1 maja 2016

Zobaczyć Neapol i... żyć

Takie życie tylko w Neapolu - Katherine Wilson


Wydawnictwo:  Czarna Owca

Tłumaczenie:    Agnieszka Wyszogrodzka-Gaik

Liczba Stron:    320

Kategoria:         Powieść obyczajowa












Takie książki raz na kilka lat pojawiają się na rynku wydawniczym: rasowa Amerykanka, wychowana na hamburgerach z McDonald’s  i pizzy z Pizzy Hut zostawia swój kraj i przeprowadza się do Włoch, by całkowicie odmienić swoje życie. Zachwyca się kulturą, jedzeniem i swobodą obyczajów a my z zapartym tchem śledzimy jak z osoby na permanentnej diecie, wciąż liczącej kalorie i centymetry w biodrach, zmienia się w wyluzowaną, odkrywającą na nowo radość życia kobietę, która nie stroni od tuczących przysmaków. Była już Frances Mayes, która przeniosła się z San Francisco do Toskanii, Elizabeth Gilbert i jej podróż z Nowego Yorku do Rzymu  a dziś przedstawiam Wam Katherine Wilson, która z Waszyngtonu przyleciała do… Neapolu.


Dlaczego Neapol?


Neapol. źródło: Wikipedia
Rozumiem Rzym, Toskanię, ale… dlaczego do Neapolu? Byłam w Italii wiele razy i akurat to miasto nigdy nie kojarzyło mi się dobrze. Gdyby przyrównać włoskie miasta do kobiety, Rzym byłby klasyczną biznes woman – atrakcyjna, zabiegana, niezależna. Florencja (stolica Toskanii) to kumpela od serca, z którą usiądziesz na kanapie i  w dresach przy trzech butelkach wina obgadacie wszystkie wasze  problemy a Neapol… dla mnie to była zawsze styrana, zmęczona życiem, zaniedbana babka, która najlepsze lata życia ma już za sobą i nie wierzy, że czeka ją cokolwiek dobrego. To miasto to wąskie, brudne uliczki, gdzie jakiekolwiek widoki przesłonięte są wiecznie wiszącym praniem, piękne kamienice wymalowane tandetnym grafitti i tony, tony śmieci. Pierwsze skojarzenie? Mafia, korupcja, bieda. Tak zapamiętałam to miejsce z wizyty 19 lat temu i od tamtej pory wędrując po kolejnych regionach „buta” omijałam je szerokim łukiem. Dopiero ta książka zachęciła mnie do kolejnej wizyty. Być może teraz dostrzegę to, czego nie widziałam wcześniej? Katherine pisze o niesamowitej energii Neapolu -   to miasto jest symbolem żywiołowości, gwaru, emocji. Wg bohaterki, tam nie jedzie się by zwiedzać, lecz by poczuć miasto. Zachowania ludzi to jeden wielki spektakl – wystudiowane gesty, słowa – każdy ma swoją rolę do odegrania a my – turyści, czy chcemy czy nie, zostajemy w to wplątani.  Przyznam, że to spojrzenie na miasto bardzo mnie zaintrygowała i już nie jestem tak sceptycznie nastawiona jak wcześniej.


Włoska kuchnia


Neapol. Źródło: Wikipedia
Dla mnie, włoska kuchnia jest zdecydowanie najlepsza na świecie i myślę, że nie jestem odosobniona w swoim przekonaniu. Szynka parmeńska, owoce morza, makarony, pizza inna niż w każdym innym zakątku, bazylia, oregano, tymianek, oliwa, cudowne pomidory, wino i oczywiście… lody. Posiłki w tym kraju przygotowuje się długo, starannie, z pietyzmem i miłością. I to naprawdę czuć. Nic więc dziwnego, że to głównie na tym aspekcie opierają się wszystkie książki zakochanych w Italii pisarek z USA, ba Elizabeth Gilbert część poświęconą Rzymowi nazwała „Jedz”.   Dla osób wychowanych w Stanach, gdzie wszystko  przyrządza się szybko, gdzie panuje zasada: im więcej tym taniej, takie podejście może być faktycznie kulturowym szokiem. No bo kto by pomyślał, że jedno danie można gotować nawet 6 godzin? I na dodatek to tylko na jeden posiłek, bo przecież odgrzanie go potem w mikrofali byłoby barbarzyństwem. Oczywiście to są skrajne przypadki, dla pokazania kontrastu, nie mniej jednak na pewno jedzenie jest jednym z najważniejszych elementów włoskiej kultury. W książce „Takie życie tylko w Neapolu” większość tytułów poszczególnych rozdziałów to właśnie nazwy potraw. Wilson opisuje swoje wspomnienia kojarząc je z posiłkami, np. pasta al forno (zapiekanka z makaronu z serem) gdy wracała z Włoch do USA, bakłażan z parmezanem jako wspomnienie jednej z większych rodzinnych kłótni itp. Jednym z moich ulubionych rozdziałów jest ten opisujący potrawy wigilijne. Dla mnie tak oczywiste jest, że jemy karpia na 1000 sposobów, pierogi i makiełki, że nie wyobrażałam sobie, że w innym europejskim kraju może być inaczej. Okazuje się jednak, że w Neapolu zamiast karpi jada się węgorze (smażone, marynowane, w sosie pomidorowym itp.), makiełki zastępuje sałatka z kalafiora a pierogi spaghetti z małżami. Bosko.
 Natomiast ostatnie cztery rozdziały to ni mniej ni więcej tylko przepisy na wyśmienite, wyszukane włoskie dania – ale nie żadne lazanie, pizze czy zwykłe spaghetti. To są naprawdę specjalne potrawy, wymagające czasu i poświęcenia. Ja jeszcze nie odważyłam się ich przygotować, ale kto wie?


O autorce


Katherina Wilson z mężem i dziećmi w Neapolu
 „Takie życie tylko w Neapolu” to debiut literacki Katherine Wilson. Amerykanka opisuje tutaj swoje własne doświadczenia i emocje związane z przeprowadzką do innego świata. Jako nastolatka borykała się przez wiele lat z problemami zaburzenia odżywiania, dopiero gdy na studiach przeprowadziła się na stary kontynent zaczęła akceptować własne ciało a także uczyć się czerpać przyjemność z jedzenia. Jej cięty dowcip, zmysł obserwacji i życzliwość do otaczającego ją świata to duże zalety tej książki. Przygotowując tę recenzję zdecydowałam się napisać do Katheriny. Zapytałam ją, czy mogę wykorzystać zdjęcie jej rodziny, aby lepiej ją Wam przedstawić. Odpisała w ciągu dosłownie kilku sekund i wymieniłyśmy kilka zdań. To naprawdę przemiła osoba.

Sama lektura jest dość chaotyczna i bezpośrednia – jak Włosi. Nie ma tutaj żadnego wstępu, od razu zostajemy wciągnięci w sam środek historii. 


Dla kogo ta książka?



Dla wszystkich znudzonych naszą ponurą aurą - lektura idealna na plażę lub do pociągu: lekka, łatwa i słoneczna niczym lato na lazurowym wybrzeżu, a także dla miłośników kultury romańskiej. Dla Was  perełką będą wstawki włoskie, których jest mnóstwo. Powiedzonka, przezwiska, smaczki lingwistyczne, z którymi nie spotkacie się na co dzień. Sama czytając tę książkę nauczyłam się kilku słówek.  Ot tyle, by zamówić w restauracji jakieś pyszne danie, ale w sumie, czy potrzeba czegoś więcej? 

Katherina z mężem, dziećmi i teściową


Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję wydawnictwu Czarna Owca. 

Udostępnij:

0 komentarze:

Prześlij komentarz