20 sierpnia 2018

„In hoc signo vinces” czyli Beksiński w Warszawie


Zdzisław Beksiński

O Zdzisławie Beksińskim było ostatnio bardzo głośno.  Po pierwsze za sprawą doskonałej książki Magdaleny Grzebałkowskiej pt: „Beksińcy. Portret podwójny.”, o której pisałam tutaj. Po drugie, dzięki nagrodzonemu Złotymi Lwami na festiwalu w Gdyni filmowi „Ostatnia rodzina”Jana P. Matuszyńskiego.  
Skoro więc wiemy już jak żył i umarł słynny malarz, a także jego syn, żona, matka i teściowa, może warto również przyjrzeć się jego sztuce? Do końca września jest ku temu doskonała okazja: wystawa „In hoc signo vinces” w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej.
Zdzisław Beksiński

Nie wszyscy wiedzą, że Beksiński swoją drogę artystyczną rozpoczął nie od malarstwa, lecz od fotografii. Dopiero później zaczął go pociągać rysunek a w końcu malowanie obrazów. I właśnie z takich trzech części składa się stołeczna wystawa.
Zaczynamy od obrazów. Są niepokojące, mroczne, trochę makabryczne. Mnie, po raz pierwszy oglądającej te prace na żywo, rzuca się w oczy mnogość detali niemożliwych do uchwycenia na reprodukcjach w książce czy zdjęciach w Internecie. Przed obrazami można stać i stać i wyszukiwać drobiazgi, które nadają dziełu coraz to inne znaczenie.
Mój mąż zwraca uwagę na jeszcze coś innego – niektóre z obrazów sprawiają wrażenie trójwymiarowych. W zależności od kąta, pod którym patrzymy, można dostrzec np. wystającą z obrazu nogę szkieletu. To oczywiście złudzenie, ale szalenie sugestywne.
Zdzisław Beksiński

W dalszej części znajdują zdjęcia. Ludzie, miejsca, ale wszystko podane w nietypowy sposób. Pierwszy raz miałam styczność ze zdjęciami Beksińskiego i muszę przyznać, że rzucają na kolana. Mistrz miał to coś, czego potrzeba dobremu fotografowi – niesamowite oko i wyczucie chwili. Żadne z jego zdjęć nie jest „ładne” w klasyczny sposób, ale są tak zrobione, że zostają w pamięci na długo.
Na końcu ryciny. One również przyciągają przede wszystkim mnogością detali, które dostrzec o wiele łatwiej niż na obrazach.  Mimo wszystko ta część podobała mi się najmniej – nie mogłam odnaleźć w rysunkach tej głębi czy może tych cieni, które tak fascynują w obrazach. 
I jeszcze mała dygresja: Zwiedzając różne wystawy zazwyczaj zabieramy ze sobą dzieci – po prostu nie mamy co z nimi zrobić. Do tej pory Julek na wszystkie wystawy reagował dość obojętnie, nie licząc „Dali kontra Warhol”, która śmiertelnie go znudziła i zmusiła Bartka do zwiedzenia jej w tempie ekspresowym (ale niewiele stracił, o czym pisałam tutaj).
Zdzisław Beksiński

Tym razem było inaczej. Julek (lat 3,5) po raz pierwszy był zaciekawiony obrazami. Zatrzymywał się przed każdym, pytał: „Mama, a ten to co to za jeden?” a potem sam opowiadał co widzi na obrazie i jakie uczucia się z tym wiążą. Co ciekawe, często dostrzegał to, co mnie umknęło. Móc popatrzeć na sztukę oczami trzylatka – świetne doświadczenie.
Zwiedzenie całej wystawy powinno wam zająć od 30 minut do godziny. Macie czas jeszcze tylko do końca września, więc warto to sobie zaplanować. Nie ma wejść na godziny, można przyjść o dowolnej porze.
  • Gdzie?  ul. Dziekania 1, obok Archikatedry Warszawskiej św. Jana na Starym Mieście
  • Do kiedy?  30 września 2018 r
  • Godziny: wt. – sob. : 12:00- 18:00; ndz.: 12:00-16:00
  • Ceny: 20 zł bilet normalny; 15 zł bilet ulgowy


Udostępnij:

7 sierpnia 2018

Sześciu polskich pisarzy książek kryminalnych i sensacyjnych, z którymi warto spędzić lato

Polskie kryminały


Inteligentni, z poczuciem humoru i potrafią składać zdania wielokrotnie złożone. Wymarzeni partnerzy na wakacje. Oto lista mężczyzn, z którymi fani kryminałów i sensacji będą w tym roku bawić się najlepiej. Bez względu na płeć.

Wojtek Miłoszewski

Nazwisko jakby znajome tylko imię za bardzo się nie zgadza… Tak, dobrze kojarzysz. Wojtek Miłoszewski to brat słynnego Zygmunta  - autora bestsellerowej trylogii z Teodorem Szackim w roli głównej. Swoimi debiutancką powieścią „Inwazja” i będącą jej kontynuacją „Farbą” udowodnił, że nie odstaje od brata ani trochę. 
A co, gdyby po aneksji Krymu Rosja nie zatrzymała się i poszła dalej – na Polskę? Taki właśnie scenariusz narysował autor. Jak zachowałby się Andrzej Duda i nasz dumny z silnej Polski rząd? Co zrobiłaby Angela Merkel? A Donald Trump? Czy Polska mogłaby liczyć na pomoc zachodu? Tego właśnie dowiesz się z „Inwazji”.
Ale spokojnie, to nie jest książka polityczna. Kiedy na na nasz kraj zaczynają spadać bomby ludzkie losy zaczynają układać się w tragiczne, lecz bardzo ciekawe wątki. Jedni wstępują do wojska, inni korzystają z okazji by zbić majątek, jeszcze inni po prostu usiłują przetrwać. Jedno jest pewne – nudno nie będzie.
Druga część, czyli „Farba” zaczyna się z przytupem. Władimir Putin mianuje się… carem i zaczyna planować ekspansję na zachód. A tymczasem na terenach dawnej Polski trwa rosyjska okupacja…
W drugiej części mniej postawiono na wątki obyczajowe a bardziej na wojenne. Dużo jest opisów walk i różnorakich akcji sabotażowo-dywersyjnych. Mnie bardziej podobała się część pierwsza, ale zdania są podzielone. Tak czy siak, na pewno jeżeli sięgniesz po część pierwszą, nie oprzesz się i kontynuacji.
Oceny: 8/10 za „Inwazję” i 7/10 za „Farbę”
Polecam również w formie audiobooków. 

Wojtek Miłoszewski
"Inwazja" Wojtek Miłoszewski

Wydawnictwo: W.A.B.
                                              
Liczba Stron:    500

Kategoria:          sensacja



Inwazja [Wojtek Miłoszewski]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE


Wojtek Miłoszewski
"Farba" Wojtek Miłoszewski

Wydawnictwo: W.A.B.
                                              
Liczba Stron:    640

Kategoria:          sensacja



Farba [Wojtek Miłoszewski]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

Marcin Wroński

O serii kryminalnej z Zygą Maciejewskim pisałam na blogu już kilkukrotnie: tutaj, tutaj i tutaj. Za każdym razem były to panegiryki na cześć autora. No,  poza ostatnim wpisem. Nie, książka nie była zła. Była bardzo dobra. Ale „Czas Herkulesów”, bo o tej pozycji mowa, był oszustwem. Nie można ot tak zostawić przyjaciela, a chyba tym był Zyga dla Marcina Wrońskiego, w latach 50-tych w totalnej rozsypce…  Po książce, która miała być ostatnią z serii spodziewałam się zdecydowanie czegoś więcej i czułam ogromny niedosyt.
Jeżeli czuliście podobnie jak ja – „Gliny z innej gliny” wynagrodzą wszystkie nerwy i ukoją smutki. Oto zamknięcie jakiego się spodziewamy, dokończenie historii z prawdziwego zdarzenia. Ta książka to zbiór opowiadań – co ciekawe, napisanych nie tylko przez Wrońskiego. Swoją cegiełkę dołożyli również Ryszard Ćwirlej, Robert Ostaszewski i Andrzej Pilipiuk.
Dla fanów Zygi Maciejewskiego to prawdziwa gratka – mamy tu osiem opowiadań dziejących się od lat 20 do lat 80tych XX wieku a kilka zahacza również o czasy współczesne. Dzięki temu poznajemy dalsze losy nie tylko Zygi i Róży ale także ich syna Olka. Jest to druga w kolejności (zaraz po „Pogrom w przyszły wtorek”) moja ulubiona książka z całej serii. Panie Marcinie – dziękuję! 9/10.
Książka dostępna jest również w formie audiobooka. 

Marcin Wroński
"Gliny z innej gliny" Marcin Wroński

Wydawnictwo: W.A.B.
                                              
Liczba Stron:    320

Kategoria:         kryminał




Gliny z innej gliny [Marcin Wroński, Andrzej Pilipiuk, Robert Ostaszewski, Ryszard Ćwirlej]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Przemysław Żarski

Kolejny po Wojtku Miłoszewskim debiutant wśród wymienionych panów. Jednak „Umwelt” niestety nie umywa się do „Inwazji”. Nie jest źle – jest ciekawie zawiązana intryga, dużo psychologii i dobre zakończenie. Ale… czegoś zabrakło.
W parku zostaje zamordowana nauczycielka. W jej płaszczu policja znajduje pewien gatunek motyla. Kilka dni później ginie pewien lekarz. I tam na miejscu zbrodni pojawia się ów owad. Pozornie te osoby nie mają ze sobą nic wspólnego jednak po jakimś czasie okazuje się, że łączy ich pewne tragiczne zdarzenie sprzed kilku lat…
I wszystko w tej książce byłoby dobre, gdyby nie to, że każdy, ale to każdy z bohaterów okazuje się niesympatycznym i agresywnym cynikiem. Nieważne, czy są to policjanci, świadkowie czy nawet rodzice ofiar. Wszyscy są tacy sami, zachowują się w ten sam arogancki sposób. Trudno nie odnieść wrażenia, że w ten właśnie sposób autor postrzega świat wokół siebie i nie jest to miły memu oku obrazek. Ocena tylko 4/10.

Przemysław Żarski
"Umwelt" Przemysław Żarski

Wydawnictwo: Muza
                                              
Liczba Stron:    448

Kategoria:         kryminał



Umwelt [Przemysław Żarski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Krzysztof Bochus

„Szkarłatna Głębia” to trzecia z serii powieści Bochusa z Christianem Abellem w roli głównej. Ale jeżeli podobnie jak ja nie czytałeś pierwszych dwóch książek – nie martw się. Akurat w tym przypadku można zacząć od środka bez szkody dla zrozumienia treści.
Elbląg, lata 30-te. W domu modlitwy zostaje znaleziony starszy gminy mennonickiej. W wyniku śledztwa okazuje się, że zbrodnia może mieć związek z samobójstwem jego żony sprzed wielu lat…
Hermetyczna społeczność, tajemnicza wspólnota, romans z dawnych lat i do tego coraz ciemniejsze chmury nad światem tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej. Klimat nie jest może tak realistyczny jak u Wrońskiego, ale nie jest źle.  Fanom gatunku spodoba się na pewno. Moja  ocena to 6/10.

Krzysztof Bochus
"Szkarłatna Głębia" Krzysztof Bochus

Wydawnictwo: Muza
                                              
Liczba Stron:    416

Kategoria:         kryminał



Szkarłatna głębia [Krzysztof  Bochus]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Remigiusz Mróz

Najbardziej płodny polski pisarz. Wydaje około sześciu książek rocznie. Trudno za nim nadążyć. Ja pisałam już o pozycjach wydanych pod pseudonimem Ove Logmansbo (tutaj i tutaj) oraz o serii politycznej we wpisie „Książki dla miłośników serialu House of Cards”.
A dzisiaj o typowym Mrozowym kryminale – ze wszystkich dostępnych na rynku (a jest ich naprawdę sporo) wybrałam „Behawiorystę”. 
Znasz „dylemat wagonika”? Wagonik kolejki pędzi w dół po torach niekontrolowany przez nikogo. Na jego drodze pewien szaleniec przywiązał do torów pięciu ludzi. Ale możesz przestawić zwrotnicę i w ten sposób skierować wagonik na drugi tor, do którego przywiązany jest jeden człowiek. Co powinieneś zrobić?
Przed tego typu dylematami stawia internautów „Kompozytor” – porywacz igrający z policją, mediami i… swoimi widzami. Naprzeciw niego,w drugim narożniku, Mróz postawił Gerarda Edlinga – skompromitowanego jakiś czas temu prokuratora i behawiorystę.
Ciekawa rozgrywka psychologiczna, zaskakujące zakończenie sprawiają, że oceniam całość na 7/10 punktów. Naprawdę nieźle. Książka dostępna również w formie audiobooka. 

"Behawiorysta" Remigiusz Mróz

Wydawnictwo: Filia
                                              
Liczba Stron:    496

Kategoria:         kryminał



Behawiorysta [Remigiusz Mróz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 Ryszard Ćwirlej

Moje tegoroczne kryminalne odkrycie. Jakim cudem nie znałam wcześniej tego pana – nie mam pojęcia.  „Masz to jak w banku” to już dziewiąty tom z cyklu „Milicjanci z Poznania”, ale spokojnie – podobnie jak w przypadku „Szkarłatnej Głębi” tak i tutaj bez szkody dla wątku można zacząć od środka. A nawet od końca.
Jest rok 1989. W Warszawie trwają obrady Okrągłego Stołu a w Poznaniu ktoś zaczyna mordować cinkciarzy. Kto? W sumie mało kogo to obchodzi, a już najmniej tamtejszą milicję. Śledztwo toczy się mimochodem między wódką, zakąską a kolejnym Carmenem. Te książki chyba najlepiej ze wszystkich oddają prawdziwą milicyjną, ale i policyjną niestety, rzeczywistość.
Książki doskonale oddają obyczajowość końcówki PRLu – moda, rozmowy, nazwy ulic są żywcem przeniesione z serialu „07 Zgłoś się” – dla fanów serialu książki Ćwierleja to na pewno pozycje obowiązkowe. Ja po przeczytaniu „Masz to jak w banku” na pewno sięgnę po pozostałe książki z serii i już nie mogę się doczekać tej przygody.  Tę część wyceniam na 8/10.
Ryszard Ćwirlej
"Masz to jak w banku" Ryszard Ćwirlej

Wydawnictwo: MUZA
                                              
Liczba Stron:    480

Kategoria:         kryminał




Masz to jak w banku [Ryszard Ćwirlej]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Udostępnij:

26 lipca 2018

Pięć reportaży, w których zdjęcia rzucają na kolana


Reportaże lubię z kilku powodów: po pierwsze można się z nich czegoś nauczyć a mój niedoedukowany w zakresie historii i geografii mózg chłonie tę wiedzę jak gąbka. Po drugie – historie prawdziwe robią na mnie o wiele większe wrażenie i dostarczają zupełnie innych emocji niż te stworzone w umysłach choćby najlepszych pisarzy. I po trzecie – zdjęcia. Zwłaszcza te z reportaży historycznych pozwalają  wejść  w skórę bohaterów, poczuć ich strach, ekscytację, smutek, szczęście. Dzisiaj pięć książek, które warto poznać nie tylko ze względu na ciekawą treść, ale także właśnie ze względu na przejmujące fotografie.


1. "Żeby nie było śladów" Cezary Łazarewicz

Śmierć Grzegorza Przemyka

O tej książce pisałam już dwukrotnie – kiedy w 2017 otrzymała nagrodę NIKE tu i w poście opisującym 12 polskich książek wyróżnionych w 2017 roku tu
Sprawa zamordowania Grzegorza Przemyka była jedną z najgłośniejszych zbrodni lat 80-tych w Polsce. Nic więc dziwnego, że została również gruntownie udokumentowana. W doskonałej książce Cezarego Łazarewicza oprócz rzetelnej relacji z tamtych wydarzeń a także z późniejszego procesu znajdziesz całe mnóstwo zdjęć: samego Grześka, jego rodziny, pogrzebu, manifestacji a także ulotek propagandowych i procesu. Wszystko to nie tylko przybliża duszną atmosferę stanu wojennego. Zdjęcia pogrzebu uświadamiają przede wszystkim jak ogromne poruszenie wywołała ta pojedyncza śmierć, którą ja i pewnie wielu z was kojarzy już tylko jako kolejny news w Wiadomościach w latach 90-tych.  A wtedy, zaraz po tej bezsensownej śmierci, w ludziach coś pękło. Na zdjęciach tłumów w ciszy żegnających chłopca czuć gorycz, która przelała się w wielu sercach. 

Cezary Łazarewicz
"Żeby nie było śladów" Cezary Łazarewicz

Wydawnictwo: Czarne
                                              
Liczba Stron:    316

Kategoria:          reportaż









Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka [Cezary Łazarewicz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

2. "1945. Wojna i pokój" Magdalena Grzebałkowska

Magdalena Grzebałtowska


Rok 1945, mimo że był rokiem końca wojny, nie był rokiem rozpoczęcia pokoju. I paradoksalnie wcale nie był to rok dla naszego kraju szczęśliwy. Wszechobecna nędza, okaleczenie i próba odbudowania normalnego życia na zgliszczach. Grzebałkowska wiele miejsca poświęca zarówno ofiarom jak i katom – jak wszystkie jej reportaże tak i ten pokazuje wiele wymiarów historii i udowadnia, że nic nie jest tylko czarne i białe a odcieni szarości jest nieskończenie wiele.

Pomiędzy reportażami dziennikarka zamieściła ogłoszenia z gazet z tamtych lat – one chyba najlepiej oddają ówczesną rzeczywistość. Ogłoszenia „przygarnę sierotę” lub „oddam dziecko w dobre ręce” gdzieś pomiędzy „usługami szewskimi” sprawiają, że oczy otwierają się szerzej na tę epokę.
No i zdjęcia – niech to, które zamieściłam powyżej wystarczy za tysiąc słów.

Magdalena Grzebałtowska
"1945. Wojna i pokój" Magdalena Grzebałkowska

Wydawnictwo: Agora SA
                                              
Liczba Stron:    420

Kategoria:         reportaż










1945 [Magdalena Grzebałkowska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

3. "1968. Czasy nadchodzą nowe" Ewa Winnicka, Cezary Łazarewicz

Ewa Winnicka Cezary Łazarewicz

Ten reportaż bardzo mnie zaskoczył. Rok 1968 kojarzy mi się przede wszystkim z masowymi wysiedleniami  Żydów z Polski i myślałam, że tego właśnie będzie dotyczyła książka. A tymczasem tematyka reportaży jest o wiele bardziej zróżnicowana –owszem, prześladowaniom semitów poświęcona jest spora ich część, ale rok 1968 to także moment, kiedy John Lennon poznaje Yoko Ono a Beatlesi tworzą piosenkę Hej Jude i Revolution, giną Martin Luther King i Robert Kennedy a wojska Układu Warszawskiego atakują Czechosłowację. Bez wątpienia był to rok wyjątkowy dla świata. 
Najbardziej podobały mi się reportaże, których bohaterami byli Roman Goupil – człowiek, który jako szesnastolatek wywołał w 1968 roku rewolucję w Paryżu oraz o Romanie Polańskim, kręcącym wówczas jeden ze swoich najlepszych filmów -  kultowe już „Dziecko Rosemary”. To był ostatni rok pewnego etapu w życiu reżysera – przyznam, że dziwnie czyta się o jego życiu prywatnym i wielkiej miłości do Sharon Tate, mając w głowie masakrę, która wydarzyła się kilka miesięcy później.
A zdjęcia? Nic tak nie podkreśla różnicy pomiędzy siermiężnym życiem w szarym PRLu a kolorową, hippisowską rzeczywistością USA czy Wielkiej Brytanii jak fotografie. Sięgnijcie po książkę a spotkacie młodziutkiego Romana Polańskiego i Beatlesów u szczytu sławy, weźmiecie udział w protestach organizowanych przez studentów po usunięciu „Dziadów” z repertuaru „Teatru Narodowego” i zobaczycie akcje pacyfikacyjne ZOMO i ORMO. Warto.

Winnicka Łazarewicz
"1968. Czasy nadchodzą nowe" E.Winnicka, C.Łazarewicz

Wydawnictwo: Agora SA
                                              
Liczba Stron:    456

Kategoria:         reportaż










4. "Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość" Katarzyna Surmiak-Domańska

Katarzyna Surmiak-Domańska

O tej książce pisałam na blogu kilka lat temu – tutaj

Mimo, że przeczytałam ją w 2016 roku, wciąż mam ją żywo w pamięci.

Wydawałoby się, że w obecnym świecie, w którym króluje humanitaryzm, liberalizm i poprawność polityczna nie ma miejsca na takie organizacje jak Ku Klux Klan. Nic bardziej mylnego.  Bractwo wciąż istnieje i ma się świetnie.

Katarzyna Surmiak-Domańska trafia do Harrison – miasteczka doskonałego. Wszyscy są tam do siebie podobni – to biali dobrzy chrześcijanie, wśród których nie ma generujących konflikty różnic klasowych. Brzmi jak z horroru? I uwierzcie mi, trochę tak jest.

Oprócz wielu interesujących wywiadów, w książce są też zdjęcia. Zarówno te z dawnych lat jak i te współczesne robią ogromne wrażenie. Jeżeli myślałeś, że ten świat istnieje już tylko w filmach, nie mogłeś być bardziej w błędzie. Wystarczy spojrzeć na fotografie w książce.

"Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość" K. Surmiak-Domańska


Wydawnictwo: Czarne

                                              

Liczba Stron:    296

Kategoria:         reportaż












Ku Klux Klan [Katarzyna Surmiak-Domańska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

5. "Dziewczęta z Auschwitz" Sylwia Winnik

Sylwia Winnik

Ze zdjęć spoglądają na nas młodziutkie kobiety, czasem kilkuletnie dziewczyny. Niektóre w sukniach ślubnych, inne w komunijnych. Czasem z narzeczonym, który gdzieś tam przepadł w otchłani wojny. Są również zdjęcia tych kobiet zrobione dziś. To już staruszki, ale mają w oczach ogromną siłę, daną pewnie tylko ludziom, którzy przeszli przez piekło obozu.
Oprócz fotografii z archiwum rodzinnych tytułowych Dziewcząt w książce zamieszczono fotografie z Albumu Lily Jacob. Ten album, to zbiór, w którym znajduje się prawie 200 zdjęć zrobionych w ostatnich latach wojny przez samych nazistów pracujących w obozach. Lily Jacob – więźniarka obozu, podczas wyzwolenia znalazła i przechowała cenne dokumenty a następnie przekazała izraelskiemu Instytutowi Pamięci Yad Vashem. Na jednej z fotografii odnalazła nawet samą siebie.
Te zdjęcia jak żadne inne pokazują prawdziwe obozowe życie – przyjmowanie więźniów z transportu, selekcje, wykonywanie prac i warunki życiowe. Dla nich i dla dwunastu opowieści kobiet, które przetrwały, warto sięgnąć po tę książkę.
Więcej o tej pozycji pisałam tutaj

"Dziewczęta z Auschwitz" Sylwia Winnik


Wydawnictwo: Muza

                                              

Liczba Stron:    304

Kategoria:         reportaż











Dziewczęta z Auschwitz [Sylwia Winnik]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

A teraz pytanie do fanów reportażu: dorzucilibyście coś do tej listy?

Udostępnij:

12 lipca 2018

A ja żem jej powiedziała...




Jest kilka rodzajów książek, po które z zasady nie sięgam:
Po pierwsze: książki z męskimi brzuchami na okładce, których ostatnio na rynku czytelniczym pojawiła się cała masa. Powód to temat na oddzielną notatkę, bo uwierzcie mi - jest o czym pisać. Wyjątek zrobiłam dla „Stulecia chirurgów” (recenzję znajdziesz tu) i było warto, co tylko potwierdza obowiązującą w mojej głowie regułę.

Po drugie: książki ze słodkimi szczeniaczkami na okładce. Nie żebym nie lubiła słodkich szczeniaczków (fajne męskie brzuchy zresztą też lubię), ale jednak nie. Przeczytałam jedną w zeszłym roku i tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że nigdy więcej.

Po trzecie: książki celebrytów. Czasem mam wrażenie, że więcej osób pisze niż czyta. I to na dodatek pisze o  rzeczach, o których nie do końca mają pojęcie. Anna Powierza napisała książkę pt:  „Jak zostać sławną” (ręka do góry kto wie kim jest „sławna” Anna Powierza), Kinga Rusin o prawdziwym życiu, Ilona Felicjańska o byciu niezniszczalną a Dominika Gwit o drodze do szczupłej sylwetki. Litości…

Ale i w tym przypadku czasem robię wyjątki: przeczytałam „Gen wewnętrznej wolności” Macieja Stuhra – naprawdę niezła (recenzja tu). Może dlatego, że ze Stuhra taki celebryta jak z koziej dupy trąbka, za to w sztuce pisania ćwiczy się regularnie jako felietonista.

Przeczytałam „Spowiedź heretyka” Adama Darskiego (recenzja tutaj). Bo Nergal to facet inteligentny, kontrowersyjny, poglądy ma wyraziste i ciekawe. A książka wyszła o niczym. Być może to wina osoby przeprowadzającej wywiad – po prostu jeżeli widzisz że patronem medialnym danej pozycji jest „Gala” , trzymaj się od niej z daleka.



I teraz wyjątek numer trzy: przeczytałam książkę Kaśki. Nie wielmożnej pani Katarzyny Nosowskiej,  nie super star Kejt czy może Kejtrin ale właśnie Kaśki – kobiety, która zna mnie od dawna. No bo jak inaczej umiałaby ubrać w słowa piosenek moje myśli i uczucia? Ja nie znam jej prawie wcale – nie pojawia się na Pudelku, nie Tańczy z Gwiazdami, nie jeździ do Azji, nawet na Pytania na śniadanie właściwie nie odpowiada. „A ja żem jej powiedziała” to właśnie okazja, by Kaśkę poznać lepiej.

No to jaka ona jest? Ma do siebie dystans, to pewne. I ogromne poczucie humoru. Czasem wychodzi z niej ciotka Klotka, która przestrzega młode dziewczyny przed szukaniem wielkiej miłości poprzez łapanie faceta w klubie a czasem nowoczesna matka witająca się z synem per „Elo”.


Książka bije obecnie rekordy popularności i wcale mnie to nie dziwi. Jest króciutka, świetnie wydana (kolorowa, dużo obrazków i tekstów pisanych dużą czcionką - vide: zdjęcia w tej notatce) a pióro Nosowskiej jest leciutkie niczym najdelikatniejszy puszek z gęsiego ogona.

Momentami jest śmiesznie, nawet bardzo. Rozdziały o diecie zmieniającej rysy twarzy lub dzień z życia „Kim Kardashian” nadają się na stand-up.  Jestem pewna że byłyby hitem na Youtube. Ale jest też refleksyjnie. O zdradzie, o życiu z alkoholikiem, o przemijaniu.

Nie zawsze się zgadzamy. Np gdy Kaśka pisze, że manifestacje nie zmieniają świata więc zamiast pikietować powinno się zrobić porządek w swoim ogródku. Albo, że kobietom podrywającym mężczyzn w gruncie rzeczy zawsze tylko jedno w głowie: ślub.

Więcej nas dzieli niż łączy, ale może dlatego tak ją lubię? Coś na zasadzie „przeciwieństwa się przyciągają”?  Nie noszę się na czarno, nad swoją figurą nie zastanawiam się wcale a aktywności sportowe uwielbiam. Za to ni w ząb nie umiem śpiewać (chociaż niestety lubię).



Ta książka to nie jest żadne wielkie dzieło sztuki, ale to też coś więcej niż lekkie czytadło albo wywiad do czasopisma. Jest miejsce na śmiech, jest miejsce na chwilę zadumy i na tupnięcie nóżką. Oczywiście, to że na liście lektur akurat zwolniło się miejsce, a ty umiesz składać prześcieradło z gumką, nie oznacza, że musisz wydawać książkę. Ale fajnie, że to zrobiłaś. 

Daję mocne 8 na 10 punktów, bo świetnie się bawiłam.
Polecam też w formie audiobooka czytanego przez samą Nosowską.


"A ja żem jej powiedziała", Katarzyna Nosowska

Wydawnictwo: Wielka Litera

Liczba Stron:    208

Kategoria:         felietony













A ja żem jej powiedziała... [Katarzyna Nosowska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Udostępnij:

27 czerwca 2018

"Zimna wojna" - małe wielkie kino



Jego ostatni film zdobył Oskara w kategorii „najlepszy film nieanglojęzyczny”. Przy kolejnym poprzeczka zawieszona więc była bardzo wysoko. I Paweł Pawlikowski nie rozczarowuje.  Ponownie zachwyca, wcale nie mniej niż w przypadku „Idy”. Dzięki „Zimnej wojnie” już zdobył Złotą Palmę w Cannes dla najlepszego reżysera, a ja po wyjściu z kina idę o zakład, że to nie koniec laurów.

Najpierw w radiowej Trójce usłyszałam piosenkę. „Dwa serduszka” znałam do tej pory w wykonaniu zespołu Mazowsze i drugie, w trochę bardziej jazzowej wersji  - Anny Marii Jopek. Ta zaśpiewana przez Joannę Kulig nadaje tej prostej ludowej pioseneczce lekki rys dramatyczny i sprawia, że ciarki przechodzą po plecach. A potem przez kilka dni nie można przestać jej nucić.


A film jest taki, jak ta piosenka. Prosty, romantyczny, opowiedziany niemal szeptem a jednak z takim emocjonalnym pazurem, że pozostawia po sobie uczucie nostalgii na bardzo, bardzo długo. Zaczyna się pod koniec lat 40-tych, kiedy w Polsce komunizm zdążył już się rozgościć na dobre. Po wsiach z całego kraju poszukiwani są utalentowani ludzie do powstającego właśnie zespołu „Mazurek”. Pomiędzy dyrektorem artystycznym (Tomasz Kot) a jedną z tancerek (Joanna Kulig) rodzi się uczucie…

To film o wielkiej miłości dwojga ludzi, którzy bardzo chcą, ale nie potrafią żyć razem. Ich drogi schodzą się i rozchodzą a oni sami to przyciągają się to odpychają. Nie ma tu wielu słów, wielkich gestów. Nie trzeba ich. Wystarczy melodia, kilka prostych zdań, zabawa światłem i cieniem.

Pierwszy raz w życiu widziałam Tomasza Kota w roli amanta i muszę powiedzieć, że George Clooney mógłby brać od niego lekcje. Również Borys Szyc, po wielu spektakularnych wpadkach, nareszcie dostał rolę na miarę swojego talentu. A Joanna Kulig.... Joanna Kulig przyćmiewa wszystko. Jest zjawiskowa i promienieje energią rozjaśniającą wszystko wokół. To dziewczyna petarda.


Mój przyjaciel skomentował ten film słowami: „tak to nakręcili, że każdą klatkę można spokojnie wrzucać na insta”. Ja nie jestem social mediowym freakiem, więc takie porównanie nie przyszłoby mi do głowy, ale w sumie lepiej bym tego nie ujęła. Operator wykonał tu kawał dobrej roboty – zwłaszcza ostatnie kadry zapadają w pamięć a scena ślubu pozostanie w moim prywatnym zestawieniu bardzo wysoko na liście najpiękniejszych scen miłosnych w historii kina.

Idźcie do kina na ten film, bo to obraz na światowym poziomie, który zapamiętacie na długo.

Udostępnij: