarze zagraniczni”  oraz „Sześciu polskich pisarzy książek kryminalnych i sensacyjnych, z którymiwarto spędzić lato” . Tam poznacie ich lepiej. 


OK, czyli już wszystko wiadomo? Na wszelki wypadek w telegraficznym skrócie: Jo Nesbo – genialny norweski pisarz i autor najlepszego moim zdaniem cyklu kryminalnego jaki kiedykolwiek powstał. Camilla Lackberg – szwedzka pisarka, znana głównie z „Sagi o Fjallbace”, w której możemy rozwiązywać nie tylko zagadki kryminalne lecz również problemy rodzinne Eriki, jej męża i dalszej rodziny. No i wisienka na torcie – Wojtek Miłoszewski, debiutujący w roli autora sensacyjnej trylogii, z której wysnuwa się ponura wizja tego co by było, gdyby Putin poszedł za ciosem i po aneksji Krymu ruszył dalej i zajął Polskę.

Jakie nowości zaserwowała nam ta trójka w 2019 roku? Czy warto po nie sięgnąć? Przeczytajcie. 

"Nóż" Jo Nesbo


Już kilka razy wydawało mi się, że Nesbo napisał ostatnią książkę z Harrym Hole. „Policja” miała wręcz wymarzone zakończenie i wydawało mi się, że sam autor chciał na nim poprzestać. Ale jednak powstają kolejne tomy – „Pragnienie”, o którym pisałam tutaj i „Nóż”, o którym będzie dziś.

Harry znowu jest w dołku. Znowu pije i po raz kolejny rozstał się z Rakel. Ale jeżeli wydaje wam się, że będziecie mieli melodramatyczną powtórkę z „Pierwszego śniegu” to się mylicie. Tym razem autor zaskakuje obrotem spraw, choć niestety jest to jedyne zaskoczenie w tej książce.

Hole tym razem ściga mordercę bliskiej mu osoby. Policja nie ma żadnych śladów, błądzi po omacku, ale oczywiście nie Harry. Detektyw czaruje i niczym króliki z kapelusza wyrzuca kolejne puzzle do układanki. Minus jest taki, że jedynymi błądzącymi we mgle w tej książce są policjanci w lekturze – Ty czytelniku masz rozwiązanie podane na tacy i jest ono dla ciebie oczywiste od samego początku.

Podsumowując – styl jak zawsze doskonały, ale kiepsko zawiązana intryga to duża słabość tej książki. Ja jednak uwielbiam zaskoczenia, tutaj tego zabrakło. Ale jeżeli tak jak ja kochacie Nesbo, to jestem pewna że i tak sięgniecie po tę książkę i mu wybaczycie. Ja wybaczam. I zastanawiam się: czy tym razem to już ostatni tom z serii?


Jo Nesbo
"Nóż", Jo Nesbo

Wydawnictwo:  Wydawnictwo Dolnośląskie

Tłumaczenie:    Iwona Zimnicka

Liczba Stron:    464

Kategoria:         kryminał/thriller



"Złota klatka" Camilla Lackberg

Jeżeli zastanawiacie się, co tam we Fjallbace u Patricka, Eriki, jej siostry, córeczki i bliźniaków to… jeszcze chwilę musicie potęsknić. Tym razem autorka porzuciła urokliwą nadmorską miejscowość na rzecz Sztokholmu i rozpoczęła zupełnie nowy cykl.

Na początku książka strasznie mnie irytowała – nie znoszę słabych kobiet pokornie znoszących upokorzenia psychiczne i fizyczne ze strony mężczyzn w imię „miłości” czy „dobra rodziny”, a taka właśnie była Faye, główna postać tej lektury. Święcie wierzę, że każdy z nas jest kowalem własnego losu i powinien dbać o własną godność i szczęście. Na szczęście bohaterka w pewnym momencie też sobie o tym przypomniała i wtedy było już lepiej.

Historia nie jest specjalnie oryginalna: Faye pozornie ma wszystko – przystojnego męża, piękny dom i śliczną córeczkę. Mogłaby tylko leżeć i pachnieć. Ale od takich sielankowych obrazków zaczyna się każdy dobry thriller, czyż nie? Tytułowa złota klatka otaczająca Faye staje się coraz ciaśniejsza, mąż coraz bardziej brutalny a sama bohaterka z każdym dniem bardziej zahukana. Aż do momentu gdy kropla przepełni czarę…

To klasyczna opowieść o zemście – Hollywood nakręciło tysiące takich historii. Jednak to, co zastanawia, to mroczna przeszłość głównej bohaterki. Mimo wszystko ciekawa jestem jak rozwinie się ta historia, czekam więc na kolejne tomy serii. Liczę jednak na bardziej oryginalną fabułę.

Camilla Lackberg
"Złota klatka", Camilla Lackberg

Wydawnictwo:  Czarna Owca

Tłumaczenie:    Inga Sawicka

Liczba Stron:    400

Kategoria:         kryminał/thriller


Złota klatka [Camilla Läckberg]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE Złota klatka [Camilla Läckberg]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

"Kontra" Wojtek Miłoszewski


Przyznam, że na tę książkę czekałam z niecierpliwością. Pierwsze dwa tomy, czyli „Inwazję” i „Farbę” wciągnęłam bardzo szybko i wcale, ale to wcale nie podobało mi się, jak autor postąpił z naszym krajem. Ale w części trzeciej trochę się zrehabilitował.

Jak sam tytuł wskazuje, nareszcie coś zaczyna się zmieniać i Rosjanie powoli tracą przewagę. Do akcji wkracza USA wtedy wiadomo – żarty się kończą. Chociaż akurat w tym przypadku to stwierdzenie się nie sprawdza, bo w tym tomie Miłoszewski pozwolił sobie na sporą dawką sarkastycznego humoru.

Lubię, kiedy nasi wygrywają, więc ta część podobała mi się bardzo, śmiem nawet twierdzić że była najlepsza. Brawo za ciekawe rozwiązanie wszystkich wątków i realistycznie przedstawioną okupację i świat powojenny. I jeszcze raz za poczucie humoru, bo to nowość w trylogii. A zakończenie obmyślone dla Zenona – majsterszyk. Chapeau bas.

Wojtek Miłoszewski
"Kontra", Wojtek Miłoszewski

Wydawnictwo:  W.A.B.

Liczba Stron:    480

Kategoria:         sensacja





Kontra [Wojtek Miłoszewski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE Kontra [Wojtek Miłoszewski]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE
Udostępnij:

28 czerwca 2019

Idealny tydzień na Korfu – jak go zaplanować?


Korfu – piękna grecka wysepka położona w północnej części morza Jońskiego. Z gorącym, leniwym klimatem, lekką bryzą i pięknymi plażami stanowi idealne miejsce na wakacje bez spiny. Jeżeli masz ochotę poszwendać się powoli ciasnymi uliczkami, racząc się pysznym jedzeniem, poleżeć na plaży lub popłynąć w krótki rejs – to miejsce jest zdecydowanie dla Ciebie.

A jeżeli będziesz miał ochotę przerwać na chwilę lenistwo i zakosztować innych emocji, na przykład nurkując lub pływając motorówką – Korfu również okaże się jednym z najlepszych możliwych wyborów. Zobacz, ile można tam przeżyć, nawet jeśli wybierzesz się tylko na tydzień.

Idź na plażę


Plaże na Korfu są cudowne. Piaszczyste, szerokie i często, nawet w sezonie, prawie puste. Moje serce podbiła zwłaszcza półdzika Rovinia w zachodniej części wyspy. Otoczona wysokimi skałami, ukryta przed przybyszami. Prowadzi do niej wąska około półkilometrowa ścieżka. Trzeba się naszukać, ale warto.  Woda na tej plaży jest krystalicznie czysta, choć dość zimna. Ale czyż nie tego właśnie potrzeba nam w 30-stopniowym upale?


Jedź do stolicy

Jeżeli lubisz zwiedzać, koniecznie pojedź do stolicy wyspy, czyli do miasta Kerkira. Liczne, arcyciekawe muzea, plac Esplanada, na którym możesz usiąść w jednej z kilkudziesięciu kawiarni i podziwiać tętniące życiem miasto, pałac świętego Michała i świętego Jerzego, otoczony kwiatami plac Spinada, parki i fontanny, jeżeli potrzebujesz odrobiny chłodu a także Mon Repos – niezwykły zamek należący niegdyś do brytyjskiego komisarza a obecnie pełniący rolę muzeum to tylko garść z tego, co oferuje to miasto. Warto przyjechać i przekonać się samemu.


Nurkuj!

Korfu to idealne miejsce zarówno dla tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z nurkowaniem jak i dla tych, którzy mają już jakieś doświadczenie. I nie mówię tu o snorkelingu, lecz o zanurzeniu się na dużo większą głębokość z butlą na plecach. Czysta woda, pełna niezwykłych stworzeń i roślin, profesjonalni instruktorzy, czego chcieć więcej? Ahoj przygodo!
Pamiętajcie jednak, że po nurkowaniu przez kilkadziesiąt godzin nie powinieneś lecieć samolotem. Odczekaj przynajmniej 24 godziny po wykonaniu kilku nurkowań bezdekompresyjnych a 48h, jeżeli nurkowałeś z przystankami dekompresyjnymi. W przeciwnym wypadku narażasz się na groźną chorobę dekompresyjną. Dlatego jeżeli lecisz na krótko, swój pobyt na Korfu warto zacząć właśnie od tej przyjemności. 


Zobacz Albanię

Albania to jeden z najciekawszych krajów w naszej części świata. Z trudną historią, zaczęła odżywać po śmierci Envera Hoxhy, jednak lata zniewolenia zrobiły swoje i to państwo długo jeszcze nie będzie jednym z naszej globalnej wioski. Warto go odwiedzić teraz, póki jeszcze nie stał się mekką turystyczną.
Z Korfu do Albanii płynie się godzinę. Trafiasz do uroczego miasteczka o nazwie Saranda. Choć jest to miejsce z największą bazą hotelową w całym kraju wciąż jest tu relatywnie spokojnie i nie ma tłoku. Jest za to mnóstwo restauracji z przepysznym jedzeniem. Warto o nie zahaczyć. 
Kiedy już się najesz, koniecznie zobacz cudowne jezioro "Błękitne oko" - niezapomniany monument przyrody, oraz osadę Butrint, oddaloną od Sarandy o około 20 km. Jest to najlepiej zachowane starożytne miasto w basenie morza śródziemnego. 


Popłyń w rejs

Lazurowe morze, piękny krajobraz górzystych greckich wysp, dzikie klify i ukryte pod nimi groty aż się proszą aby przyjrzeć im się z pokładu statku. Wybierając się na taką wycieczkę pamiętaj koniecznie o kremie z filtrem i kostiumie kąpielowym - ze statku można zazwyczaj na chwilę wyskoczyć do krystalicznie czystej wody i popływać. 
Wybierając się w rejs warto popłynąć do cudnych greckich wysepek - Paxos i Antipaxos. Nadmorskie promenady, tawerny i leniwy klimat bardzo sprzyjają powolnym spacerom i odpoczynkowi. 


A jak to wszystko zorganizować? Grecja jest krajem bardzo przyjaznym turystom, więc bez problemu odnajdziesz na miejscu punkty, w których możesz wykupić bilety na poszczególne atrakcje. Drugim świetnym rozwiązaniem jest podróż z biurem podróży, które wszystko zorganizuje za Ciebie - przywiezie, pokaże, odwiezie. Jednym z takich biur podróży jest Itaka. Link do oferty wyjazdu z tego biura znajdziesz tu

Jeżeli masz ochotę na słodkie lenistwo, pyszne jedzenie i odpoczynek - Korfu będzie dla Ciebie idealnym miejsce. To również doskonała destynacja jeżeli podróżujesz z malutkim dzieckiem - plaża, sprzyjający klimat i bezpieczeństwo to coś, czego większość rodziców szuka na wakacje. Grecję polecam Wam zatem w ciemno!

Post powstał przy współpracy z biurem podróży Itaka. 
Udostępnij:

16 czerwca 2019

Najlepszy serial na świecie i książka do tego.

HBO Go


Na IMDB na ten serial zagłosowało 236 772 osoby. Ocena: 9,6. Filmweb: 62 076 osoby. Ocena: 9,1. W obu tych rankingach serial ma pierwsze miejsce na liście TOP SERIALI WSZECH CZASÓW. Jeżeli jeszcze mieliście wątpliwości, czy obejrzeć Czarnobyl, to mam nadzieję, że teraz je rozwiałam.

Już od jakiegoś czasu seriale przestały być drugorzędnymi produkcjami, na które można patrzeć jednym okiem jednocześnie prasując, gotując czy zajmując się dziećmi. Nowe produkcje niczym nie odstają już od swoich pełnometrażowych odpowiedników. Fabuła, gra aktorka, muzyka – w dobrym serialu wszystko to otrzymasz na najwyższym poziomie. A w serialu Czarnobyl otrzymasz to i o wiele wiele więcej.
HBO GO

26 kwietnia 1986 roku w wyniku przegrzania reaktora doszło wybuchu i ogromnego skażenia promieniotwórczego. Była to największa katastrofa energetyki jądrowej w historii. Skażeniu uległy tereny Rosji, Ukrainy i Białorusi a chmura radioaktywna rozprzestrzeniła się na całą Europę.

Serial oddaje grozę sytuacji w sposób, który wbija w fotel. Podkład muzyczny, tempo akcji, klimat – wszystko to sprawia, że czujesz się tak, jakbyś przeniósł się w czasie o 33 lata i widział te wydarzenia na żywo. Zebrania partyjne, utajnianie informacji, walka z czasem i systemem, śledztwo. A z drugiej strony zwykli ludzie – strażacy, lekarze, mieszkańcy Prypeci.

Te odcinki przeżywa się tym mocniej, że nie tylko wydarzenia ale i wszyscy bohaterowie są prawdziwi. Ba, oni nawet sa ucharakteryzowani tak, że wyglądają prawie identycznie. Jedynym wyjątek jest postać Ulany Khomyuk, fizyka jądrowego, która jest mixem wielu postaci.

HBO Go

Bohaterów tych możecie poznać w reportażu Swietłany Aleksijewicz pt: „Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości.” To zbiór wywiadów ze świadkami tamtych chwil: z Luydmilla, żoną strażaka Wasilija, których poznajemy w pierwszym odcinku, z żołnierzami, którym kazano wystrzelać okoliczne zwierzęta, z urzędnikami pełniącymi w tamtym czasie ważne, decyzyjne funkcje.

Ta lektura to doskonałe i moim zdaniem obowiązkowe dopełnienie serialu. Mnie najbardziej w poruszył w niej epilog – taka odezwa do nas, współczesnych. Jeżeli masz czas na przeczytanie jedynie fragmentu książki, zacznij od niego. A jeśli wybierasz się na wycieczkę do Czarnobyla, to proszę, uszanuj to miejsce i nie rób sobie śmiesznych fotek na Facebooka, bo pamiętaj, że jedziesz na cmentarz.

Swietłana Aleksijewicz"Czarnobylska Modlitwa" Swietłana Aleksijewicz


Wydawnictwo:  Czarne

Tłumaczenie:    Jerzy Czech

Liczba Stron:    288

Kategoria:         reportaż



Czarnobylska modlitwa.. Kronika przyszłości [Swietłana Aleksijewicz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE Czarnobylska modlitwa [Swietłana Aleksijewicz]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

Udostępnij:

26 maja 2019

Najlepsi warszawscy prozaicy AD 2018


Nominacje do nagrody literackiej m.st. Warszawy

Już od ponad miesiąca znamy nominowanych do prestiżowej Nagrody Literackiej m.st. Warszawy. W zeszłym roku laury brawurowo zgarnął Jakub Żulczyk za książkę „Ślepnąc od świateł”. O tej pozycji możecie przeczytać w notatce pt: „Najlepszy warszawski prozaik AD 2017”, który znajdziecie tutaj.

To powieść o nocnym życiu Warszawy. Miasta pokrytego bilbordami i szyldami, na które w wielkim pędzie i tak nikt nie zwraca uwagi. Miasta, w którym dominuje czerwień i błękit policyjnych syren, agresywna ledowa reklama świetlna czy blask ulicznych latarni, pod którymi załatwiane są ciemne porachunki.

W tym roku klimat nominowanej prozy jest zupełnie inny - mniej agresywny, bardziej filozoficzny i refleksyjny. Jest sporo o przemijaniu ale i o miłości. Zobacz, kto ma szansę na zwycięstwo w tym roku. 

 „Krótka wymiana ognia” Zyta Rudzka


O tej książce pisałam już kiedyś przy okazji wpisu „25najlepszych audiobooków przesłuchanych w 2018 roku”, który znajdziesz tutaj.
 Taka główna bohaterka jak u Rudzkiej zdarza się rzadko – to 69-letnia eks-poetka, eks-celebrytka, eks-żona… Innymi słowy kobieta, która większość życiowych ról ma już za sobą i stara się z tym pogodzić. Analizując przeszłość swoją i swojej matki obdziera się z kolejnych warstw i dostaje do samego jądra własnej osobowości. Wchodzi z butami w przeszłość i rozbiera ją na kawałki, nie oszczędzając przy tym ani swoich licznych kochanków ani dziecka. Ostry język lecz jednocześnie żadnych zbędnych słów. Cieszę się, że takie książki powstają.

Krótka wymiana ognia
"Krótka wymiana ognia" Zyta Rudzka

Wydawnictwo: W.A.B.
                                           
Liczba Stron:    100

Kategoria:         powieść obyczajowa




Krótka wymiana ognia [Zyta Rudzka]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE Krótka wymiana ognia [Zyta Rudzka]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

Wiesław Myśliwski „Ucho igielne”

Dawno dawno temu pewna Cyganka spotkana w sandomierskim parku powiedziała mu, że dożyje 81 lat. Kiedy więc ten krytyczny moment minął, zdecydował się wrócić do tego miejsca. W miasteczku, na schodach przy Uchu Igielnym, spotyka samego siebie czekającego na koleżankę, w której miejsce wiele lat wcześniej zjawiła się właśnie dziwna wróżbitka.

Jaka jest książka „Ucho igielne”? To po trosze pamiętnik, powieść obyczajowa, powieść historyczna i traktat filozoficzny. Tym razem jednak, inaczej niż w „Traktacie o  łuskaniu fasoli”, nie znajdziecie tu kopalni cytatów. Książka jest napisana przepięknym językiem, lecz także bardzo, bardzo prostym. To tekst o życiowych wyborach i o tym, że w gruncie rzeczy nie ma przypadków a wszystko jest dane po coś. A także o tym, że – cytując autora – „Wszystkie pytania, jakie sobie w życiu zadajemy, sprowadzają się do tego jednego, czy warto było.Po książkę Myśliwskiego warto sięgnąć na pewno.


Wiesław Myśliwski
"Ucho igielne" Wiesław Myśliwski

Wydawnictwo: Znak
                                         
Liczba Stron:    424

Kategoria:         powieść obyczajowa




Krzysztof Varga "Sonnenberg"


Przyznam, że ze wszystkich książek nominowanych w kategorii „proza”, ta jest moją ulubioną. „Sonnenberg” jest książką o miłości – namiętnej, chorej, zakazanej, niemożliwej. Pisząc o romansach trudno uniknąć banału czy pretensjonalności. Zwłaszcza, kiedy w grę wchodzą sceny erotyczne – zazwyczaj takie fragmenty wypadają w naszej rodzimej literaturze wulgarnie lub żenująco i patetycznie. Varga natomiast pisze w sposób wzruszający, piękny, prawdziwy. Czyta się to z prawdziwą przyjemnością i co tu kryć – drżeniem serca.

Jest również drugi bohater tej książki – Budapeszt. Jego historia, kultura, sztuka. Przewracając kolejne kartki miałam ochotę powrócić w miejsca, które widziałam jakieś 7 czy 8 lat temu, i spojrzeć na nie oczami Andrasa i jego kochanek. Polecam gorąco i książkę i miasto.


Sonnenberg
Krzysztof Varga "Sonnenberg"

Wydawnictwo: Czarne
                                       
Liczba Stron:    480

Kategoria:         powieść obyczajowa, romans







Sonnenberg [Krzysztof Varga]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

To wszystko jeżeli chodzi o nominacje w kategorii proza. Pozostałych nominowanych książek nie znam, ale może Ty coś słyszałeś? Ich listę znajdziesz poniżej. Ogłoszenie nagród już 9 czerwca. 


Najlepszy warszawski prozaik


Udostępnij:

23 kwietnia 2019

34 fajne rzeczy, które zrobisz w 12 dni zwiedzając z dziećmi Malezję i Singapur



Dwa tygodnie to dużo czy mało na zwiedzenie dwóch krajów? Nam wystarczyło, żeby przeżyć jedną z najfajniejszych przygód w życiu. To nasza druga podróż do Azji i możliwość poznania jej zupełnie innego oblicza - pierwszy raz odwiedziliśmy ten kontynent cztery lata temu podróżując po Japonii. Malezja i Singapur (a złaszcza Malezja!), to jednak zupełnie inna bajka. Chłonęliśmy atmosferę, pożeraliśmy cudowne jedzenie i rozmawialiśmy z zaczepiającymi nas co chwila mieszkańcami. Cudowne dwa tygodnie pełne niezwykłych wrażeń. A które były najlepsze? Po kolei:


Malezja (Kuala Lumpur i okolice):

Kuala Lumpur u stóp Petronas Tower

Kuala Lumpur z dziećmi to odważny wybór. Stolica Malezji jest zatłoczona, chodniki są krzywe a w wielu miejscach po prostu ich nie ma i trzeba iść wzdłuż ruchliwej ulicy a ogólnie pojęta higiena jest na poziomie… hmm… malezyjskim. Ale co tam. Do odważnych świat należy. Nam się udało przetrwać i było super. Jeżeli jednak jeszcze nigdy nie podróżowałeś z dzieckiem a masz ochotę posmakować Azji, wybierz raczej Japonię lub Singapur.

No a jeśli już tam będziesz to obowiązkowo zalicz te punkty:

1. Posmakuj ulicznego jedzenia



Na pierwszym miejscu, bo to chyba największy zachwyt. Jest pysznie i tanio. Co tu znajdziesz? Hmm… a czego nie? Słodką kukurydzę, kiełbaski, ostrygi, gołębie na patyku, ślimaki i owoce morza. Dla każdego coś miłego. My byliśmy w raju i to wszyscy - zarówno dorośli (co jest w sumie oczywiste)  jak i dzieci (tak, nawet nasz niespełna roczny Leo, który z zapałem wcinał egzotyczne owoce). Leonardowi wzięliśmy również z Polski kilka słoiczków i całe szczęście, bo w Malezji nie znalazłam tego typu jedzenia w żadnym sklepie.


W Kuala Lumpur koniecznie idź na otwarty całą dobę Food Night Market na Alor Street. Jako miłośnicy egzotycznego jedzenia przychodziliśmy tam prawie co wieczór i spędzaliśmy ładnych parę godzin. Było co próbować!


Ślimaki, ostrygi, ośmiorniczki i Alor Street w całej okazałości. Pełnia szczęścia.

2. Wjedź na szczyt Petronas Tower

Z Petronas Tower, najwyższych bliźniaczych wież na świecie, rozciąga się widok na całą ogromną metropolię. My mieliśmy ogromne szczęście – trafiliśmy tam w czasie burzy, dzięki czemu udało nam się zrobić kilka naprawdę niesamowitych zdjęć. (więcej znajdziesz na Instagramie tutaj).
Wejściówki do Petronas trzeba kupić wcześniej  - raczej marne szanse, że przyjedziesz i od razu będziesz mógł wjechać na górę. My byliśmy poza sezonem turystycznym a i tak na najbliższy wolny termin był za dwa dni. 



Blisko Petronas znajduje się bardzo ładny skwer i fontanny - tam również warto pospacerować. 


3. Zobacz panoramę Kuala Lumpur z KL Tower

Warto wjechać na samą górę aby zobaczyć widok na… Petronas Tower. No i oczywiście na miasto. My wjechaliśmy w nocy – niesamowity widok. Zresztą sam zobacz. 



4. Jedź do Batu Caves

Jeżeli jesteś w Kuala Lumpur, ten kompleks jaskiń to zdecydowanie pozycja obowiązkowa. Możesz nie mieć czasu na jedzenie czy zwiedzanie bliźniaczych wież, ale tam musisz jechać. Dostaniesz się tam bez problemu kolejką, która podwiezie Cię właściwie pod samą jaskinię.

Przy wejściu do kompleksu Batu Caves wita nas najwyższy na świecie posąg Muragana (boga śmierci i wojny w hinduizmie). A dalej już tylko kontrola stroju (drogie panie, pamiętajcie o zakryciu ramion i kolan), potem 272 schody w górę (czterolatek dał radę to i wy dacie), krótka walka z okolicznymi makakami o wodę i batoniki i na samym końcu przepiękna, kolorowa świątynia zbudowana w jaskini. Warto. Uważajcie tylko, żeby nie trafić na święto Thaipusam – są tam wtedy procesje i dzikie tłumy, które mogą utrudnić zwiedzanie.

Druga z jaskiń warty odwiedzenia to Dark Cave, czyli jak sama nazwa wskazuje jaskinia, w której chodzi się w absolutnych ciemnościach. Z mojego punktu widzenia najmniej atrakcyjna, za to dla Julka to była prawdziwa gratka. Dostał kask na głowę i własną latarkę. Na dodatek w środku było mnóstwo pająków i nietoperzy. Czy dla prawie-czterolatka może być coś ciekawszego? Tę jaskinię zwiedza się z przewodnikiem i spacer zajmuje około godziny.


Ostatnia z jaskiń, które polecam, to Ramayana, do której wejścia strzeże 15-metrowy Hanuman, król małp. Świątynia jest pełna kolorowych hinduskich bóstw w różnych pozycjach i konfiguracjach. Muszę przyznać, że świątynie hinduskie robią na mnie ogromne wrażenie ze względu na kolorystykę i mnogość szczegółów. Wydają się o wiele bardziej przyjazne od naszych monumentalnych, poważnych i surowych kościołów.


5. Odkryj zakamarki dzielnicy arabskiej, chińskiej i hinduskiej


W Malezji poczujesz się jak w trzech różnych krajach. To prawdziwa egzotyczna mieszanka (niestety czasem także wybuchowa). W Kuala Lumpur sąsiadują tu ze sobą trzy dzielnice: arabska, chińska i hinduska. Każda ma swój niepowtarzalny klimat, swoje świątynie, obrzędy i własne święta. Warto przyjrzeć się bliżej każdej z nich. Spacerując warto zaglądać nawet w boczne, niepozorne uliczki - potrafią zaskoczyć. 

6. Przejdź się skywalkiem


A jeżeli już wybierasz się na spacer po tym dziwnym mieście, najlepiej skorzystać z dobrodziejstwa skywalków. To zdecydowanie mój ulubiony sposób poruszania się po Kualalumpurskich ulicach. Chodniki są zatłoczone i krzywe a przejście żywym na drugą stronę ulicy to duże wyzwanie. Skywalk jest prawie pusty, zadaszony, co w porze deszczowej stanowi potężną zaletę, można z niego podziwiać widoki na miasto a przede wszystkim rozpędzić się na deskorolce, a ten sposób transportu preferował Julek. Przez 12 dni wakacji zrobił łącznie około 150 km – warto było tachać to żelastwo do samolotu.


7. Zobacz azjatycki Time Square


Myślisz, że takie miejsca są tylko w Nowym Yorku? Ależ skąd. W Kuala Lumpur znajdzie się egzotyczna podróbka tego niesamowitego miejsca. Oczywiście nie powala na kolana jak ta w Wielkim Jabłku, ale jest i bilbord i przyciągająca wzrok reklama świetlna i tłumy ludzi, którzy biegną nie wiadomo dokąd. Jeżeli lubisz takie klimaty, odnajdziesz się w tym miejscu




8. Odwiedź Świątynię Thean Hou

Niełatwo do niej dotrzeć, ale warto. My wybraliśmy się pieszo, co nie było najlepszym pomysłem – długo szliśmy wzdłuż ruchliwej drogi bez chodnika. W tym przypadku chyba najlepiej wybrać się taksówką. 
A co to właściwie jest? Wspaniała chińska świątynia i otaczający ją ogród z chińskimi znakami zodiaku. Można tu spędzić nawet godzinę krążąc i podziwiając misterne wykonania rzeźbionych bóstw. Całość zajmuje dwa piętra, dach i tarasy. 

9. Idź na masaż

Prawdziwy, cudowny, relaksujący masaż pleców, stóp, całego ciała  - do wyboru do koloru. Salony masażu są w Kuala Lumpur na każdym kroku a usługa kosztuje grosze. Ja wybrałam ten w pobliżu Alor Street (patrz punkt 1). 

10. Odkryj uroki Perdana Botanical Gardens i innych parków

Przepiękny ogród botaniczny z niezwykłymi roślinami i przede wszystkim… ogromnym placem zabaw. Bo czasem zamiast gonić za kolejnymi atrakcjami warto po prostu usiąść na trawie i popatrzeć w niebo. A dziecko w tym czasie się pobawi.


 11. Podziwiaj motyle



Nigdzie indziej, nawet w Brazylii, nie widziałam tak ogromnych i tak pięknych motyli. Niektóre były wielkości malutkich ptaszków. Przecudne. Kualalumpurska motylarnia znajduje się tuż obok ogrodów botanicznych. Warto do niej wstąpić. Dodatkowo była to wspaniała atrakcja dla Julka. Oprócz podziwiania motyli można również poczytać o ich pochodzeniu, rodzajach. Dla czterolatka o chłonnym i ciekawskim umyśle to kopalnia wiedzy przyrodniczej i prawdziwy raj. 






12. Przejedź się kolejką




Poruszanie się pieszo wśród rzeki ludzi to dla rodziców z malutkimi dziećmi niełatwa sprawa (chyba, że wybierzesz skywalk, o którym pisałam wcześniej). Taksówki – tanie, ale stoją w korkach. Kolejka to jedna z najwygodniejszych opcji. Przy okazji możesz poznać przemiłych ludzi – nas non stop ktoś zaczepiał, opowiadał o życiu w Malezji i dawał dobre rady – co zwiedzić, co ominąć, co zjeść itp., a także popodziwiać miasto, bo kolejka jedzie górą tak, że wszystko świetnie widać. Choć, nie oszukujmy się – Kuala Lumpur jest w gruncie rzeczy paskudne, więc rzadko są to ładne widoki. 



13. Odwiedź Putrajayę - inteligentne miasto. 



Putrajaya to stolica administracyjna Malezji. Wyjeżdżasz z Kuala Lumpur i po około 40 minutach znajdujesz się w zupełnie innym świecie. O ile KL to senny koszmar każdego architekta, o tyle tutaj jest mnóstwo przestrzeni a budynki zachwycają swoimi kształtami.

Będąc tam koniecznie zobacz meczet Putra – jeden z najpiękniejszych jakie widziałam w swoim życiu. Nie musisz się specjalnie zakrywać – odpowiedni strój dostaniesz przy wejściu.

Minusem tego „inteligentnego” miasta jest niestety brak transportu publicznego (w każdym razie nam nie udało się żadnego znaleźć). O ile w jedną stronę bez problemu dojechaliśmy taksówką, którą wezwaliśmy w hotelu (w Malezji taksówki są śmiesznie tanie, cała podróż kosztowała nas w przeliczeniu około 50 zł) o tyle z powrotem już nie było tak łatwo i musieliśmy kawał drogi przejść pieszo do stacji kolejowej. Na szczęście daliśmy radę (dzięki ci świecie za hulajnogi dla dzieci). 

14. Poleć balonem


No dobra, trudno to nazwać lotem, bo po prostu wznieśliśmy się balonem na wysokość 120 m i mogliśmy podziwiać panoramę Putrajayi, niemniej jednak dla Julka to była przygoda życia. Leonard przespał ten punkt programu (jak zresztą większość głównych atrakcji). 


Gdybyśmy byli bez dzieci i mieli więcej czasu z pewnością wybralibyśmy się dalej od Kuala Lumpur. Wiele czytałam o ciekawych malezyjskich szlakach i zachwycającej przyrodzie. Ale… z dwójką maluchów nie byliśmy aż tak odważni. Zostawiliśmy to sobie na później i przenieśliśmy się do Singapuru. A tam…

Singapur 

1. Przyjrzyj się lotnisku


Serio. To najpiękniejsze lotnisko jakie w życiu widziałam a teraz podobno otwarto jeszcze piękniejsze. Wodospady, fontanny, rzeźby i bujna roślinność. Aż mi ślinka cieknie na myśl o kolejnej wizycie. 



2. Zobacz Super Tree Grove



Jedna z największych atrakcji Singapuru – Super Tree Grove znajdują się w Gardens by the Bay. Ogromny gaj robi niesamowite wrażenie zarówno w dzień jak i w nocy, zarówno z dołu jak i ze skywalku, na który można wjechać windą po wykupieniu biletu.



Codziennie o 19:45 odbywa się pokaz świetlno-muzyczny, na który warto przyjść. Trwa kwadrans. Fragment możesz zobaczyć na moim kanale Youtube tutaj. Raczej radzę oglądać go z dołu – myślę, że będzie lepiej widoczny niż ze skywalk.

Kiedy już obejrzycie gaj, przejdźcie się po parku, jest przepiękny.  Znajdziecie tu niezwykłe rzeźby, fontanny i kilka bardzo przyjemnych alejek. 


3. Podziwiaj Cloud Forrest


Będąc w Gardens by the Bay warto zahaczyć Cloud Forrest. Zwiedzając Singapur trudno w to uwierzyć, ale kiedyś zamiast banków i centrów finansowych kwitły tu… lasy tropikalne. Kiedy zdecydowano się wszystko zrównać z ziemią, zostawiono skrawek i ukryto go pod kopułą. To właśnie Cloud Forrest.

Oczywiście Singapurczycy nie byliby sobą, gdyby zostawili 35-metrowe drzewa ot tak, aby sobie rosły. W tym kraju wszystko musi być pod linijkę i pod kontrolą. To nie miejsce dla samowolki, nawet jeśli jesteś drzewem i chciałbyś po prostu rosnąć – nie ma bata. Trzeba się dostosować.

Dlatego mamy tu również wiele sztucznych kwiatów, sztuczny wodospad, ścieżkę na kilku różnych wysokościach a także mini muzeum, które stanowi świetną lekcję biologii i ekologii. Julek był zachwycony, choć moja niepokorna słowiańska natura trochę buntowała się przeciwko oswajaniu dzikiej przyrody.   

4. Idź na spacer Marina Bay i zobacz lwa

Marina Bay to kwintesencja nowoczesności. Możesz przejść się klimatyzowanym (sic!) chodnikiem i popodziwiać wieżowce, które są śmiałymi futurystycznymi wizjami a także całą panoramę Singapuru, która wygląda niesamowicie. Zwłaszcza po zmroku. 
Na szczególną uwagę w zatoce zasługują dwa punkty: Merlion, czyli lew plujący wodą – symbol Singapuru i hotel Marina Bay Sands, który jest architektoniczną perełką. Ustawiony wg zasad feng shui z niesamowitym basenem w kształcie łodzi umieszczonym na dachu. Jeżeli nie ogranicza cię gotówka proponuję nocleg w tym hotelu. Podejrzewam, że będzie epicko. 

5. Poimprezuj na Clark Quay




Gdybyśmy byli bez dzieci, na pewno byśmy poszli. Ulica restauracji i klubów. Zadaszona, więc nawet pora deszczowa nie jest straszna. Najlepsze miejsce, w którym można iść potańczyć, albo przynajmniej, tak jak my, zjeść pyszną kolację ze znajomymi i zrobić kilka skocznych kroków w rytm muzyki choć przez chwilę na ulicy. 


6. Pobujaj się na huśtawce z widokiem na Singapur



Dla wielbicieli mocnych wrażeń. Ja się skusiłam i nie żałuję. GX-5 Extreme Swing, bo o tym mowa, to atrakcja położona w pobliżu Clark Quay. Kup bilecik (koszt dla osoby dorosłej to 45 SGD), usiądź i daj się porwać na wysokość 50m. Tam spędzisz najdłuższe kilkadziesiąt sekund w swoim życiu obserwując panoramę Singapuru i czekając aż huśtawka ruszy w dół z prędkością 120 km/h. Jest moc. Zdjęcia z góry nie odważyłam się zrobić, ale moją szaloną jazdę możecie zobaczyć tu. 



7. Obejrzyj świątynię Zęba Buddy



W Singapurze podobnie jak w Kuala Lumpur znajdziesz dzielnicę arabską, hinduską i chińską. Świątynia Zęba Buddy jest najpiękniejszym miejscem China Town. Niezwykłe miejsce pełne detali, robi ogromne wrażenie. Do zwiedzania jest kilka pięter i dach, więc zajmuje to trochę czasu, ale gwarantuję, że to będzie coś, czego nigdy nie zapomnisz. Zdjęcia niestety oddają tylko część uroku, choć robiłam co mogłam.






8. Zjedz obiad w najtańszej na świecie restauracji z gwiazdką Michelin




A kiedy już będziesz w Świątyni Zęba Buddy to po zwiedzaniu warto skoczyć coś zjeść. Restauracja, o której mowa znajduje się bardzo blisko i jest swego rodzaju… fast foodem. Dokładny adres to: 78 Smith St, Singapur 058972. Liao Fan Hawker Chan, bo tak się nazywa to miejsce, oferuje dania z kuchni z Hong Kongu. Jeżeli myślisz, że nie możesz tam pójść, bo jesteś przecież na wakacjach a w plecaku masz tylko krótkie spodnie, sandały i skarpety – spokojnie, wpuszczą cię i obsłużą (a raczej obsłużysz się sam, bo kelnerów tam nie ma). Jedzenie bardzo smaczne, choć nie wiem, czy dałabym gwiazdkę Michelin. Ale za 15zł za posiłek nie będę narzekać. 




9. Zjedz Duriana




Albo lepiej nie. Durian to bardzo popularny owoc, zarówno w Singapurze jak i w Malezji. Waży średnio około dwóch kilogramów (jest wielkości arbuza) a jego skórka pokryta jest kolcami.
Singapur jest pełen zakazów. W metrze nie można palić, jeść i… wnosić owoców duriana. Jest to chyba jedyny owoc na świecie, który posiada znak zakazu. To powinno nam dać do myślenia, ale nie dało. Kupiliśmy obrany owoc na jednym z targów i nastawiliśmy się na ucztę. 
Albo lepiej nie. Durian to bardzo popularny owoc, zarówno w Singapurze jak i w Malezji. Waży średnio około dwóch kilogramów (jest wielkości arbuza) a jego skórka pokryta jest kolcami.
Singapur jest pełen zakazów. W metrze nie można palić, jeść i… wnosić owoców duriana. Jest to chyba jedyny owoc na świecie, który posiada znak zakazu. To powinno nam dać do myślenia, ale nie dało. Kupiliśmy obrany owoc na jednym z targów wydając grubą kasę (te owoce nie są tanie) i nastawiliśmy się na ucztę.
Smakołyki z targu. Durian ledwo załapał się do zdjęcia - to ten owoc maksymalnie po prawej stronie. 


Kiedy otworzyliśmy torebkę, myśleliśmy, że sprzedawca wcisnął nam zepsuty produkt. Nie. To po prostu tak strasznie strasznie śmierdzi. Coś pomiędzy starymi skarpetkami a zgniłym jajkiem. To wyjaśnia znaki w metrze.

W smaku nie jest niestety lepiej. Odradzam również lody durianowe i durianowe ciasteczka– wiedzeni jakimś masochistyczno-sadystycznym instynktem kupiliśmy paczkę i częstowaliśmy znajomych z Polski.

Podobno durian jest bardzo zdrowy i podobno są ludzie, którym smakuje. Hmm… to na pewno nie ja. 

10. Zrób zakupy za Orchant Street



Na Orchant Street trafiliśmy podczas oberwania chmury. Na szczęście jest tam tyle domów handlowych, że spokojnie można w nich przeczekać nie jedną a nawet kilka ulew. To miejsce, w którym odnajdą się wielbiciele luksusowych marek – Dior, Gucci, Pierre Cardin czy Chanel mają tu swoje butiki na każdym rogu. Jeżeli masz ochotę na apaszkę od Saint Laurent, torebkę Burberry czy choćby delikatny i elegancki łańcuszek srebrny od Cartiera – jedź właśnie tam.

Przyznam, że miło czasem popatrzeć na luksusowe wystawy, choć my ostatecznie nie kupiliśmy nic.  Skupiliśmy się raczej na postaciach z bajek, które z jakiegoś powodu obstawiały całą ulicę. Ale blogerki modowe lub fani marki  Apple na pewno poczują się tu jak w raju. 


11. Idź do zoo i nakarm nosorożce



Zoo w Singapurze ma opinię jednego z najlepszych, najpiękniejszych i najciekawszych na świecie. Nie do końca rozumiem dlaczego. Bartek i Julek uwielbiają takie miejsca i zwiedzamy zoo prawie wszędzie gdzie jesteśmy na świecie, może dlatego nie zrobiło to na mnie aż takiego wrażenia. Choć trzeba przyznać, że zwierzęta są wspaniale utrzymane i mają świetne warunki.
A możliwość nakarmienia nosorożca to super przygoda – i dla mnie i dla Julka.
Zoo jest daleko od centrum, można się do niego dostać specjalnym autobusem. Jedzie się około godziny. Do tego są jeszcze dostępne dwie atrakcje: rzeczne Safari (opis poniżej) i nocne safari. Myślę, że to ostatnie mogłoby być super przygodą, ale my nie chcieliśmy zamęczać dzieci nocnymi wycieczkami. To jest atrakcja, którą zaliczymy przy okazji następnej wizyty.  

Po zoo nie wolno jeździć hulajnogą, co było dla Julka ciosem w samo serce. Ale szybko się pozbierał, bo zamiast hulajnogi dostał specjalny wózek – niestety trzeba było go ciągnąć. 


12. Zobacz rzeczne safari


Jeżeli będziesz miał czas tylko na jedną z trzech oferowanych atrakcji, Safari Rzeczne jest zdecydowanie ciekawsze niż samo zoo. Wiele ciekawych gatunków ryb podzielonych regionami i przede wszystkim przesłodkie misie panda. Dzieciaki sikały ze szczęścia.


13. Obejrzyj panoramę miasta z Singapour Flyer



Wspaniały widok na panoramę Singapuru. My byliśmy o zmierzchu, więc całość widzieliśmy i w świetle wieczornym i już w ciemnościach. Atrakcja otwarta jest od 8 do 22, koszt biletów to 33 SGD dla dorosłych i 21 dla dzieci od trzeciego roku życia (dane na 31.03.2019). Obrót koła trwa 30 minut. 

14. Wybierz się na wycieczkę na Palau Ubin




Jeżeli chcesz na chwilę oderwać się od ulicznego zgiełku i szklano-metalowej dżungli, wybierz się na wyspę Palau Ubin. Dostaniesz się tam rozklekotaną łódką z portu w dzielnicy Chiangi. Podróż zajmuje mniej więcej kwadrans.
Wychodzisz na brzeg i znajdujesz się w innym świecie – zamiast wieżowców witają cię proste chatki, zamiast ulicznych korków – wypożyczalnia rowerów a zamiast pięknych, zadbanych skwerów  - dżungla. Wprawdzie nie ma w niej lwów czy tygrysów, ale znajdą się małpy, dzikie świnki i mnóstwo robaków.
Polecam wypożyczyć rower i poeksplorować – można znaleźć tu ukryte świątynie, cmentarze, jeziora. Warto udać się do oddalonego o około 3,5 kilometra od portu przylądka Check Jawa. Nie będę wam mówić dlaczego, wystarczy, ze spojrzycie na poniższe zdjęcie.

Ale uwaga – w tym miejscu naprawdę jest jak w dżungli – parno, gorąco i wilgotno. My ze względu na dzieciaki nie mogliśmy wziąć rowerów, zdecydowaliśmy się przejść na przylądek pieszo – szło się bardzo powoli i bardzo trudno. Koniecznie miejcie ze sobą wodę.


Jeżeli nie boisz się dengi roznoszonej przez tysiące latających tam komarów, możesz również rozbić namiot i spędzić tu noc – całkowita ciemność i tylko ty, tysiące krwiopijców i odgłosy dżungli. Pewnie byłaby to przygoda życia, my się nie zdecydowaliśmy.  



15. Wjedź kolejką linową na wyspę Sentosa



Wyspa Sentosa to miejsce, gdzie mieszkańcy Singapuru jeżdżą odetchnąć. Tu wypoczywają. Jest to jedno wielkie siedlisko atrakcji. Nie ma szans, żeby zaliczyć wszystkie w jeden dzień, ale i tak zwiedziliśmy wiele. Już sama jazda tam kolejką linową była dla dzieciaków, i w sumie dla nas też, fajną atrakcją. 


16.  Przejedź się trasą singapurskiego Grand Prix Formuły 1. (wyspa Sentosa)


Wyścigi Formuły 1 odbywają się w Singapurze od 2008 roku. Jeżeli podróżujesz z trzema chłopcami, niezależnie od tego, czy chłopiec ma 3 czy 30 lat, jazda torem wyścigowym jest zdecydowanie pozycją obowiązkową. My zaliczyśmy ją dzięki Wirtualnej Rzeczywistości, jednej z atrakcji dostępnej na Sentosa. Panowie zachwyceni, ja miałam chorobę lokomocyjną. To nie dla mnie. 


17. Wejdź na lwa (wyspa Sentosa)



Na wyspie Sentosa znajduje się podróbka słynnego singapurskiego lwa. Można do niego wejść i obejrzeć bajkowy filmik opisujący legendę powstania państwa. Ponadto możesz wejść do paszczy i zrobić sobie w niej zdjęcie, pociągnąć za dzwonek i po raz kolejny popodziwiać panoramę.  

18. Wjedź na Tiger Tower (wyspa Sentosa)



Tak, jeżeli podróżujesz z ciekawym świata maluchem, każda wieża widokowa to absolutny obowiązkowy punkt programu. Nie odpuści żadnej. Na szczęście widoki są takie, że nie sposób się tym znudzić. 


19. Zwiedź Fort Siloso  (wyspa Sentosa)



Moim zdaniem najciekawsza atrakcja Wyspy Sentosa i w ogóle jedna z najfajniejszych w Singapurze. Doskonale zachowane bunkry, realistycznie oddające rzeczywistość drugiej wojny światowej – postaci i dźwięki robią ogromne wrażenie. Przyjemność ta jest darmowa a przejście całości zajmuje około 1,5 godziny – teren jest ogromny. Uważajcie, jeżeli jesteście z dziećmi – Julek w niektórych miejscach po prostu się bał. 

20. Zobacz akwarium (wyspa Sentosa)


Akwarium na wyspie Sentosa to naprawdę pozycja obowiązkowa. Jedno z największych na świecie (większe jest chyba tylko w Chinach), nie tylko pokazujące ponad 100 tysięcy gatunków ryb, ale także dzięki odpowiednim urządzeniom pozwalające poczuć fakturę niektórych z nich. Jak czułbyś się dotykając rekina? A rozgwiazdy?
Dzięki odpowiedniemu oświetleniu, które niweluje odblaski i ogromnym oknom możesz momentami poczuć się, jak włożony do środka oceanu. Niesamowite wrażenie i lekcja biologii dla ciekawskich maluchów. Cena biletu to 40 SGD dla dorosłych i 29 SGD dla dzieci (od 4 do 12 lat)


Tyle nam udało się „zaliczyć”, ale to tylko ułamek atrakcji. Gdybyśmy byli dłużej, na pewno pojechalibyśmy do parku wodnego, Universal Studio czy do kasyna (wszystkie te atrakcje znajdują się na wyspie Sentosa). Singapur to miejsce, gdzie nie sposób się nudzić.
Dla kogo takie wakacje? Zdecydowanie dla mieszczuchów, którzy kochają uliczny gwar, wielkie budynki ze szkła i stali, bilbordy o zmieniających się grafikach, które można tam spotkać na każdym kroku. To miejsce na pewno można określić rajem dla reklamodawców.

Jeżeli macie dodatkowe pytania, piszcie śmiało w komentarzach lub w mailach. A może byliście już w tych krajach i macie jakieś ekstra wskazówki? Dajcie znać w komentarzu. 
Udostępnij: