12 lipca 2018

A ja żem jej powiedziała...




Jest kilka rodzajów książek, po które z zasady nie sięgam:
Po pierwsze: książki z męskimi brzuchami na okładce, których ostatnio na rynku czytelniczym pojawiła się cała masa. Powód to temat na oddzielną notatkę, bo uwierzcie mi - jest o czym pisać. Wyjątek zrobiłam dla „Stulecia chirurgów” (recenzję znajdziesz tu) i było warto, co tylko potwierdza obowiązującą w mojej głowie regułę.

Po drugie: książki ze słodkimi szczeniaczkami na okładce. Nie żebym nie lubiła słodkich szczeniaczków (fajne męskie brzuchy zresztą też lubię), ale jednak nie. Przeczytałam jedną w zeszłym roku i tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że nigdy więcej.

Po trzecie: książki celebrytów. Czasem mam wrażenie, że więcej osób pisze niż czyta. I to na dodatek pisze o  rzeczach, o których nie do końca mają pojęcie. Anna Powierza napisała książkę pt:  „Jak zostać sławną” (ręka do góry kto wie kim jest „sławna” Anna Powierza), Kinga Rusin o prawdziwym życiu, Ilona Felicjańska o byciu niezniszczalną a Dominika Gwit o drodze do szczupłej sylwetki. Litości…

Ale i w tym przypadku czasem robię wyjątki: przeczytałam „Gen wewnętrznej wolności” Macieja Stuhra – naprawdę niezła (recenzja tu). Może dlatego, że ze Stuhra taki celebryta jak z koziej dupy trąbka, za to w sztuce pisania ćwiczy się regularnie jako felietonista.

Przeczytałam „Spowiedź heretyka” Adama Darskiego (recenzja tutaj). Bo Nergal to facet inteligentny, kontrowersyjny, poglądy ma wyraziste i ciekawe. A książka wyszła o niczym. Być może to wina osoby przeprowadzającej wywiad – po prostu jeżeli widzisz że patronem medialnym danej pozycji jest „Gala” , trzymaj się od niej z daleka.



I teraz wyjątek numer trzy: przeczytałam książkę Kaśki. Nie wielmożnej pani Katarzyny Nosowskiej,  nie super star Kejt czy może Kejtrin ale właśnie Kaśki – kobiety, która zna mnie od dawna. No bo jak inaczej umiałaby ubrać w słowa piosenek moje myśli i uczucia? Ja nie znam jej prawie wcale – nie pojawia się na Pudelku, nie Tańczy z Gwiazdami, nie jeździ do Azji, nawet na Pytania na śniadanie właściwie nie odpowiada. „A ja żem jej powiedziała” to właśnie okazja, by Kaśkę poznać lepiej.

No to jaka ona jest? Ma do siebie dystans, to pewne. I ogromne poczucie humoru. Czasem wychodzi z niej ciotka Klotka, która przestrzega młode dziewczyny przed szukaniem wielkiej miłości poprzez łapanie faceta w klubie a czasem nowoczesna matka witająca się z synem per „Elo”.


Książka bije obecnie rekordy popularności i wcale mnie to nie dziwi. Jest króciutka, świetnie wydana (kolorowa, dużo obrazków i tekstów pisanych dużą czcionką - vide: zdjęcia w tej notatce) a pióro Nosowskiej jest leciutkie niczym najdelikatniejszy puszek z gęsiego ogona.

Momentami jest śmiesznie, nawet bardzo. Rozdziały o diecie zmieniającej rysy twarzy lub dzień z życia „Kim Kardashian” nadają się na stand-up.  Jestem pewna że byłyby hitem na Youtube. Ale jest też refleksyjnie. O zdradzie, o życiu z alkoholikiem, o przemijaniu.

Nie zawsze się zgadzamy. Np gdy Kaśka pisze, że manifestacje nie zmieniają świata więc zamiast pikietować powinno się zrobić porządek w swoim ogródku. Albo, że kobietom podrywającym mężczyzn w gruncie rzeczy zawsze tylko jedno w głowie: ślub.

Więcej nas dzieli niż łączy, ale może dlatego tak ją lubię? Coś na zasadzie „przeciwieństwa się przyciągają”?  Nie noszę się na czarno, nad swoją figurą nie zastanawiam się wcale a aktywności sportowe uwielbiam. Za to ni w ząb nie umiem śpiewać (chociaż niestety lubię).



Ta książka to nie jest żadne wielkie dzieło sztuki, ale to też coś więcej niż lekkie czytadło albo wywiad do czasopisma. Jest miejsce na śmiech, jest miejsce na chwilę zadumy i na tupnięcie nóżką. Oczywiście, to że na liście lektur akurat zwolniło się miejsce, a ty umiesz składać prześcieradło z gumką, nie oznacza, że musisz wydawać książkę. Ale fajnie, że to zrobiłaś. 

Daję mocne 8 na 10 punktów, bo świetnie się bawiłam.
Polecam też w formie audiobooka czytanego przez samą Nosowską.


"A ja żem jej powiedziała", Katarzyna Nosowska

Wydawnictwo: Wielka Litera

Liczba Stron:    208

Kategoria:         felietony













A ja żem jej powiedziała... [Katarzyna Nosowska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Udostępnij:

27 czerwca 2018

"Zimna wojna" - małe wielkie kino



Jego ostatni film zdobył Oskara w kategorii „najlepszy film nieanglojęzyczny”. Przy kolejnym poprzeczka zawieszona więc była bardzo wysoko. I Paweł Pawlikowski nie rozczarowuje.  Ponownie zachwyca, wcale nie mniej niż w przypadku „Idy”. Dzięki „Zimnej wojnie” już zdobył Złotą Palmę w Cannes dla najlepszego reżysera, a ja po wyjściu z kina idę o zakład, że to nie koniec laurów.

Najpierw w radiowej Trójce usłyszałam piosenkę. „Dwa serduszka” znałam do tej pory w wykonaniu zespołu Mazowsze i drugie, w trochę bardziej jazzowej wersji  - Anny Marii Jopek. Ta zaśpiewana przez Joannę Kulig nadaje tej prostej ludowej pioseneczce lekki rys dramatyczny i sprawia, że ciarki przechodzą po plecach. A potem przez kilka dni nie można przestać jej nucić.


A film jest taki, jak ta piosenka. Prosty, romantyczny, opowiedziany niemal szeptem a jednak z takim emocjonalnym pazurem, że pozostawia po sobie uczucie nostalgii na bardzo, bardzo długo. Zaczyna się pod koniec lat 40-tych, kiedy w Polsce komunizm zdążył już się rozgościć na dobre. Po wsiach z całego kraju poszukiwani są utalentowani ludzie do powstającego właśnie zespołu „Mazurek”. Pomiędzy dyrektorem artystycznym (Tomasz Kot) a jedną z tancerek (Joanna Kulig) rodzi się uczucie…

To film o wielkiej miłości dwojga ludzi, którzy bardzo chcą, ale nie potrafią żyć razem. Ich drogi schodzą się i rozchodzą a oni sami to przyciągają się to odpychają. Nie ma tu wielu słów, wielkich gestów. Nie trzeba ich. Wystarczy melodia, kilka prostych zdań, zabawa światłem i cieniem.

Pierwszy raz w życiu widziałam Tomasza Kota w roli amanta i muszę powiedzieć, że George Clooney mógłby brać od niego lekcje. Również Borys Szyc, po wielu spektakularnych wpadkach, nareszcie dostał rolę na miarę swojego talentu. A Joanna Kulig.... Joanna Kulig przyćmiewa wszystko. Jest zjawiskowa i promienieje energią rozjaśniającą wszystko wokół. To dziewczyna petarda.


Mój przyjaciel skomentował ten film słowami: „tak to nakręcili, że każdą klatkę można spokojnie wrzucać na insta”. Ja nie jestem social mediowym freakiem, więc takie porównanie nie przyszłoby mi do głowy, ale w sumie lepiej bym tego nie ujęła. Operator wykonał tu kawał dobrej roboty – zwłaszcza ostatnie kadry zapadają w pamięć a scena ślubu pozostanie w moim prywatnym zestawieniu bardzo wysoko na liście najpiękniejszych scen miłosnych w historii kina.

Idźcie do kina na ten film, bo to obraz na światowym poziomie, który zapamiętacie na długo.

Udostępnij:

14 czerwca 2018

Najlepszy warszawski prozaik AD 2018


Nagroda Literacka m.st Warszawy

Jakub Żulczyk. 35 lat, siedem książek na koncie, język ostry jak brzytwa, nominacja do Paszportu Polityki a od kilku dni także Nagroda Literacka m.st. Warszawy. Współautor scenariusza do  „Belfra”  -  jednego z najpopularniejszych polskich seriali ostatnich lat. Ci, co znają jego książki, albo go kochają albo nienawidzą. Mało kto przechodzi obojętnie. Jedno jest pewne – jeżeli przeczytasz jakąś jego powieść, trudno będzie ją zapomnieć. Nawet jeśli bardzo się starał.

Nasze spotkanie nie zaczęło się zbyt obiecująco. Książkę „Ślepnąć od świateł”, nominowaną w 2014 roku do Paszportu Polityki, poznawałam w formie audiobooka czytanego przez Krzysztofa Skoniecznego. Głównym bohaterem jest popularny wśród „warszawki” diler narkotykowy.

Nie wiem co poszło nie tak. Czy problemem był dosadny język autora, który zyskuje na intensywności, jeżeli książki się słucha a nie czyta samemu? Czy może kwestia miejsca akcji – pokazanie świata wyuzdanego, pustego i tak całkowicie popieprzonego, że aż trudno uwierzyć, że może istnieć naprawdę? W każdym razie było tego wystarczająco dużo, abym po 16 godzinach słuchania czuła się bardzo, ale to bardzo zmęczona.

Wyobraź sobie, że stoisz na środku zatłoczonej ulicy w wielkim mieście. Z ulicy słyszysz szum samochodów, klaksony, obok ktoś kłóci się na ulicy, z pobliskiego sklepu napływa głośna muzyka – jakieś reklamy. Co chwila ktoś cię potrąca. Stoisz w tym gwarze kilka godzin, nie masz dokąd uciec. W końcu zaczyna boleć cię głowa. Najpierw delikatne pulsowanie, potem coraz silniejszy ból aż w końcu nieustający gwizd, który masz ochotę wyłączyć czymkolwiek.

Tak właśnie podziałało na mnie „Ślepnąc od świateł”.

Ślepnąc od świateł [Jakub Żulczyk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Ślepnąc od świateł
"Ślepnąc od świateł", Jakub Żulczyk

Wydawnictwo: Świat Książki

Liczba Stron:    519

Kategoria:         powieść






A mimo to sięgnęłam po „Wzgórze psów” i tu zaskoczenie. Po pierwsze audiobook czytany przez Jakuba Wieczorka, bez irytujących manieryzmów, brzmi o wiele przyjemniej. Po drugie, mimo że język wciąż ostry, razi mniej.

Gdybym miała porównać te książki do jazdy samochodem, to w „Ślepnąc od świateł” miałam wrażenie że pędzę rozpędzonym porshe bez hamulców autostradą pod prąd. Nie wiem czy przeżyję i marzę, by w końcu się skończyło. „Wzgórze psów” zaś to jazda na wakacje rodzinnym combi 140 km/h, autostradą bez korków. Można jechać przez te 860 stron lub 28 godzin audiobooka i tylko od czasu do czasu dobrze zrobić sobie przerwę i odsapnąć.

„Wzgórze psów” to dom rodzinny Mikołaja. Pisarz, mający chwile sławy już dawno za sobą, zmuszony sytuacją życiową przeprowadza się z Warszawy z żoną na jakiś czas z powrotem do małego miasteczka, z którego pochodzi.  Ale to miejsce nie jest synonimem spokoju i sielanki. Zyborg, bo tak brzmi nazwa tej mieściny, jest symbolem zła. Mordor. Jądro ciemności. Na dodatek nagle w tajemniczych okolicznościach zaczynają znikać jego mieszkańcy…

Książka została zakwalifikowana jako kryminał – i słusznie, jest tu tajemnica, są stare niewyjaśnione do końca konflikty, brutalne morderstwo sprzed lat. Ale to również całkiem niezła powieść obyczajowa – silnie zaznaczony kontrast pomiędzy życiem w stolicy a w małym miasteczku, uzależnienie, wspinanie się na szczyt i spadanie na sam dół i… modelowy przykład małżeństwa, który wpakował się w kredyt hipoteczny i żyje od jednej raty do drugiej.

"Wzgórze psów", Jakub Żulczyk

Wydawnictwo: Świat Książki

Liczba Stron:    864

Kategoria:         powieść, kryminał






Przyznam, że spośród trzech nominowanych książek to jedyna, którą do tej pory przeczytałam, trudno więc powiedzieć mi, czy Nagroda Literacka st. Miasta Warszawy została przyznana słusznie czy nie. Na pewno nie jest to najlepsza polska książka, którą przeczytałam w tym roku. Na półce czeka jeszcze „Toast na progu” Andrzeja Mencwela, która jest nominowana także do Literackiej Nagrody Nike.

Pozostali wyróżnieni autorzy to:


  • Anna Bikont za swoją książkę „Sendlerowa. W ukryciu” otrzymała nagrodę w kategorii edycja warszawska. Ostrzę sobie zęby na tę książkę.
  • Maria Bigoszewska dostała wyróżnienie za tom poezji „Wołam cię po imieniu”.
  • Magdalena Tulli zdobyła laur w kategorii literatura dziecięca za książkę „Ten i tamten las”.
  • Tytułem Warszawskiego Twórcy uhonorowano Ernesta Brylla.

Udostępnij:

10 czerwca 2018

Cztery pomysły na weekend z dzieckiem w okolicach Łodzi


Kiedy byłam mała na w słoneczną sobotę albo niedzielę pakowało się kocyk, piłkę, badmintona i ewentualnie rower i jechało z rodzicami i kuzynostwem do lasu do pobliskich Grotnik. Ewentualnie, jeśli było naprawdę super gorąco – do Borek nad Zalew Sulejowski. Do tej pory lato kojarzy mi się z wyciąganiem nasmarowanych jodyną kleszczy i zapachem zdechłej ryby. ;)

Teraz jest inaczej. Teraz Dobry Rodzic nie może wyciągnąć się na kocyku w Grotnikach z piwkiem i książką i puścić dziecka samopas żeby ganiało za piłką. Teraz Dobry Rodzic musi zapewnić dziecku rozrywkę – najlepiej połączenie rozwoju fizycznego i duchowego z wątkiem edukacyjnym w tle.

Żadne tam zabranie dziecka na miejski basen – za mało atrakcyjnie wygląda na Facebooku. Powinna być wyprawa kajakami albo mała wspinaczka górska albo przynajmniej wycieczka konna. Jeżeli jesteś z miasta – koniecznie jakiś kontakt z przyrodą i zwierzakami, żeby maluch nauczył się odróżniać krowę od owcy nie tylko na podstawie obrazków z książeczki. Jeżeli pochodzisz z małego miasteczka lub ze wsi – obowiązkowo jakiś teatrzyk, muzeum lub interaktywne Centrum Nauki, żeby dziecko miało równe szanse rozwojowe i wiedziało z czym się je ten „wielki świat”.

Nie będę ściemniać – nam też często włącza się tryb „Dobrzy Rodzice” i zamiast siedzieć spokojnie w domu i śledzić losy Zofii Burskiej przed TV zbieramy Julka i wywozimy do jakiejś atrakcji. Jakiś czas temu pisałam na blogu o Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu (tutaj), gdzie zaliczyliśmy zapoznanie Młodego z fauną domową. Dziś trzy inne pomysły na weekend dla tych, którzy są w okolicach Łodzi i mają ochotę pokazać swoim dziecku coś innego niż zwykły plac zabaw.

Jura Park w Solcu Kujawskim


Kto ma największą wiedzę o dinozaurach? Najpierw czterolatki, na drugim miejscu ich rodzice potem długo długo nikt a potem ewentualnie niektórzy paleontolodzy. Dlatego zanim Mały człowiek zachwycający się plastikowymi potworami sprzed milionów lat stanie się zblazowanym nastolatkiem, warto zabrać go do takiego Jura Parku.
Parków z Dinozaurami w Polsce jest całe zatrzęsienie. My akurat zahaczaliśmy o Toruń, więc najbliżej nam było do tego w Solcu Kujawskim. Jest tam ścieżka edukacyjna prowadząca od jednego do drugiego gada wraz ze szczegółowymi opisami. Co ciekawe, są to dinozaury, których ślady znaleziono w Polsce. Nam przejście tej drogi wraz z zatrzymywaniem się na sesje zdjęciowe zajęło około 1,5 godziny.

Ale to nie wszystko. W Jura Parku znajduje się też Lunapark, w którym maluchy mogą pojeździć na karuzeli łańcuchowej, kolejce górskiej czy młotkowej huśtawce. Nie wiem czy bardziej podobało się to mnie czy Julkowi – wiem za to, że bawiliśmy się całkiem nieźle.  

Szczegóły:
Adres:                              Sportowa 1, 86-050 Solec Kujawski
Godziny otwarcia:  pon-pt: 9:00- 18:00, sb-nd: 10:00 – 19:00
Ceny:                         bilet ulgowy 23 zł, bilet normalny 29 zł


Baśniowe Sady Klemensa



Genialne w swojej prostocie. W jednym miejscu ktoś wrzucił hałdę piachu, porozstawiał dookoła leżaki, wrzucił kilka łopatek i rozrywka dla maluchów zapewniona. Kilka kroków dalej – dla tych co wolą rozrywki w cieniu, powieszono pomiędzy drzewami kilka hamaków i rozrzucono kilka ogromnych piłek. Dalej – trampoliny a obok nich kilka zraszaczy na trawniku. Na upał genialne – dzieciaki biegają między nimi piszcząc z uciechy. Do tego labirynt i „strachowisko”, czyli miejsce, gdzie znajdziesz pajęczyny, pająki, duchy i inne okropieństwa. A i jeszcze dmuchane zamki w których można skakać i traktor, który ciągnie za sobą kilka wagoników – jednym słowem wszystko, co urodzeni po 2012 roku lubią najbardziej. Jest i wątek edukacyjny – tablice opisujące zwyczaje zwierząt mieszkających w Sadach, np.  pszczół, jaszczurek, kreta, zaskrońca.

Minusy? Jest kilka. Gigantyczna metalowa zjeżdżalnia, która wygląda jak żywcem przeniesiona z lat 90-tych, kiedy to nikt nie zawracał sobie głowy bezpieczeństwem czy innymi bzdurami BHP. Łatwo tu o zdarte kolana czy poparzenie a kaski są raczej pro forma. Drugi minus to obsługa i jedzenie. Ale to akurat łatwo ominąć zabierając ze sobą kocyk i własny kosz piknikowy.

Szczegóły:

Adres:                              Podskarbice Szlacheckie 1, 96-232 Podskarbice Szlacheckie
Godziny otwarcia:  pon-nd: 10:00- 18:00
Ceny:                     bilet ulgowy 25 zł, bilet normalny 29 zł


Zoo Safari Borysew


Nie przepadam za Zoo, zwłaszcza naszym łódzkim, w którym smutne zwierzęta gniotą się w malutkich klatkach. Ale Borysew to co innego – ogromne przestrzenie, zwierzęta zadowolone, czyste i zdrowe. Do tych mniej groźnych można podejść, pogłaskać, nakarmić trawą. Te dzikie można podglądać podczas pokazowych karmień w wyznaczonych godzinach.
Dla maluchów sporo dodatkowych atrakcji – ciuchcia, możliwość jazdy na kucyku (obie atrakcje za dodatkową opłatą) i dodatkowe tematyczne zajęcia w specjalnej sali edukacyjnej. Nie sposób się nudzić.


Szczegóły:

Adres:                              Borysew 25, 99-200 Poddębice
Godziny otwarcia:  pon-nd: 9:00- 19:00
Ceny:                     bilet ulgowy 29 zł, bilet normalny 39 zł


Mikrokosmos


Mikrokosmos to świat owadów i bakterii. Powiększone do rozmiarów pokaźnego zwierzęcia stoją na ścieżce edukacyjnej prezentując swe wdzięki w całej okazałości. Dla mnie obrzydliwe, ale dziecko było zachwycone. Mrówki, gąsienice, pszczoły a nawet paciorkowiec czy salmonella nie będą już miały przed tobą tajemnic. 

Oprócz tego jest miejsce, gdzie można poznać bliżej bażanty, papugi, kaczki. A dalej? Sztuczna plaża, hula-hop, wielki plac zabaw i tyrolka. Do wyboru do koloru. Można tu spędzić ładnych parę godzin i nie nudzić się ani przez chwilę. 

Szczegóły:

Adres:                              ul.Pasikonika, boczna od Parkowej, 97-225 Ujazd
Godziny otwarcia:  w zależności od miesiąca i dnia
Ceny:                     bilet ulgowy 13 zł, bilet normalny 15 zł




A co jeśli opcja Dobry Rodzic przegrywa z hamakiem, książką, telewizorem czy szeroko pojętym błogim lenistwem? My na szczęście możemy wtedy wybrać tryb Kochani Dziadkowie i wysłać Julka do ogródków działkowych. Malując drabinę, podlewając grządki czy po prostu pluskając się w malutkim baseniku bawi się równie dobrze co wśród wymyślnych atrakcji.

A Wy, jakie miejsca polecacie?


Udostępnij:

28 maja 2018

Jak przejąć kontrolę nad światem nie wychodząc z domu?



"TE KOBIETY MAJĄ NAPRAWDĘ ZWARIOWANE POCHWY" - Dorota Masłowska we wstępie do swojej książki stwierdziła, że pewnie nigdy nie będzie miała klikalności większej niż artykuły o takich właśnie nagłówkach, ale jednak dobry tytuł to połowa sukcesu. Dlatego swoim felietonom nadała zbiorową nazwę „Jak przejąć kontrolę nad światem nie wychodząc z domu” a ja postanowiłam ten tytuł bezczelnie skopiować, żeby sprawdzić, czy faktycznie będzie „się klikał”.

Książka Masłowskiej to zbiór artykułów pisanych w latach 2013-2016 do magazynu o kulturze dwutygodnik.com. Są doskonałe. Tak doskonałe, że wręcz wpędzają przeciętnego blogera w kompleksy. Można napisać o „Kuchennych rewolucjach”  siedem stron bitego tekstu tak, żeby to było mądre i żeby się czytało jednym tchem?  Okazuje się, że tak. Można napisać o „Portrecie Podwójnym” Magdaleny Grzebałtowskiej (o którym ja pisałam tu), tak żeby Zdzisław Beksiński stanął przed nami jak żywy? Owszem, można.

"W labiryncie", żródło: Onet
Ta pozycja to przekrojowy portret polskiego społeczeństwa z ostatnich czterech dekad na podstawie  popularnych wówczas książek, programów TV czy muzyki.  Zaczynamy w latach 80-tych, wśród myszy laboratoryjnych przy okazji serialu „W labiryncie”, w którym młodziutki Marek Kondrat z ledwo sypiącym się wąsem wcale nie przypomina późniejszego króla reklam telewizyjnym a Darek Kordek i Jan Jankowski jeszcze nie wiedzą, że ten serial okaże się największym osiągnięciem w ich karierze. Dalej mamy lata 90-te, czyli Dynastię i Muzykę Disco Polo, początek XXI wieku i Big Brother aż po czasy współczesne z Azją Express w tle.

Masłowska pisze o rzeczach, które stworzyły tożsamość narodową Polaków. O "dziełach", które zna każdy z nas i każdy może się o nich wypowiedzieć. Bo o ile nie wszyscy potrafią wyrecytować „Inwokację” z Pana Tadeusza, o tyle dowolny przechodzień zapytany na ulicy będzie umiał zanucić „Weź co chcesz, wszystko weź” Shazzy. Nieważne, czy jesteś dyrektorem w korpo, czy też może sprzątasz biuro tegoż, jesteś artystą, lekarzem lub po prostu spędzasz czas kulturalnie pijąc piwo pod Żabką – na pewno wiesz kim jest Gulczas, Blake Carrington czy sędzia Anna Maria Wesołowska.

Shazza. Żródło: http://superbiz.se.pl/galerie/176434/74066/shazza/

A jaki obraz Polski współczesnej jawi się w tej książce? W gruncie rzeczy, mimo poczucia humoru autorki iskrzącego z każdej strony,  jest to wizerunek bardzo smutny. To miejsce, gdzie patriotyzm oznacza "spuszczenie wpierdolu ciapatym", kobiecość to siedzenie cichutko i słuchanie jak mądrzy mężczyźni odbierają nam prawo stanowienia o własnym ciele, zdrowiu a nawet życiu a o tym co jest naprawdę męskie informują ze znawstwem panowie w sutannach.

Ta książka jest jak wino – myślę, że za kilkadziesiąt lat będzie jeszcze lepsza. Miło będzie w 2048 usiąść w bujanym fotelu z elektrycznym robotem masującym nogi u stóp i przypomnieć sobie, że wiele lat temu był taki zespół jak BAJM, na imprezy robiło się „mięsne jeże” za to nie było robotów masujących nogi. Ciekawe, czy ktoś będzie wówczas pamiętał o Kubie Wojewódzkim czy parze Rozenek-Majdan?

Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu [Dorota Masłowska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


"Jak przejąć kontrolę nad światem nie wychodząc z domu", 
 D. Masłowska

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Liczba Stron:    232

Kategoria:         zbiór felietonów





Udostępnij:

20 maja 2018

Cztery książki o mieście Łodzi

Tuwim
fot. Zuza Brzozowska

Nie ma zbyt dobrej reputacji. Zaniedbana, niebezpieczna, brudna i nudna. Miasto meneli. Jeżeli ktoś trzyma dzieci w beczkach, to właśnie tu. Najsłynniejszy cytat, jakże trafnie zresztą oddający niezwykły klimat tego miejsca, pochodzi z filmu „Nic śmiesznego” i brzmi: „Łódź, kurwa…” Gorszą opinią cieszy się chyba tylko Radom.

A ja przekornie ją uwielbiam. Za te kamienice, które wiecznie czekają na remont, za tę niewymuszoną  nonszalancję i za kluby,  w których obok siebie bawią się dresiarze, artyści i ludzie biznesu. Za Piotrkowską, która w piątek i sobotę jest niczym panna przesadnie wystrojona na bal a w niedzielę wygląda jak ostatni lump na ciężkim kacu.

To miasto nie jest wdzięcznym tematem dla pisarzy. O ileż łatwiej umieścić akcję w małym miasteczku albo przeciwnie – w Warszawie, gdy pisze się o świecie korpo czy w Krakowie, gdy bohaterami są artystyczne dusze. A jednak jest w Łodzi kilka ciekawych wątków, które przyciągnęły świat literacki. Oto najciekawsze.

"Ziemia obiecana" Władysław Reymont



"Ziemia obiecana", Władysław Reymont

Wydawnictwo: Bellona

Liczba Stron:    736

Kategoria:         literatura piękna




„Łódź się budziła. Pierwszy wrzaskliwy świst fabryczny rozdarł ciszę wczesnego poranku, a za nim we wszystkich stronach miasta zaczęły się zrywać coraz zgiełkliwiej inne i darły się chrapliwymi, niesfornymi głosami niby chór potwornych kogutów, piejących metalowymi gardzielami hasło do pracy.”


Klasyka literatury, której w tym zestawie nie mogło zabraknąć. Łódź Reymonta to przede wszystkim miasto fabryk – ciężkich maszyn, umęczonych ludzi harujących za marne pieniądze i przedsiębiorców liczących każdy grosz. To młoda metropolia, które dopiero zaczyna się rozrastać.

Końcówka XIX wieku to rzeczywiście ciekawy okres w dziejach miasta. Obok siebie żyli tu wówczas Polacy, Żydzi, Niemcy i Rosjanie. Fabryki rosły jak grzyby po deszczu – do tej pory można podziwiać zrewitalizowane budynki Pałacu Poznańskiego i Manufaktury, Białą Fabrykę Geyera (obecnie Muzeum Włókiennictwa) czy Lofty Scheiblera na Księżym Młynie.

Oprócz książki, warto obejrzeć również ekranizację z Danielem Olbrychskim i Kaliną Jędrusik w jednych z głównych ról i wsłuchać się w muzykę Wojciecha Kilara. Słynny walc zna w Łodzi chyba każdy a już na pewno biegacze – rozpoczyna on co roku bardzo popularny „Bieg Fabrykanta”.

Ziemia obiecana [Władysław Stanisław Reymont]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

"Ślepy Maks. Historia łódzkiego Ala Capone" Remigiusz Piotrowski

"Ślepy Maks", Remigiusz Piotrowski

Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN

Liczba Stron:    276

Kategoria:         biografia





"Łódź. Miasto w dwudziestoleciu międzywojennym jedyne w swoim rodzaju, pełne energii i polotu. Tam rozwijał się artystyczny geniusz Tuwima i Rubinsteina. Tam też, w zakazanych bałuckich zaułkach, rozlegały się strzały, powietrze przecinały ostrza noży, a z kieszeni ludzi w tajemniczy sposób znikały portfele. Łódź z tamtych czasów to miasto o wielu twarzach.”
Ślepy Maks, a właściwie Menachem Bornsztajn. Kim właściwie był? Królem dintojry? Panem bałuckiego podziemia? Łódzkim All Capone? A może prostaczkiem, którego jedyną siłą były pięści? Książka Piotrowskiego odpowie na to pytanie w bardzo dokładny sposób – czasem nawet zbyt dokładny, bo aż szkoda takie legendy odzierać z ich tajemnicy.

Ta książka to Łódź lat 20-tych i 30-tych ubiegłego wieku, a przede wszystkim półświatek rządzący Bałutami i Śródmieściem. Autor odgrzebał stare gazety, kroniki i na tej podstawie rekonstruował wydarzenia tamtych lat.

Czy można to było zrobić ciekawiej? Pewnie tak, jednak przyjemnie się czytało o takich miejscach jak Esplanada na Piotrkowskiej 100, Grand Hotel czy Bałucki Rynek. To punkty, które na mapie miasta istnieją do dziś. Dodatkowy smaczek stanowią oryginalne zdjęcia miasta z tamtych czasów.  


Ślepy Maks. Historia łódzkiego Ala Capone [Remigiusz Piotrowski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

"Biedni ludzie z miasta Łodzi" Steve Sem-Sandberg

"Biedni ludzie z miasta Łodzi", Steve Sem-Sandberg

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Tłumaczenie: Mariusz Kalinowski

Liczba Stron:    640

Kategoria:        literatura współczesna




O tych murach opowiadała mi babcia. Oddzielały część aryjską od żydowskiej. Mówiła o ludziach, którzy podchodzili pod nie aby od czasu do czasu ukradkiem przerzucić chleb na drugą stronę i o niemieckich żołnierzach patrolujących okolicę, którym zdarzało się przymykać oko na te niewielkie gesty.

Ale książka jest o tym, o czym moja babcia nie mogła mieć wówczas pojęcia – o tym, co działo się po drugiej stronie ściany. Główny bohater to Chaim Rumkowski zwany również Prezesem – Żyd zarządzający społecznością za murami getta. Mimo usilnych starań Sandberga aby przedstawić go jako postać niejednoznaczną, dla mnie jawi się on jako zło wcielone. Kolaboracja z Niemcami, molestowanie seksualne pracownic a także dzieci, to tylko niektóre z jego grzechów.  Na czym więc polegał fenomen tej postaci? Aby to zrozumieć trzeba zajrzeć do książki.

Poza treścią jest i warstwa wizualna. Zwróćcie uwagę na okładkę. To zdjęcie zostało zrobione przez głównego księgowego niemieckiego Zarządu Getta. Nie widać na  nim głodu, brudu, biedy. Idealny materiał propagandowy.

Na końcu książki znajdziecie mapkę getta – dla mieszkańców Łodzi, którzy znają te ulice, to prawdziwy rarytas. Zwłaszcza, że większość nazw pozostała bez zmian.


"Dziewczyny chcą się zabawić" Izabela Szolc, Adrianna Michalewska

"Dziewczyny chcą się zabawić", I. Szolc, A. Michalewska

Wydawnictwo: Muza

Liczba Stron:    479

Kategoria:        powieść obyczajowa



"Łódź dyszała, sapała niczym tuwimowska lokomotywa, była jak wielki, tłusty, obłąkany organizm, żyjący dzięki ciągłemu dopływowi ludzkiej energii, dzięki prawie milionowi mieszkańców, spoconych, szarych, nieodmiennie przekonanych o wyjątkowości miejsca w którym żyli.”

Łódź z tej książki już pamiętam – migające neony na Centralu, przepełnione autobusy, długaśne kolejki do sklepu rybnego o wdzięcznej nazwie RYBEX (który nota bene 30 lat później nadal pozostaje najlepszym sklepem rybnym w Łodzi o czym doskonale wiedzą tłumy koczujące przed nim przed każdą Wigilią).

„Dziewczyny chcą się zabawić” to wdzięczna powieść obyczajowa o czterech przyjaciółkach, którym przytrafiło się… po prostu życie. To marzenia, rozczarowania, miłości, konflikty z rodzicami. Czyta się to lekko, choć tematy wcale łatwe nie są. A wszystko to doprawione jest dusznym powietrzem z nowopowstałego osiedla Retkinia, z aspirujących do miana Manhattanu najwyższych łódzkich wieżowców i oczywiście z ledwo zipiących lecz nieśmiertelnych kamienic.

Ta książka to pierwsza część serii, mam wrażenie że autorki dopiero się rozkręcają. Bardzo czekam na ciąg dalszy.

Kamienice
fot. Zuza Brzozowska


To jest właśnie moje miasto i jego stuletnia historia  - od końcówki XIX do lat 80-tych ubiegłego stulecia. A jakie jest teraz? No cóż, maruderzy na pewno nadal mieliby tu dużo do powiedzenia – że wieczne remonty, że ciągle niewiele się dzieje poza Piotrkowską, że to, że tamto.

A ja uwielbiam kolorową Stajnię Jednorożców, klimat Off Piotrkowskiej, Kino Charlie, Kaliską, Park Źródliska i jeszcze kilka innych miejsc, z których wspomnienia nieodmiennie wywołują uśmiech na mojej twarzy.  

Zdaję sobie sprawę, że pewnie dla niewielu z was Łódź jest na pierwszym miejscu na turystycznej mapie Polski. Ale może zmienisz zdanie? Łatwo pojechać do Wrocławia, Gdańska czy Krakowa i zachwycać się każdym kamieniem. Trudniej przyjechać tutaj i odkrywać ten nieuchwytny na pierwszy rzut oka urok. To jak, odważysz się?   

Piotrkowska
fot. Zuza Brzozowska


Udostępnij:

7 maja 2018

Cztery książki popularnonaukowe, które wciągają jak dobry kryminał

literatura popularnonaukowa

Dlaczego czytamy książki? Jedni po to, aby oderwać się od rzeczywistości, zanurzyć w zupełnie innym świecie – Ci są fanami fantastyki, romansów, powieści obyczajowych. Inni czytają by poczuć dreszczyk emocji, rozruszać mózg rozwikłując jakąś zagadkę – to fani thrillerów, kryminałów, sensacji i książek szpiegowskich. Jeszcze inni chcą po prostu pogłębić swoją wiedzę na dany temat – to ci, którzy czytają reportaże lub książki popularnonaukowe.

Ja czytam wszystkiego po trochu, choć przyznam, że największą przyjemność sprawiają mi dwa ostatnie gatunki, wielu czytelnikom kojarzącym się z… nudą. Nic bardziej mylnego. W Internecie znajdziecie mnóstwo artykułów o „reportażach, które czyta się jak kryminał” i wcale mnie to nie dziwi – życie pisze czasem scenariusze, o jakich największym powieściopisarzom się nie śniło.

A co z literaturą popularnonaukową? To też wcale nie są nudne książki, w rodzaju tych, które musiałeś wkuwać na pamięć podczas studiów. Tutaj również mogą być fascynujące historie, nieoczekiwane zwroty akcji i emocje jeżące włos na głowie. Oto cztery książki, które nie tylko stanowią kopalnię wiedzy, ale także są po prostu arcyciekawe.

"Od zwierząt do bogów. Krótka historia ludzości ", Yuval Noah Harari

Sapiens. Od zwierząt do bogów
"Od zwierząt do bogów.", Yuval Noah Harari

Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN

Tłumaczenie:    Justyn Hunia

Liczba Stron:    528

Kategoria:         popularnonaukowa



Historia najbardziej intrygującego przedstawiciela fauny żyjącego na Ziemi. Kilkadziesiąt tysięcy lat temu był jednym z wielu zwierząt żyjącym gdzieś w Afryce, jednak przez lata ewolucji zdołał wybić się ponad inne gatunki, zapanować nad nimi i nad całą planetą. Człowiek –najinteligentniejsza ale i najgroźniejsza z żywych istot.   

Yuval Noah Harari opowiada dzieje homo sapiens tak, jakby to była doskonała powieść przygodowa. Przeprowadza nas przez trzy rewolucje – poznawczą, agrarną i naukową, krok po kroku wyjaśniając np. w jaki sposób to właśnie człowiek zdołał opanować świat, dlaczego na świecie pojawiły się pieniądze, po co ludziom religia i jak budowano i burzono imperia. Historia, którą każdy powinien poznać. 

Od zwierząt do bogów. Krótka historia ludzkości [Yuval Noah Harari]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

"Mięsoholicy", Marta Zaraska

Marta Zaraska"Mięsoholicy" Marta Zaraska

Wydawnictwo:  Czarna Owca

Tłumaczenie:    Sławomir Paruszewski

Liczba Stron:    374

Kategoria:         popularnonaukowe




O tej książce pisałam już jakiś czas temu tutaj. Marta Zaraska opisała dzieje mięsożerców począwszy od małej drapieżnej bakterii, która pojawiła się na naszej planecie 1,5 miliarda lat temu aż po dzień dzisiejszy.
Z książki dowiesz się, dlaczego człowiek pierwotny zaczął polować, jak przez zwyczaje żywieniowe na przestrzeni tysięcy lat zmieniał się jego mózg, jelita i inne organy. To także fantastyczna podróż po różnych kulturach – dlaczego w Korei jada się psy a w Europie jest to nie do pomyślenia? Dlaczego przez wieki w Japonii prawie w ogóle nie jadało się mięsa?

Dowiesz się jak smakuje świerszcz, wołowina stworzona z marchewki oraz czy mięso można uzależniać tak samo jak papierosy lub narkotyki.  To fascynująca podróż literacka, którą powinni odbyć zarówno ortodoksyjni wegetarianie jak i zapaleni mięsożercy.

Mięsoholicy [Marta Zaraska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

"Stulecie chirurgów", Jurgen Thorwald

Jurgen Thorwald"Stulecie chirurgów" Jurgen Thorwald

Wydawnictwo:  Znak

Tłumaczenie:    Karol Bunsch

Liczba Stron:    536

Kategoria:         popularnonaukowe





Jest zima 1809 roku. Eprim McDowell, lekarz z Kentucky, zostaje wezwany do pani Jane Crowford. Kobieta cierpi na ogromne bóle brzucha. Oficjalna diagnoza to przenoszona ciąża, jednak McDowell stwierdza że to torbiel na jajnikach. Decyduje się zabrać kobietę do siebie domu i… otworzyć jamę brzuszną.

Zabieg przeprowadza bez znieczulenia, które wtedy po prostu nie istaniało. Wydobywa z ciała kobiety dziesięciokilogramową torbiel przedłużając pacjentce życie o 32 lata. Tym samym przechodzi do historii jako osoba, która przeprowadziła pierwszą na świecie operację.

Ale ta opowieść to dopiero początek. Z książki dowiesz się jakie były dzieje wynalezienia znieczulenia – gazu rozweselającego, eteru a w końcu chloroformu, jaką walkę stoczono aby lekarze myli ręce przed operacjami a także w jaki sposób miłość przyczyniła się do… wynalezienia gumowych rękawiczek. Jest również wątek polski – o ogromnej roli Rydygiera w początkowej historii chirurgii.

Książka o strachu, nadziei, rozczarowaniu i pokonywaniu barier. Mądra i bardzo ciekawie napisana. Nie tylko dla ludzi związanych z medycyną.

Stulecie Chirurgów [Jürgen Thorwald]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

"Pasożyty w twoim mózgu", Kathleen McAuliffe

Katleen McAuliffe"Pasożyty w twoim mózgu" Kathleen McAuffe

Wydawnictwo:  Czarna Owca

Tłumaczenie:    Grażyna Daniel-Schuwald

Liczba Stron:    336

Kategoria:         popularnonaukowe





Pasożyt żerujący na świerszczu sprawia, że ten stroniący zazwyczaj od wody owad nagle chętnie zażywa kąpieli w jeziorze. Pająk, którym zainteresuje się pasożytnicza osa, zamiast zaplatać misterną sieć będzie snuł kokon specjalnie dla niej.

A co z ludźmi? Na człowieku żeruje około 1400 różnych pasożytów – w każdym razie o tylu wiemy. Czy Ci mali manipulanci mogą w jakiś sposób wpływają na nasze zwyczaje czy poczucie estetyki? Czy mogą kształtować nasz temperament i wartości?

Katleen McAuliffe przedstawia szereg badań, którymi udowadnia, w jaki sposób pasożyty i bakterie którymi się otaczamy kształtują na naszą dietę, charakter, podejście do religii a nawet… poglądy polityczne. Czy wiesz, że chorzy na toksoplazmozę – bardzo popularną wśród ludzi chorobę, zmieniają swój styl ubierania a także… bardziej agresywnie prowadzą samochód?

To tylko jeden z licznych wątków podjętych w tej książce. Dla tych o silnych nerwach i niskiej wrażliwości jest również wkładka ze zdjęciami, ja ją pominęłam.

Pasożyty w twoim mózgu [Kathleen McAuliffe]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Człowiek żyje tak długo, dopóki uczy się czegoś nowego. Dlatego bardzo się cieszę, że książki popularnonaukowe są napisane coraz ciekawszym językiem a co za tym idzie – stają się coraz łatwiejsze do przyswojenia. 


Która z tych pozycji wydaje Ci się najciekawsza? A może jest jeszcze jakaś inna dziedzina, o której miałbyś ochotę poczytać? Daj znać w komentarzu a ja postaram się znaleźć odpowiednią literaturę. 

Udostępnij: