27 listopada 2016

365 dni Pozycji Obowiązkowych



26.11.2015, po długiej przerwie, na blogu Pozycje Obowiązkowe pojawił się nowy wpis. Czemu po takim czasie zdecydowałam się wrócić do blogowania? Może trochę z nudów i braku wyzwań na urlopie macierzyńskim? Tak czy siak, usiadłam, napisałam i znowu mnie wciągnęło. Tym razem na dobre.

Przez te 3,5 roku blogosfera zupełnie się zmieniła. Pojawiło się całe mnóstwo dodatkowych narzędzi, które można wykorzystać do promocji bloga. Zaczęłam od założenia fanpage. Moim marzeniem było zdobycie 500 „like’ów” w rok. Nawet nie śmiałam przypuszczać, że będzie ich aż 930! Zwłaszcza, że przecież podobno w Polsce nikt nie czyta.

Kolejne wpisy zyskiwały coraz więcej wyświetleń. Kiedy pisałam w 2012 roku, artykuły miały po 100-150 odsłon. Teraz jest to 10 razy więcej! Najpopularniejszy post: „Trzy seriale, które ryją beret  był czytany ponad 2800 razy!



Przez ten rok przewinęło się przez bloga ponad 16 tysięcy osób, miesięcznie obecnie odwiedza mnie około 2000 unikalnych użytkowników. Jasne, blog nadal jest bardzo niszowy, ale jak na amatorską stronę o książkach – moim zdaniem jest to całkiem niezły wynik.

Najlepsze momenty w blogowaniu to te, kiedy ktoś dostrzeże i doceni to, co stworzę. O „Pozycjach” w mediach pojawiło się w ciągu roku  kilka wzmianek:  na blogu „Marszowickie Pola” pojawiła się rekomendacja wpisu o „Muzeum zerwanych więzi”, Eska Lublin i Lublin.eu dostrzegły post o serii Marcina Wrońskiego „Brud, smród i szpicle. Lublin.”, a notka o „6 ciekawostkach o śmierci” stanowiła inspirację do fragmentu testu na blogu „Ze spokojem”.  Takie drobiazgi cieszą najbardziej.

Uwielbiam też chwile, kiedy ktoś pisze do mnie lub podchodzi i mówi, że kupił poleconą przeze mnie książkę i faktycznie to był strzał w 10. Patrząc na statystyki kupna książek ze strony mojego bloga oraz właśnie na te osobiście przekazywane opinie, widzę, że takie sytuacje są coraz częstsze. A  mnie serce rośnie.



Czy są minusy blogowania? Hmm… na pewno czasem mając ogromną kolejkę książek od wydawnictw do zrecenzowania świadomie odkładam te lektury, na które mam ogromną ochotę, aby przeczytać to, co obiecałam ocenić. Czasem czuję też, że napisałam intereujący tekst a on gdzieś znika w tłumie. Tak było np. z historią Almeidy Juniora – dla mnie bardzo ciekawa, jednak nie zyskała popularności.

Na koniec ogromne podziękowania. Największe dla mojego męża – Bartka, który jest pierwszym czytelnikiem i najsurowszym recenzentem wszystkich artykułów. To on także siedział ze mną dwie noce wykazując nieziemską cierpliwość, kiedy uparłam się przejść na własną domenę i całkowicie zmienić szablon bloga. To także Bartek przyczynił się najbardziej do popularyzacji strony reklamując ją tam, gdzie ja nie miałam odwagi.

Drugą osobą, o której nie mogę nie wspomnieć jest również nomen omen Bartek, mój dobry kolega, który wyrzeźbił w HTMLu to, czego nam się nie udało. To dzięki niemu na szablonie są daty a nie godziny wpisów, poznikały jakieś niepotrzebne spacje, kropki i inne irytujące okropieństwa.

I last but not least – wielkie dzięki dla Andrzeja Kusiaka z Cyfroteka.pl, który jak mało kto promował moje recenzje. Naprawdę to doceniam!

 Co dalej? Wciąż będę pisać o książkach, podróżach, filmach, sztukach teatralnych. W głowie mam kilkanaście pomysłów na artykuły, w kolejce czeka kilkadziesiąt lektur do przeczytania, więc jeśli tylko czas pozwoli, to będzie się działo.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz