19 czerwca 2017

Antyporadnik podróżnika, czyli 6 miejsc, w które nie należy jechać na wakacje

Dom Joly

Są takie miejsca na świecie, do których normalny, pragnący relaksu człowiek pracy nie powinien jechać. Miasta, w których drink z palemką będzie miał gorzki smak a śmiech uwięźnie Ci w gardle. Kierunki, na myśl o których drżą biura podróży. Gdzie ich szukać? A raczej... gdzie ich unikać?

Poznaj Doma Joly. Oto on -brytyjski komik libańskiego pochodzenia prowadzący popularny w całej Anglii program nagrywany ukrytą kamerą. A poza tym… fan tanatoturystyki, czyli podróży do miejsc upamiętniających śmierć. W swoim reportażu zabierze Cię w najbardziej mroczne zakamarki kuli ziemskiej, uczyni to jednak ze swadą i lekkością godną swojego zawodu.

Tytuł i okładka zapowiadają ciężki klimat. „Witamy w piekle” głosi napis umieszczony tuż obok twarzy małego chłopca trzymającego w ręku karabin. Czego byś się spodziewał? Bo na pewno nie tego, że całość zacznie się od cytatu z… Britney Spears:

 „Najfajniejsze w byciu sławnym są podróże. Zawsze marzyłam o dalekich zamorskich podróżach, na przykład do Kanady i takich tam”.

Właśnie w takim tonie, lekkiej ironii i inteligentnego poczucia humoru,  utrzymana jest prawie cała książka. Choć autor ma momenty zadumy i doskonale zdaje sobie sprawę z ogromu tragedii jakimi zostały naznaczone miejsca, które odwiedza, nie jest w stanie pozbyć się wrodzonego sarkazmu. To jednak działa na plus - zdecydowanie ułatwia przebrnięcie przez trudne tematy.

Początkowo za minus reportażu uznałam brak zdjęć. Jednak gdy przygotowując wpis zaczęłam wpisywać kolejne miejsca zrozumiałam, że zobrazowanie tego co opisał Dom byłoby nie do zniesienia. Wybrałam najmniej drastyczne ze znalezionych w sieci zdjęć, chetni niech zgooglują, ale... na własną odpowiedzialność. 

Jakich więc miejsc radzi unikać Dom Joly? Oto lista:

IRAN

Iran

Planowaliśmy w tym roku podróż do Iranu – wiele nasłuchaliśmy się o niezwykłej gościnności, perskiej kulturze i pięknych zabytkach.  A jednak kiedy o tym mówiliśmy, większość znajomych pukała się w głowę – Iran kojarzy się głównie z terroryzmem i wojną. Dom postanowił przełamać stereotypy i spędził tam 3 dni jeżdżąc… na nartach. Warto sprawdzić kogo tam poznał i co z tego wynikło.

USA

World Trade Center

Stany Zjednoczone to kraj kontrastów – gościnna i przyjazna turystom „obręcz” i konserwatywny środek. Na blogu pisałam już o moich wrażeniach z Nowego Yorku (tu) i Zachodniego Wybrzeża (tu i tu) a także o tym jak bardzo ta część różni się od tej lądowej (o której można przeczyta np. tu).  Dziennikarz podróżuje szlakiem śmierci Elvisa Presleya, Kennedy’ego a kończy przy WTC Memorial. Z tych trzech miejsc ja odwiedziłam jedynie to ostatnie.  Zostało ono skonstruowane w taki sposób, że wciąż przypomina otwartą, jątrzącą się ranę. Mimo, że minęło już wiele lat, Manhattan wciąż pamięta i na pewno będzie pamiętał jeszcze długo.

Kambodża

Kambodża


Najtrudniejszy i najpoważniejszy rozdział w całej książce. Obecnie Kambodża to miejsce, do którego turyści walą drzwiami i oknami – sama widziałam zdjęcia znajomych z przepięknych świątyń Angor Wat. Jednak w „Witamy w piekle” poświęcone jest im może jedno czy dwa zdania, to nie był cel podróży reportera.

Dom Joly odwiedza pola śmierci, spotyka ludzi, którzy należeli do armii Czerwonych Khmerów i ich ofiary. Idzie nawet na rozprawę sądową Towarzysza Ducha.

To część książki, która poraża okrucieństwem i zmusza do zastanowienia się nad siłą i pospolitością czystego zła. Ale to także fantastyczna lekcja historii – wiele wiemy o holokauście w Europie, jesteśmy oburzeni niewiedzą innych krajów na ten temat. Tymczasem nasza ignorancja wobec podobnych zjawisk w Azji jest ogromna – warto odrobić tę lekcję.

Czarnobyl

Czarnobyl


Ukraina to drugie z wymienionych w reportażu miejsc, które odwiedziłam. Wprawdzie nie byłam w Czarnobylu lecz na Krymie, jeszcze przed anektowaniem go przez Rosję, jednak absurdy rodem z Barei napotkałam mnie takie same jak Dom.

To miejsce, gdzie Lenin faktycznie jest wciąż żywy w sercach i na pomnikach, przy wjeździe musisz dokładnie podać plan swojego pobytu i naprawdę bardzo uważaj na słowa – łatwo tu kogoś urazić. Ja, wychowywana na „Misiu” i „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz”, byłam tam wieloma rzeczami zdziwiona, wyobraź więc sobie reakcję kogoś, kto większość życia spędził w Wielkiej Brytanii.

A Czarnobyl? Na pewno do zwiedzenia obowiązkowo przez fanów gry Call Of Duty 4. Czy zainteresuje innych? Nie wiem.

Korea Północna

Korea Północna
fot. Michał Huniewicz
O tym kraju pisałam ostatnio sporo w kontekście książki „Oskarżenie” autorstwa Bandiego – pisarza, którzy wciąż żyje  w reżimie i tylko cudem udało mu się przemycić kilka swoich opowiadań zagranicę. Reportaż Joly’ego nie jest tak mocny, przedstawia Koreę jedynie z punktu widzenia turysty.

Jasne, wprawne dziennikarskie oko dostrzega wiele absurdów - irytuje konieczność oddania iPhona na granicy, zadziwia widok zwykłych ludzi strzygących trawę na ulicy, bawi moralizatorska i nieugięta postawa kolejno napotykanych ochroniarzy czy strażników.

Jednak to tylko otoczka - zwykły człowiek, żyjący w wolnym kraju, nie jest w stanie ogarnąć wyobraźnią tego, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami. Mam wrażenie, że dziennikarz jedynie pływa po powierzchni i nie udało mu się dotrzeć do sedna problemu – ale trudno się dziwić, symboliczny mur jakim otacza się to państwo jest gruby i potrzeba pewnie wielu, wielu lat aby skruszał.

Liban

Liban

Najbardziej osobista część książki – powrót do miejsc znanych z dzieciństwa. Ze wszystkich krajów opisanych w „Witamy w piekle”  o tym wiedziałam najmniej, właściwie kojarzyłam jedynie nazwę stolicy. Dla komika to nostalgiczna podróż do starej szkoły i spotkanie z rodziną, dla mnie – kolejna lekcja historii.

Sama do tych miejsc dodałabym jeszcze co najmniej kilka – Kubę, o której pisałam tutaj, Serbię i Chorwację, Norymbergę, będącą kolebką faszyzmu i pewnie jeszcze kilka innych. Czy warto jechać do takich miejsc, czy lepiej omijać je z daleka?

Jedź, jeśli wakacje to dla Ciebie coś więcej niż smażenie się na plaży. Ale przygotuj się, że nie będzie to łatwe przeżycie.   Pamiętam, jak trudno było mi dobrze bawić się na Kubie. Po kilku rozmowach z mieszkańcami, po tym jak zobaczyłam jak żyją, nie umiałam tak po prostu zasiąść nad basenem z drinkiem w ręku.

Ale mimo wszystko warto. To opcja dla osób, które interesują się historią świata i szukają miejsc innych niż wszystkie - nie zaanektowanych jeszcze przez Starbucksa,  McDonald’s i tanie linie lotnicze. Państw spoza naszej globalnej wioski. A zostało ich coraz mniej.

"Witamy w piekle" Dom Joly

Wydawnictwo:  Carta Blanca

Tłumaczenie:    Mariusz Gądek

Liczba Stron:    304

Kategoria:         Reportaż, Podróżnicze












Witamy w piekle [Dom Joly]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Udostępnij:

11 czerwca 2017

Terroryści na promie czyli Remigiusz Mróz vel Ove Logmansbo powraca

Ove Longmansbo

Kiedy ostatnio zdarzyło Ci się zarwać noc przez książkę? Ja ostatnio zarwałam trzy. I to nie przez wyjątkowy reportaż, wciągającą klasykę czy spektakularną powieść a przez superdynamiczny i wciągający kryminał Ove Logmansbo – „Prom”.

Zazwyczaj traktuję ten gatunek trochę po macoszemu – jako odpoczynek po wysiłku intelektualnym, który mają zapewnić bardziej ambitne lektury. Tym razem zostałam wciągnięta w intrygę bez reszty i chyba powoli zaczynam ten rodzaj powieści doceniać. Ale po kolei.

„Prom” to trzecia książka z serii Vestmannia, o pierwszych dwóch pisałam tutaj. Tym razem zaczyna się jak w naprawdę dobry scenariusz do filmu katastroficznego – terroryści porywają płynący z Danii na Wyspy Owcze prom a wraz z nim kilkuset pasażerów. Wśród nich - Katrine, główną bohaterkę tej i poprzednich dwóch książek. Tymczasem na wyspie znaleziono zmasakrowane ciało. Co to ma wspólnego z porwaniem?

Ove Longmansbo


Z zapartym tchem śledzimy losy pasażerów, kibicujemy policjantce aby udało jej się dokonać niemożliwego – uwolnić wszystkich z rąk terrorystów. Jednak kiedy nastawiamy się, że właśnie trzymamy w rękach papierową wersję „Szklanej pułapki”, następuje całkowity zwrot akcji. Powieść katastroficzna zmienia się w dynamiczną sensację. Kim naprawdę są terroryści i o co im chodzi? Tego już nie zdradzę.

To pozycja momentami bardzo brutalna – autor nie oszczędza swoich bohaterów nawet przez sekundę, dzięki czemu wydarzenia zyskują na wiarygodności. Jest to zdecydowanie najlepsza książka z całej serii – wciągająca, wartka fabuła, nagłe zwroty akcji i nieoczekiwane zakończenie – czy może być coś lepszego dla wielbicieli tego gatunku?

Ove Longmansbo

A co z tym wszystkim ma wspólnego Remigiusz Mróz? No cóż… Okazuje się że najsłynniejszy polski pisarz kryminałów nabrał wszystkich wymyślając bardzo wiarygodny pseudonim. Po wydaniu pierwszych dwóch powieści nikt nie miał pojęcia, że Ove, podający się z Farera polskiego pochodzenia to w rzeczywistości… nasz rodzimy autor.


Trzeba przyznać, że chwyt marketingowy okazał się udany. Moda na skandynawskim autorów nie przemija, zresztą słusznie – nadal pozostają moim zdaniem w czołówce najlepszych. A Ty jak sądzisz? 

Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję wydawnictwu "Dolnośląskie", 

Ove Longmanbo"Prom" Ove Logmansbo

Wydawnictwo:  Dolnośląskie

Liczba Stron:    344

Kategoria:        Kryminał













Prom [Ove Logmansbo, Remigiusz Mróz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Udostępnij:

2 czerwca 2017

O przeznaczeniu i energii wszechświata

Mistrz i zielonooka nadzieja

Oj długo zastanawiałam się jak napisać o tej książce. Trudno tu mówić o jakiejś fabule, opowiedzieć treść… Więc jak? Zacznę od autorki, bo ona jest kluczem do całej zagadki.

Johanna Kern, niegdyś aktorka a obecnie filmowiec zaangażowany w większość aspektów tworzenia obrazów – scenariusz, reżyserię, produkcję. Po przeprowadzce z rodziną do Kanady zaczęła doznawać wizji, wchodzić w trans. Nie była wcześniej szczególnie zainteresowana aspektami czakr, karmy, energii. Ot normalna dziewczyna z duszą ciekawą świata i otwartą na przygody. „Mistrz i zielonooka nadzieja” to zapiski z jej spotkań z duchowym mistrzem i nauk, jakie od niego pobierała przenosząc się w transie do miejsc, gdzie skupia się energia wszechświata.

Mistrz i zielonooka nadzieja

Jaki jest sens życia? Dlaczego spotyka nas to, co nas spotyka? Dlaczego mam w życiu pecha a innym wszystko układa się jak po maśle? Jeżeli zastanawiałeś się czasem nad podobnymi kwestiami, Johanna pomoże znaleźć Ci odpowiedź.  „Mistrz i zielonooka nadzieja” to lekcje rozwoju świadomości przetłumaczone „z języka duchowego na nasze”, wyjaśnione w prosty, zrozumiały nawet dla laika sposób.

Każdy z nas ma przeznaczoną jakąś drogę, w wyniku splotów okoliczności może gubić się, błądzić. Johanna Kern w książce uczy jak czytać drogowskazy, które wskazują właściwy cel, kiedy my podążając za rozumem idziemy w stronę iluzji. I tak koniec końców dopadnie nas Cie to, co jest Ci przeznaczone. Pytanie tylko kiedy i jak żmudną drogę będziesz musiał przejść, aby tam dotrzeć.

Mistrz i zielonooka nadzieja


Johanna uczy jak odpuścić i poddać się prawom wszechświata, dając sobie w ten sposób prawo do szczęścia – nie wywalczonego, wydrapanego pazurami i zębami, ale takiego, które przyjdzie do nas samo i otoczy ciepłem w niezauważalny na pierwszy rzut oka sposób.

Autorka dostała niezwykły dar. Nauczyła się widzieć więcej niż inni. Wykorzystywała go jako uzdrowicielka a teraz także jako… hmm… mentorka? To chyba dobra nazwa. Swoje przemyślenia, afirmacje i nauki spisuje na blogu. Polecam - wyjaśni Ci o wiele więcej niż ja umiałam opisać tutaj.

Co ważne, ta pozycja to nie żadnego rodzaju poradnik czy książka coachingowa. Nie ma tu krzty moralizatorstwa. Raczej po prostu relacje z ezoterycznych lekcji, opowieść o otaczającej nas energii, prawach rządzących wszechświatem. 

Mistrz i zielonooka nadzieja



Ta książka to nie jest lektura dla każdego. To strefa, którą łatwo wyszydzić, poddać racjonalnym osądom i wyśmiać. To książka dla osób o otwartych głowach i sercach, które wierzą, że poza szkiełkiem i okiem istnieje coś jeszcze i chcą to zgłębić.  Mnie, choć jestem z natury sceptyczna, Johanna Kern przekonała i jestem pewna, że jeszcze nie raz wrócę do tej pozycji. Bo warto. 

"Mistrz i zielonooka nadzieja." Johanna Kern

Wydawnictwo:  Self Publishing

Liczba Stron:    240

Kategoria:        Poradnik












Udostępnij:

26 maja 2017

Mama idealna kontra mama perfekcyjna.



Impreza. Siedzimy w kuchni z dziewczynami, pijemy:  jedna winko, druga wódkę trzecia jeszcze co innego. Gadamy o wszystkim i o niczym, w końcu na chwilę schodzi na dzieci. Każda z nas jest mamą jednego lub więcej malucha w wieku 1,5 do 8 lat. Rozstrzał duży, doświadczenia różnie. A. zaczyna snuć swoją historię:

„Pamiętam jak urodziłam Izę.  Tego samego dnia urodziła Alicja Bachleda-Curuś.  I potem 2 tygodnie później ja jestem zagrzebana w pieluchach, ciągle gruba, a ona w VIVIE w sesji fotograficznej w Meksyku! Z płaskim brzuchem! Popłakałam się wtedy”.

Wszystkie pokiwałyśmy głowami ze zrozumieniem. Ja rodziłam dwa dni po Annie Wendzikowskiej (dziennikarce z Dzień Dobry TVN). Kiedy miesiąc po porodzie ja zastanawiałam się czy pierwsze wolne 10 minut w tym tygodniu poświęcić na umycie głowy czy na ogolenie nóg ona prezentowała się na salonach w nienagannym makijażu z super sylwetką. Też się nad jednym artykułem z Pudelka popłakałam...

A prawda jest taka, że każdy ma swoją Alicję i to w różnych dziedzinach życia. Porównywanie się kompletnie nie ma sensu, zwłaszcza z osobami, które muszą ładnie wyglądać, bo na tym polega ich zawód. 

Ale tak naprawdę potem było tylko lepiej. Siedząc z Julkiem w domu miałam czas na zabawę z nim, czytanie książek (o moich sposobach na czytanie przy niemowlaku pisałam tu), zaczęłam pisać bloga. W sumie wspominam ten rok jako jeden z najlepszych w moim życiu.

Z serii: "czytaj kiedy dziecko śpi"
Kryzys przyszedł w momencie, gdy wróciłam do biura. 8 godzin pracy dziennie, 1,5 roczne dziecko, które wciąż nie zawsze przesypia całą noc i do tego inne obowiązki domowe. Okazuje się, że bycie w 100% perfekcyjnym pracownikiem, mamą i panią domu jest nierealne. A jeszcze nadal chciałabym mieć czas na swoje pasje: książkę, jogę, bloga…. Jak w tym nie zwariować? 

I właśnie o tym jest książka Ani Dydzik. Odpuść, wyluzuj. To pozycja dla wszystkich dziewczyn, które martwią się, czy będą karmić piersią, boją się reakcji teściowej na nieposprzątane mieszkanie czy mają poczucie winy, bo podniosły głos na swoją latorośl.

Nie, nie znajdziesz tu porad laktacyjnych ani pewnej recepty na bunt dwulatka. Ale dowiesz się, że nie tylko Ty tak masz. A to… po prostu podnosi na duchu.

Scenka rodzajowa numer 2:

Rozmowa z koleżanką z pracy:

„A:  Czy Julek już ładnie mówi? Bo mój synek to nie bardzo…
 Ja:  Nie… pojedyncze słowa, raczej naśladuje dźwięki. I ciągle myli mamę z tatą.
 A: Ufff… bo K. mówiła że jej córka pełnymi zdaniami mówiła jak miała rok i się martwiłam.  A Julek wkurza się czasem i rzuca rzeczami? Bo K. mówi, że jej córka to nigdy…
Ja: No jasne, że rzuca. Czasem rzuca też siebie na podłogę.
A: Uff to całe szczęście…”


Tak to działa. Jeżeli słyszysz od K. o idealnej córce, to zaczynasz się zastanawiać, co do diabła jest nie tak z Twoim dzieckiem. A szczerze mówiąc, to ja znam K. i  widziałam ją kilka razy z podkrążonymi oczami po nieprzespanej nocy a jej córka to żywe srebro, typowa trzylatka, żaden aniołek jak w opowieściach.


Ania Dydzik jest mamą trzech dziewczynek. Przeszła długą drogę – od zakompleksionej „kury domowej” po spełnioną, pełną pasji kobietę. Pokazuje swoje sposoby na walkę z baby blues, radzi jak się „odszczekać” przy głupich uwagach, potrząsa Tobą i mówi: DLA TWOJEGO DZIECKA TY JESTEŚ IDEALNĄ MAMĄ. ZAWSZE! To, czy mieszkanie będzie lśniło czystością a obiad gorący stał na stole nie ma najmniejszego znaczenia. Dla dziecka ważniejsza jest rozmowa, przytulenie, bliskość, szalona zabawa, poczucie bezpieczeństwa i beztroska. Tylko tyle i aż tyle.

Kochaj więc tego szkraba nad życie, ale nie zapominaj też o sobie – poproś o pomoc, nie musisz robić wszystkiego sama. Mając swoje pasje nie będziesz egoistką. Szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko, pamiętaj o tym!

Zanim zajrzysz do Internetu i na jakiekolwiek fora, zanim wdasz się w dyskusję na jednej z grup - zwolenniczek/przeciwniczek chustowania, szczepionek, zimnego chowu - wybierz dowolne, najpierw policz do 10 i sięgnij po tę książkę. Oszczędzisz sobie nerwów. 






Dzięki wydawnictwu MUZA, mam dwie książki dla Was!! Zapraszam do udziału w konkursie!
Regulamin i zasady konkursu:
1. Dokończ zdanie konkursowe, wpisując odpowiedź w komentarzu do tego posta lub do posta konkursowego na Facebooku.
Mama, to ktoś kto…
2. Na odpowiedzi czekam do końca maja, tj do środy 31.05.2017
3. Wygrywają dwie osoby, których odpowiedzi najbardziej mi się spodobają. Zwycięzcę wyłonię 1 czerwca 2017.
4. Nagrodą w konkursie jest książka „NIEPERFEKCYJNA MAMA” Ani Dydzik.
5. Nagród nie wysyłam poza granice Polski. 

"Nieperfekcyjna mama." Anna Dydzik

Wydawnictwo:  Muza

Liczba Stron:    240

Kategoria:        Poradnik








Udostępnij:

22 maja 2017

Jak zorganizować podróż po zachodnim wybrzeżu USA? - (część II - San Francisco i okolice)

Zachodnie wybrzeże USA

Kilka dni temu na blogu pojawił się wpis o mojej podróży przez zachodnie wybrzeże USA. Kto przegapił może zajrzeć tu.  Myślałam, że po Dolinie Śmierci i Wielkim Kanionie nic już nie będzie w stanie mnie zaskoczyć. A jednak… zobaczcie jakie jeszcze atrakcje czekały na nas po drodze.

San Francisco


W San Francisco spędziliśmy ostatnie 7 dni naszej podróży. Zwiedzaliśmy miasto, okolice i odpoczywaliśmy. Od czego zacząć?

San Francisco
Alcatraz

My najpierw popłynęliśmy do Alcatraz. Bilety na prom trzeba zarezerwować wcześniej – w maju wystarczyło jeden dzień, jednak w sezonie lepiej spróbować nawet na miesiąc do przodu.  Muszę przyznać, że najsłynniejsze więzienie świata robi wrażenie – malutkie cele, historie ucieczek szeptane do ucha przez elektronicznego przewodnika i do tego niezwykły widok z wyspy na miasto. Zdecydowanie punkt obowiązkowy. Na dokładne zwiedzanie wraz z wycieczką promem trzeba poświęcić około 3 godzin.

San Francisco

Co potem? Kiedy wysiądziesz z promu skręć w prawo i kieruj się do Pier 39. To popularne, turystyczne miejsce z mnóstwem sklepików, restauracji, straganów i najlepsze – Lwy Morskie na deskach Mariny. Jest ich kilkadziesiąt i robią można na nie patrzeć godzinami.

Pier 39

Co dalej?  Tuż obok znajduje się targ rybny – Fisherman’s Wharf. Kraby, krewetki, małże. Czego tu nie ma… Na dodatek wszystko przepyszne.

Ok, zjedliśmy i teraz pniemy się w górę do ulicy Lombard. To jedyna w swoim rodzaju ulica – serpentyna. Nie da się tego opisać, po prostu trzeba zobaczyć.

Fish Market



Kolejny punkt to China Town – tutaj znajdziesz niedrogie ale smaczne restauracje i niezwykły klimat. Idąc dalej trafisz to dzielnicy biznesowej z eleganckimi sklepami i słynnym tramwajem.
San Francisco mnie urzekło. Niesamowita różnorodność, klimatyczne domki z wykuszami (koniecznie zobacz Painted ladies) i ten wszechobecny zapach trawki… Mogłabym tu zamieszkać.
Ach i zapomniałabym – obowiązkowo jedź na jeden z licznych punktów widokowych aby zobaczyć słynny Golden Gate. 

Lombard Street
Lombard Street

Podróżując autem po San Francisco warto pamiętać, że wszystkie mosty są płatne.

 Park Narodowy Yosemite


Odległy około 4h godzin od San Francisco. Góry, jeziora, las – widoki jak pocztówki albo z układanki na puzzle. W niektóre miejsca warto zabrać płaszcz przeciwdeszczowy – wodospady potrafią zmoczyć bardziej niż siarczysta ulewa.

Park Yosemite

Na Yosemite warto zarezerwować sobie 4-6 godzin. Jest kilka bardzo fajnych ścieżek spacerowych, gdzie do przejścia są 1-3 mile w jedną stronę. Warto.


Dolina Krzemowa i Uniwersystet Standford


Miejsce do odwiedzenia obowiązkowo dla każdego informatyka, ale nie tylko. Fantastyczne miasteczko Google robi wrażenie. Wysiadasz z samochodu i nagle słyszysz wszystkie akcenty świata – pracują tu przecież ludzie chyba każdej narodowości.
Silicon Valley


Mnie najbardziej podobało się cmentarzysko Androidów, czyli miejsce, gdzie trafia każdy model robocika, kiedy wydawana jest nowsza wersja. Niezwykła jest atmosfera tego miejsca. Ludzie pracujący na ławkach przy sadzawkach wodnych albo korzystający w czasie wolnym z zajęć jogi…
Niestety zwiedzanie samej siedziby jest niedostępne dla przeciętnego zjadacza chleba, trzeba mieć specjalne zaproszenie lub być rodziną jednego z pracowników.

Blisko siedzimy Google znajduje się jeden z najlepszych uniwersystetów świata – Standford. Piękne ogrody, wspaniałe budynki – warto poświęcić przynajmniej godzinę na zwiedzanie tego miejsca.

Monteray i Santa Cruz


17 miles drive
Trasa numer 17

To malutkie, ale urocze mieścinki położone w pobliżu San Francisco. W Santa Cruz znajduje się sympatyczna plaża i molo, z którego można obejrzeć Lwy morskie – podobnie jak w San Francisco. Na molo kupisz również super smaczne ostrygi – pozycja obowiązkowa w menu odwiedzających.
Drugie miasteczko to Moneray – malutka, ale urocza miejscowość. Będąc tu warto zjeść w Bubba Gump – restauracji żywcem wyjętej z Forresta Gumpa. Pycha.

Będąc w pobliżu Monteray warto pojechać malowniczą trasą numer 17 (17 mile drive). Podobno jest to jedno z najdroższych miejsc do zamieszkania w tej części stanów. Patrząc na okolicę, trudno się dziwić.

Odpoczynek


San Francisco
Devil's Slide
Będąc w San Francisco warto pojechać też na jedną z okolicznych plaż zahaczając przy okazji o Devil’s Slide – bardzo ciekawe widokowo miejsce.

Jeżeli chcesz jednak uciec trochę od miasta, polecam Half Moon Bay – fantastyczna, trochę oddalona od miasta plaża. Nie wiem jak w sezonie – teraz w maju była praktycznie pusta. Woda jest tu o wiele chłodniejsza niż w Los Angeles i są dość niebezpieczne prądy morskie, więc może większe kąpiele to nie najlepszy pomysł, ale relaks na piasku gwarantowany.

Zachodnie wybrzeże USA

Nie wiem co takiego jest w Stanach Zjednoczonych, ale nieważne czy jest to Nowy York, Kalifornia czy Nevada, czuję się tam jak w domu. Być może to kwestia niezwykle przyjaźnie nastawionych i otwartych mieszkańców, może brak bariery językowej.  Tak czy siak – na pewno jest to miejsce, które warto zobaczyć. Podróż, choć odrobinę męcząca przez odległości dzielące poszczególne atrakcje, to jednak zdecydowanie warta swojej ceny. 
Udostępnij:

17 maja 2017

Zachodnie wybrzeże USA - jak zorganizować podróż (część I)


Wielki Kanion Colorado

Jeżeli chodzi o pozycje obowiązkowe na mapie świata, to na pewno Zachodnie Wybrzeże USA było dla mnie jedną z nich. Wielki Kanion Kolorado, Las Vegas, Hollywood – to tylko niektóre z miejsc, które bardzo chciałam zobaczyć.  Jak zorganizować sobie taką wyprawę? Atrakcji jest tyle, że można to zrobić na tysiąc sposobów. Poniżej, ku inspiracji, moje doświadczenia.
Organizacja
San Francisco

  • SAMOLOT:
Najlepszą opcją jest zorganizowanie sobie przylotu do San Francisco i powrotu z Los Angeles lub odwrotnie.  My znaleźliśmy dość tanie bilety (koszt około 2000zł/osobę),  jednak zarówno przylot jak i powrót były z San Francisco, dlatego pierwszego dnia zaraz po wylądowaniu czekało nas jeszcze ładnych kilka godzin w aucie do Los Angeles. Dobrze pominąć tę część podróży w miarę możliwości.  O sposobach na znalezienie tanich biletów przeczytasz tu.

  • SAMOCHÓD:
Queen Mary
No dobra, to nie do końca nasze auto, ale warto przez chwilę pomarzyć 
Wynajęcie dużego samochodu (6-osobowego SUVa) na 2 tygodnie to koszt około 2 tysięcy zł. plus oczywiście koszty benzyny. Pamiętaj, że wszystkie auta w Stanach mają automatyczną skrzynię biegów – jeżeli w Polsce na co dzień jeździsz na manualnej, tam będziesz musiał się szybko przestawić.

Pamiętaj, aby wziąć auto z ubezpieczeniem - nam po raz kolejny w podróży uratowało to skórę - ktoś wybił nam szybę i zabrał ze środka kilka rzeczy. Dzięki ubezpieczeniu nie ponieśliśmy z tego powodu żadnych kosztów a auto sprawnie wymieniono nam na nowe.

  • NOCLEGI
Las VegasPodróżując z dzieckiem chciałam mieć pewność, że zawsze będę miała gdzie spać i że będzie to miejsce czyste i bez pluskiew. Dlatego wolałam zarezerwować wszystkie hotele kilka tygodni wcześniej , jeszcze z Polski. Najlepiej zrobić to korzystając ze standardowych portali typu booking.com.  O sposobach na tanie noclegi przeczytasz tu, a adresy miejsc, w których nocowałam znajdziesz na końcu wpisu.
Co zobaczyć?

  • Los Angeles
Los AngelesZaczynamy od Miasta Aniołów - miejsca, które tyle razy widziałam na filmach, że czuję się w nim jak w domu. Jadąc ulicami co jakiś czas natykam się na napisy typu: „tu kręcono scenę do filmu La La Land” lub „Tu nakręcono Rush Hour”. Super!
Uniwersal Studio

W Los Angeles pierwsze kroki skierowaliśmy do Uniwersal Studio. To fantastyczny park rozrywki, w którym możesz spotkać się ze Shrekiem, Simpsonami czy Harrym Potterem. Na mnie największe wrażenie zrobiła właśnie część zaadaptowana na Hogwart – można tam było spotkać ludzi w pelerynach uczniów szkoły magii, kupić fasolki o wszystkich smakach czy słynne piwo kremowe (całkiem smaczne).  Do tego kolejki górskie  a wszystko dopracowane w każdym detalu. Świetna rozrywka, nie tylko dla dzieciaków. My spędziliśmy w tym miejscu pół dnia, ale można poświęcić nawet cały.
Universal StudioDrugą połowę dnia poświęciliśmy na wycieczkę do obserwatorium Griffith. Samo obserwatorium będzie na pewno bardzo interesujące dla koneserów, jednak dla nas najważniejsze było, aby móc zobaczyć na żywo słynny napis „HOLLYWOOD”. Blisko obserwatorium biegnie ścieżka prowadząca do świetnego punktu widokowego – z jednej strony na napis, z drugiej na panoramę całego miasta.
Dzień zakończyliśmy samochodową wycieczką po Beverly Hills.

Los Angeles

Co jeszcze warto zobaczyć w tym mieście? Atrakcji jest mnóstwo: Hollywood Boulevard ze słynnymi gwiazdami na chodniku, China Town, Queen Mary, a dla wielbicieli sztuki – LACMA, muzeum w którym znajdziesz obrazy zarówno najsłynniejszych mistrzów (Picasso, Rembrandt, Monet, Wharhol i wielu wielu innych) jak i nowoczesne prace dopiero raczkujących artystów. My spędziliśmy tu ładnych kilka godzin.
Los Angeles

No i oczywiście plaża. Ciepła woda, ładny piasek – najlepiej na słynnej Santa Monica. Trzeba tylko uważać na wysokie fale i… ewentualne rekiny.
Na Los Angeles warto poświęcić co najmniej 2 dni.
  • Las Vegas
Las Vegas

Miasto kiczu, zabawy do rana, wygranych fortun i przegranego życia.  Tylko tutaj można zobaczyć na jednej ulicy wszystkie najważniejsze landmarki świata – od egipskich piramid, poprzez wieżę Eiffla, Bramę Brandenburską po Statuę Wolności, a na przejściu dla pieszych minąć Żółwia Ninja.

Co warto zobaczyć w Las vegas? Nocne życie – miasto tętni, buzuje,świeci, gra. Warto iść na pokaz fontann pod Caesars Palace, obejrzeć panoramę miasta z Las Vegas Observation Wheel (koniecznie w nocy) i przejechać się na gigantycznej kolejce górskiej.

Las Vegas to oczywiście również kasyna – jeżeli zdecydujesz się tam wybrać, do części mniej oficjalnej nie musisz mieć szczególnego stroju, możesz zachowywać się i czuć zupełnie swobodnie. To duża różnica na przykład w porównaniu z Monte Carlo, gdzie jest sztywno i ja czułam się skrępowana i non stop obserwowana. Oczywiście ta rozrywka jest dostępna tylko dla osób powyżej 21. roku życia.
  • Tama Hoovera

Tama Hoovera


Las Vegas potraktowaliśmy jako bazę wypadową do kilku ciekawych miejsc – jednym z nich była właśnie Tama Hoovera – znana ze wszystkich filmów katastroficznych (wielokrotnie wysadzana przez kosmitów) czy jako miejsce ukrywania się Transformersów.  Tama Hoovera leży na granicy dwóch stanów – Nevady i Arizony.  Na miejscu warto wybrać się na dłuższą wycieczkę, zjechać na dół i obejrzeć jak to działa, posłuchać o historii powstania tego miejsca.  Tama Hoovera jest oddalona od Las Vegas o jakieś  1,5 godziny w jedną stronę.
  • Wielki Kanion Kolorado

Wielki Kanion Kolorado


Dla mnie najważniejszy punkt naszej wycieczki. Cud natury, miejsce, w którym człowiek pojmuje jak bardzo nieistotną drobinką jest we wszechświecie.  Długo zastanawialiśmy się, do której części Kanionu pojechać – czytając blogi, przewodniki, zasięgając opinii – zdecydowaliśmy się na część południową, podobno najciekawszą pod względem widokowym.  
Dojazd na miejsce z Las Vegas zajmuje  około 4 godzin, jest to więc bardzo męcząca wycieczka. Na miejscu można przejść się drogą wzdłuż kanionu i podziwiać co i rusz to inne, zapierające dech w piersiach obrazy namalowane przez naturę.  My na miejscu spędziliśmy około 3 godzin.
Wielki Kanion Kolorado
Uwaga, nad Kanionem jest dość zimno w porównaniu z Las Vegas i wieje silny wiatr. Warto ubrać długie spodnie, zakryte buty i kurtkę.
Polecana jest również część zachodnia z platformą SkyWalk, z której można podziwiać Wielki Kanion przez szklaną podłogę. Wyobrażam sobie, że widok pewnie jest niesamowity, nam niestety na tę atrakcję nie wystarczyło już czasu.
  • Dolina Śmierci

Dolina Śmierci


Wyjechaliśmy z Las Vegas i kierujemy się w stronę San Francisco. Ponieważ chcemy jeszcze zobaczyć Dolinę Śmierci, a do San Francisco jest jednak kawał drogi, zatrzymujemy się na noc w Barstow. Ale najpierw – Park Narodowy Death Valley.
Dolina Śmierci to w gruncie rzeczy niezwykła kamienna pustynia, z najniżej położonym miejsce na zachodniej półkuli. To miejsce piekarnik. Podczas gdy w Las Vegas jest około 25-28 stopni, w Dolinie Śmierci temperatury już dochodzą do 40. Mówię tu o miesiącach kwiecień/maj. Latem jest o wiele, wiele gorzej – nawet ponad 50 stopni, co przy bardzo niskiej wilgotności powietrza (około 1%) jest nie do zniesienia.
Dolina Śmierci

Aby zwiedzić Dolinę Śmierci i przetrwać, należy:  
- jechać tam z pełnym bakiem – odległości są ogromne a stacji paliw bardzo mało
- wysmarować się porządnie kremem z wysokim filtrem
- zabrać nakrycie głowy
- przestrzegać ostrzeżeń
Wiele miejsc zaleca się zwiedzać do godziny 10, później upał może być szkodliwy dla zdrowia. Niestety w tym miejscu nie ma zasięgu, więc w razie czego wezwanie pomocy byłoby mocno utrudnione.
  • Ghost Town
    Ghost Town
W okolicy Barstow, gdzie nocowaliśmy w drodze do San Francisco, znajduje się Ghost Town – miasteczko założone na przełomie XIX i XX wieku przy kopalni złota. Można tu zwiedzić Saloon, przejechać się kolejką i wysłuchać historii miasta czy też wydrukować sobie gazetę jak 100 lat temu. Świetna atrakcja dla dzieciaków.
Route 66
Będąc w Barstow koniecznie zahacz o słynną Route 66 – najpopularniejszą trasę drogową USA.
  • Park Narodowy Sekwoi
Wyjeżdżamy z Barstow i jedziemy do San Francisco zahaczając po drodze o kolejny park narodowy - Sequoia National Park, czyli miejsce gdzie spotkasz największe drzewa świata. Z wielu punktów wartych odwiedzenia w tym miejscu najważniejsze są dwa: Drzewo Generała Shermana – największe drzewo świata oraz Drzewo Generała Granta – drugie najstarsze drzewo świata.

Park Narodowy Sekwoi

Uwaga, w parku narodowym jest zimno – my byliśmy w maju i natknęliśmy się na śnieg. Kilka tygodni wcześniej, aby tu wjechać niezbędne były łańcuchy, warto być przygotowanym.
To koniec części pierwszej naszego zwiedzania. Drugi tydzień spędziliśmy w San Francisco i zwiedzając okolice. O tym co się tam działo, już w następnym wpisie.
Noclegi
Podróżując przez USA mieszkaliśmy w następujących miejscach:
  • Los Angeles: Best Western Burbank Airport Inn, 7615 Lankershim Blvd, North Hollywood, CA 91605
  • Las Vegas: Desert Rose Resort, 5051 Duke Ellington Way, Las Vegas, NV 89119, - uwaga, byliśmy z dzieckiem, więc wybraliśmy hotel bez kasyna  - jest po prostu cichszy I o wiele tańszy a od centrum rozrywki dzielą Cie stąd 2 kroki. W tym hotelu nie oferuje się śniadań, ale jest świetnie wyposażona kuchnia.
  • Ayres Hotel Barstow, 2812 Lenwood Rd, Barstow, CA 92311. Naprzeciwko znajduje się pyszna meksykańska restauracja.Warto do niej zajrzeć będąc na miejscu.
Jesteśmy w połowie amerykańskiej przygody. Już za chwilę część druga poświęcona San Francisco i okolicy. Jeżeli jesteś ciekaw, jak podobało mi się miasto najsłynniejszych detektywów – Columbo i Monka,  rozglądaj się uważnie za kolejnym wpisem.  

A może marzy Ci się druga strona Stanów Zjednoczonych? Jeżeli chcesz polecieć do Nowego Yorku – stolicy świata, koniecznie spójrz tu.

Udostępnij: