Pokazywanie postów oznaczonych etykietą macierzyństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą macierzyństwo. Pokaż wszystkie posty

11 stycznia 2019

Jak będąc mamą dwójki małych dzieci znaleźć czas na czytanie i inne pasje?



Pod ostatnim postem na fanpage, tym w którym opisuję 143 przeczytane w 2018 roku książki, Agata napisała:
„ Iza, matko dwóch Maluchów, Dziewczyno niemożliwa! Jak Ty to robisz?! Kiedy Ty pierzesz, prasujesz, sprzątasz i gotujesz?! Czy Ty nie musisz spać?! Proszę o osobny wpis na blogu o tym, jak w jednym tylko roku przeczytać 143 książki!”
No to proszę, wedle życzenia.


Taki post już kiedyś powstał. Prawie 3 lata temu napisałam tutaj o moich sposobach na czytanie przy niemowlaku. Oj, jaka byłam wtedy przemądrzała. Teraz, po roku spędzonym z Dzieckiem Numer Dwa wiem jedno – każdy maluch jest inny i każdy wymaga indywidualnego podejście.
Starszy to anioł – jako niemowlak głownie spał i jadł lub bawił się sam układając klocki lub wymyślając inne atrakcje. Młodszy to tzw. „żywe srebro”, choć ja częściej używam określenia „diabeł wcielony”. Prawie nie śpi, najchętniej nie schodziłby z rąk, a jeśli już chce pobyć sam to na pewno tylko po to by coś zbroić lub rozbić sobie głowę.
A jednak mimo takiego łobuziaka w domu udało mi się jakoś przetrwać rok, przeczytać naprawdę dużo książek i jeszcze zadbać o kondycję. Jak to zrobiłam? Ano tak:

Grudzień 2017, 11 książek

Mały Leonard urodził się 9 grudnia. Do tego czasu miałam raczej wolne dni – Julek w przedszkolu, Bartek w pracy. Przez ten czas przeczytałam 3 książki.
A potem – no cóż. Narodziny synka, 7 dni w szpitalu, święta święta i po świętach. Szczerze mówiąc ledwo ten czas pamiętam. Wiem jedno – spałam wtedy jakieś 3-4 godziny na dobę, bo Leoś traktował mnie jak miskę z jedzeniem, przytulankę i smoczek w jednym.
A co robić, jeżeli nie masz szans wstać z kanapy przez 20 godzin dziennie? Ja głównie czytałam. A Julek? Gotowanie? Pranie? Szczerze mówiąc kompletnie nie pamiętam, więc pewnie zajmował się tym Bartek.

Styczeń 2018, 16 książek

W styczniu udało mi się poznać 16 książek, w tym 4 audiobooki. Jak?
Leoś nadal przykleja się do mnie non stop, chyba że akurat uda mi się go zabrać na chwilę na spacer. A, raz dla własnego zdrowia psychicznego odstawiam go na 2 godziny i uciekam na łyżwy. Dziękuję mężu!
Na spacerach ruszają audiobooki, jeden z najcudowniejszych wynalazków ludzkości.
Julek jest najlepszym starszym bratem na świecie – po powrocie ze żłobka chętnie przytula się do brata i zajmuje go choć na chwilę.
Czasem wspólnie gotujemy. Tydzień spędza w szpitalu i wtedy logistyka robi się trochę trudniejsza, ale z pomocą rodziców dajemy sobie świetnie radę i nawet udaje mi się spędzić z nim jego urodziny.
Czytam sporo wieczorami, żeby zabić ponure myśli w samotne zimowe wieczory, które B. spędza z Juju na oddziale. 

Luty 2018, 10 książek

To miesiąc nie przeczytałam zbyt wielu książek, ale przeczytałam pięciotomowych Nędzników, czyli lekko licząc jakieś 1700 stron. Więc i tak nieźle. Jak mi się to udało?
W lutym wstaję z kanapy! Na tydzień wyjeżdżamy z przyjaciółmi na Mazury, gdzie zmieniamy się przy dzieciach tak, aby każdy miał przynajmniej 4 godziny tylko i wyłącznie dla siebie. Cudowne chwile!
 Ja wykorzystuję je jeżdżąc na nartach, pływając na basenie lub ćwicząc na siłowni. No i oczywiście czytam. Przy hotelowym kominku. Fantastycznie.
A około północy, kiedy wszyscy już kładą się spać, ja robię z Leo kilometry po hotelowych korytarzach. Oczywiście słuchając przygód Jeana Valjeana.
Zaczynam też biegać. 18 lutego robię moje pierwsze 5 kilometrów i od razu łapię bakcyla. Z każdym tygodniem biegam coraz więcej – zawsze z audiobookiem na uszach. 


Marzec 2018, 12 książek

Wciąż nie udaje mi się przespać więcej niż 4 do 5 godzin na dobę, co daje baaardzo dużo czasu na czytanie. Karmiąc w nocy korzystam z Kindle lub Legimi w trybie nocnym. W dzień, kiedy Leoś śpi, czytam książki papierowe.
No i oczywiście wersje słuchane – w marcu spośród 12 książek 4 przesłuchałam. Kiedy? Na spacerach, biegając (w marcu biegałam zazwyczaj raz w tygodniu między 5 a 7 rano, kiedy miałam pewność że młody szkodnik będzie spał), prasując, sprzątając…
W marcu też ruszamy z Leo na fitness dla mam z dziećmi. Dwa razy w tygodniu. Cudowne dziewczyny i super dawka endorfin. No i prezent od męża: jeden wolny wieczór w tygodniu. Dla mnie to oznacza jedno: powrót na jogę. Dziękuję!
Gotowanie? Pewnego dnia robię z dziećmi swoje pierwsze w życiu kluski śląskie. Pycha. 

Kwiecień 2018, 10 książek

Kwiecień jest fajny i aktywny. Bartek dużo czasu spędza z nami w domu, więc mam czas czytać kiedy on zajmuje się Leo – to jakieś dwie dodatkowe godziny. Hurra!
Po latach przerwy udaje nam się również wrócić na ściankę wspinaczkową! Mały grzecznie leży na macie i obserwuje a rodzice śmigają. Polecam.
No i oczywiście biegam – jakieś 2h tygodniowo. Udaje mi się po raz pierwszy w życiu przebiec dystans półmaratonu i jestem z siebie bardzo dumna. W czasie biegania i spacerów przesłuchuję w kwietniu 3 audiobooki.
W tym miesiącu wyjeżdżamy też na krótkie, acz bardzo intensywne wakacje, gdzie wydrapuję dla siebie trochę czasu na rower. Jeżeli jesteście ciekawi, jak podobało nam się w Omanie, zajrzyjcie tutaj

Maj 2018, 16 książek

Maj to dużo wycieczek, mój pierwszy lot szybowcem i sporo godzin spędzonych w aucie, w którym przesłuchałam aż 9 audiobooków.  
Udaje mi się też namówić przyjaciółkę na wspólny jednodniowy wyjazd w góry i wraz z Leo w nosidełku robimy ponad 30-to kilometrowy trekking po Beskidach Niskich. Super sprawa! Naszą wspinaczkę możecie zobaczyć tutaj.
A pozostałe 7? No cóż… Mały wciąż budzi się w nocy, więc mam wtedy sporo czasu.  

Czerwiec 2018, 13 książek

W czerwcu krążymy od jednej przychodni do drugiej, od jednego lekarza do kolejnego. A popołudniami? Julek pokochał wspólne gotowanie, więc czas spędzamy głównie w ten sposób. Albo na placu zabaw.
Odkrywam też, że Leoś uwielbia siedzieć w łóżeczku i patrzeć jak mama ćwiczy na orbitreku. I naprawdę świetnie się przy tym bawi a po około 40 minutach skrzypienie maszyny po prostu go… usypia. Wykorzystuję tę sztuczkę przynajmniej raz w tygodniu. No i oczywiście wciąż chodzimy wspólnie na fitness.
Biegam trochę mniej, za to sporo jeżdżę na rowerze. Jeżdżąc i spacerując przesłuchuję 7 audiobooków. Leoś zaczyna już przesypiać noce, ale ja wciąż się budzę bardzo wcześnie (około 4-5 rano), co pozwala mi na przeczytanie 6 kolejnych książek.
Aaa byłabym zapomniała. Dla zabicia rutyny na kilka dni wyjeżdżam z mamą i chłopcami w Karkonosze. Pewnego dnia Julek zostaje z mamą w Szklarskiej Porębie a my z Leo zdobywamy Szrenicę. Wspinaczkę można prześledzić tutaj.

Lipiec 2018, 11 książek

Początek miesiąca jest fajny. Odkurzam rolki i wciąż chodzę na fitness. Ale to tylko pierwsze kilka dni...

Lipiec był trudny – właściwie cały miesiąc Julek spędził w szpitalu a ja w ciągu dnia usiłowałam tak wszystko zaplanować, żeby być w dwóch miejscach jednocześnie. Czasem udawało się Leonarda zabrać w odwiedziny do szpitala, czasem pomagali rodzice. Bez ogromnej pomocy mojej mamy, teściów i przyjaciół ten czas byłby dużo trudniejszy. Bartek nocuje w szpitalu a prosto stamtąd jeździ do pracy.
Na 11 przeczytanych w tym miesiącu książek aż 7 przesłuchałam – głównie na rowerze, którym jeździłam w odwiedziny do Julka. Z braku czasu mocno ograniczyłam pozostałe treningi, choć starałam się narzucić sobie dyscyplinę i przynajmniej poćwiczyć trochę w domu z Leo.
Mały zaczyna sypiać już bardzo dobrze, więc ja od 20 siedząc sama w domu mam aż za dużo czasu na książki. 

Sierpień 2018, 11 książek

W sierpniu dalej krążymy między domem a szpitalem, choć już rzadziej. Sporą część czasu Julek spędza w domu lub z dziadkami, do przedszkola ani żłobka w tym miesiącu nie chodzi.
Popołudniami wyciągam z szafy rolki i robimy z Julkiem po kilka kilometrów – on na hulajnodze a ja pchając wózek na moich kółeczkach.
Kiedy dzieciaki zasypiają – wracam do biegania. Staram się wychodzić dwa lub trzy razy w tygodniu zazwyczaj między 22 a północą. Minus nocnego biegania jest taki, że trudno potem zasnąć. No ale zawsze można poczytać…
Na 11 poznanych książek 4 to audiobooki. 

Wrzesień 2018, 13 książek

Wrzesień zaczął się trudno, bo wciąż szpitalnie, ale potem było tylko lepiej. Kilka krótkich, ale bardzo fajnych wyjazdów z przyjaciółmi, dwa wesela i festiwal świateł. Z Leo i przyjaciółką w dwa dni przechodzimy po górach prawie 60 km zdobywając jednego dnia Babią Górę (i to po łańcuchach i drabinkach! – zdecydowanie nie polecam żółtego szlaku z dzieckiem) a drugiego Małą Babią Górę. Działo się. Obie wycieczki można obejrzeć tu i tu
We wrześniu biegam bardzo dużo i to głównie wtedy słucham książek. No i oczywiście podczas spacerów. Na 13 pozycji pochłoniętych we wrześniu aż 6 było w postaci audiobooków. A pozostałe 7? Tradycyjnie w nocy lub w dzień, kiedy Leoś ucinał sobie dwugodzinną drzemkę.
Maluchy kiedy są we dwójkę dają coraz bardziej popalić, choć nadal udaje nam się wspólne gotowanie, sprzątanie a nawet wspólne ćwiczenia, choć czasem oznacza robienie pompek z obydwoma na plecach 😉

Październik 2018, 11 książek

Październik to chyba pierwszy miesiąc, w którym zaczynam czuć kryzys. Ok, udało mi się przeczytać 11 książek, w tym jedną która miała prawie 1000 stron, ale za to dwie były 60-stronicowymi nowelkami. Więc średnia raczej wypada blado.
Do połowy października jeszcze biegam, udaje mi się nawet pobiec w zawodach i zrobić naprawdę niezły czas na półmaratonie, ale potem organizm odmawia posłuszeństwa i muszę odpocząć.
Leoś zaczyna już chodzić i interesować się zabawkami Julka a wiadomo, że braterska miłość kończy się tam, gdzie zaczyna się miłość do transformersów. Jest trudno, ale będzie lepiej, prawda?
To jest też moment, kiedy czuję, że przestaję panować nad bałaganem. Zaczynam tonąć w porozrzucanych przez Leo zabawkach, praniu i prasowaniu. Ale co tam. Damy radę!

Listopad 2018, 8 książek

Zbuntowana i zmęczona bardzo chcę wakacji. No to jedziemy! Spędzamy całą rodziną fantastyczne dwa tygodnie w Azji. Czytam dużo mniej, bo bycie z dwójką dzieci non stop skutecznie to uniemożliwia, ale przygoda goni przygodę i nie ma ani chwili nudy.
Na lektury zawsze zostają mi noce, które przez jet lag stają się jeszcze dłuższe niż przy mojej tradycyjnej polskiej bezsenności.
 Po powrocie wracam do biegania, ale dużo mniej intensywnie. Ciało mówi stop. Dlatego na 8 książek tylko 3 to audiobooki.
Pranie, prasowanie i sprzątanie przy dwójce non stop bijących się krzykaczy? Litości!


I tak dobrnęłam do 9 grudnia 2018, kiedy to Leoś skończył rok. Nie licząc hardcorowej końcówki, nie było tak strasznie. Książki udało mi się głównie albo przesłuchać, albo przeczytać z dzieckiem na piersi. Na pewno pomaga mi to, że czytam dość szybko – od 40 do 70 stron na godzinę, w zależności od książki.

Po co to wszystko napisałam? Nie po to, żeby podkreślić jak można sobie perfekcyjnie radzić w domu, bo mnie do perfekcji naprawdę daleko i gdybyście zapytali mojego męża to na pewno duszkiem wymieni wszystko czego mu brakuje i będzie to dość długi wykład 😉. Zaległe prasowanie wysypuje się z szafki, potykam się o rozrzucone zabawki, obiadu nie gotuję codziennie a od razu na 3 dni a gdyby nie kochana pani Dorota, która wpada raz na 3 tygodnie, pewnie nie miałabym tak czystego mieszkania.

Piszę to po to, żeby pokazać, że się da. Po prostu odpuść sobie niektóre zbędne czynności i poświęć przynajmniej połowę czasu, który Twój maluch łaskawie przesypia nie na obowiązki domowe (no chyba, że to uwielbiasz), ale na to, co naprawdę daje ci przyjemność. Niech to będzie choć godzina dziennie.

Zawsze byłam osobą bardzo aktywną, uwielbiałam wyjazdy, imprezy, przygody. Dzieci bardzo mnie ograniczyły i czasami siedząc w domu czułam się jak dzikie zwierzątko uwięzione w klatce. Ale jak tylko łapało mnie takie uczucie, pakowałam się i zabierałam Leo w góry albo całą rodziną jechaliśmy nad morze albo z przyjaciółmi jeszcze w jakiś inne miejsce, byle odkryć coś nowego. Jasne, jest to raczej ersatz, niż intensywne życie za jakim tęsknię, ale jak się nie ma co się lubi, to naprawdę można pokochać to, co się ma. A uśmiech dzieciaków potrafi wynagrodzić wiele wyrzeczeń.

A Ty jak znajdujesz czas na swoje pasje? Podziel się sposobami 😊
Udostępnij:

18 grudnia 2017

Macierzyństwo - najlepsze i najgorsze co może przytrafić się kobiecie


Piszę tę notatkę w bardzo szczególnej dla mnie chwili. Jest po 23, właśnie skończyłam usypiać synka i rozsiadłam się na kanapie z trzydziestodziewięciotygodniową bombą zegarową w brzuchu…

Tak zaczynał się wpis, który miał ukazać się na blogu tydzień temu. Ale kilka godzin później wspomniana wyżej „bomba” nieoczekiwanie została odpalona a notatka, no cóż… pozostała niedokończona. Zaczynam więc jeszcze raz. 

Piszę tę notatkę w bardzo szczególnej dla mnie chwili. Jest 6:30 rano a mnie właśnie po 3 godzinach nierównej walki udało się uśpić tygodniowego brzdąca. Nie bardzo opłaca się już kłaść, bo za jakieś pół godziny wstanie starszy i będę wyprawiać go do żłobka. Żeby było ładnie, powinnam chyba napisać, że jestem śmiertelnie zmęczona ale przeszczęśliwa, ale szczerze mówiąc, nad kwestią szczęścia nie mam siły się nawet zastanawiać.

Kilka dni temu skończyłam nagrodzoną Paszportem Polityki książkę „Jak pokochać centra handlowe” Natalii Fiedorczuk. To literatura na granicy powieści i reportażu. Opisuje doświadczenia z początków macierzyństwa pisarki i kilkudziesięciu innych kobiet, z którymi ta przeprowadziła rozmowy . To one składają się na narrację głównej bohaterki – żony, pracownicy (na umowę śmieciową, a jakże) i przede wszystkim matki dwójki dzieci.

Oceniłam tę książkę bardzo pozytywnie. Na rynku jest obecnie wiele pozycji na temat macierzyństwa bez lukru, sama pisałam niedawno na blogu o książce „Nieperfekcyjna mama” (tutaj), ale ta zdecydowanie wyróżnia się na ich tle. Czym? Przede wszystkim to powieść pisarki z krwi i kości a nie poradnik blogerki. Jest styl, fabuła – trochę pocięta ale jednak, a ciężkie myśli opisane są lekkim piórem. Czytając tę książkę często miałam wrażenie, że autorka siedzi w mojej głowie i wypowiada to, co dokładnie czuję. I jestem przekonana, że nie ja jedyna.

Skończywszy „Jak pokochać centra handlowe”  weszłam na Goodreads i na LubimyCzytać.  Spojrzałam na oceny i komentarze i zdębiałam. „Naiwny styl”, „sama bym coś takiego napisała”, „dlaczego nie można po prostu wziąć się w garść i zobaczyć jasnych stron macierzyństwa” to tylko niektóre z opinii.

 I tak sobie myślę, że nikt tak nie dowali kobiecie, jak druga kobieta. Fakt, to książka którą czyta się szybko, napisana bez częstego na naszym rodzimym rynku zadęcia, a temat jest popularny i chodliwy. Ale emocjonalnie to petarda, która otwiera oczy na problemy młodych kobiet, matek, zatrudnionych na umowach śmieciowych, jak żadna inna książka.

Bo pokochać centra handlowe oznacza pokochać tę szarość dnia codziennego, kiedy krążysz między kuchnią a dużym pokojem szykując obiad, wstawiając pranie, ścieląc łóżka, wycierając nosy marząc o choćby o chwili dla siebie. Kiedy świat spontanicznych imprez, egzotycznych podróży czy inspirujących wydarzeń kulturalnych podglądasz przez ekran komputera na Facebooku u koleżanek singielek.

W przeciwieństwie do wielu propozycji na rynku, książka Fiedorczuk jest uniwersalna, przeznaczona nie tylko dla dziewczyn zmęczonych małym człowiekiem, które marzą o chwilowej choćby ucieczce. To również lektura dla ich partnerów, przyjaciół, rodziców – pomaga zrozumieć punkt widzenia matki w sposób bardzo dosadny.

A te punkty widzenia są bardzo różne– znam dziewczyny, które mają trójkę, czwórkę dzieci, skupiają się tylko na nich, odnajdują się w tym i są szczęśliwe. Uwielbiają wspólne ozdabianie pierniczków, zabawy autkami i wypady do kina na bajki dla dzieci.

Znam takie, które kochają swoje dzieci nad życie, ale marzą o tym, aby od czasu do czasu zaszyć się gdzieś w ciszy albo wręcz przeciwnie – uciec jak najdalej z domu w gwar miasta, byle dalej od szkrabów.

Znam też takie, które nie odnajdują się w macierzyństwie kompletnie – są sfrustrowane, zmęczone, czują że życie im przez palce. To o nich jest książka Fiedorczuk.

A ja? Chyba jak wiele z nas jestem mieszanką wszystkich trzech typów. Uwielbiam brodzić z moim starszakiem po kałużach, rzucać się śnieżkami albo lepić pierogi. Zwiedziłam z nim cztery kontynenty, zabierałam go na fitness.Wciąż udaje mi się znaleźć przy nim czas na przynajmniej część swoich pasji. A jednak odliczam chwile do momentu, kiedy wreszcie zaśnie a każda minuta przed 23 jest dla mnie jak wygrany los na loterii. I czasem tęsknię za dawnym życiem, kiedy jedynym zmartwieniem było to,  z kim umawiamy się na piwo w sobotę wieczorem albo na co pójść do kina w niedzielę.

A czasem jest mi bardzo źle – kiedy przez kilka tygodni oglądam świat głównie przez szpitalną szybę a kontakt z ludźmi ogranicza się do zdawkowej wymiany zdań na komunikatorze. Kiedy nawet wyjście do dentysty wymaga długiego wcześniejszego zaplanowania i proszenia się o pomoc. Kiedy inni biorą udział w maratonach, latają balonem i zdobywają kolejne szczyty a ja… hmm… nauczyłam się gotować nową potrawę. Tak, zdecydowanie bywają czarne chwile, choć na szczęście one mijają.

Więc jak to jest z tym macierzyństwem? Moja babcia mówiła, że dzieci to „sto pociech i tysiąc utrapień”. I lepiej bym chyba tego nie ujęła. Ale przynajmniej nie jest nudno.

Jak pokochać centra handlowe [Natalia Fiedorczuk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


"Jak pokochać centra handlowe" N. Fiedorczuk

Wydawnictwo: Wielka Litera
                                              
Liczba Stron:    287

Kategoria:         reportaż, obyczajowa





Udostępnij:

26 maja 2017

Mama idealna kontra mama perfekcyjna.



Impreza. Siedzimy w kuchni z dziewczynami, pijemy:  jedna winko, druga wódkę trzecia jeszcze co innego. Gadamy o wszystkim i o niczym, w końcu na chwilę schodzi na dzieci. Każda z nas jest mamą jednego lub więcej malucha w wieku 1,5 do 8 lat. Rozstrzał duży, doświadczenia różnie. A. zaczyna snuć swoją historię:

„Pamiętam jak urodziłam Izę.  Tego samego dnia urodziła Alicja Bachleda-Curuś.  I potem 2 tygodnie później ja jestem zagrzebana w pieluchach, ciągle gruba, a ona w VIVIE w sesji fotograficznej w Meksyku! Z płaskim brzuchem! Popłakałam się wtedy”.

Wszystkie pokiwałyśmy głowami ze zrozumieniem. Ja rodziłam dwa dni po Annie Wendzikowskiej (dziennikarce z Dzień Dobry TVN). Kiedy miesiąc po porodzie ja zastanawiałam się czy pierwsze wolne 10 minut w tym tygodniu poświęcić na umycie głowy czy na ogolenie nóg ona prezentowała się na salonach w nienagannym makijażu z super sylwetką. Też się nad jednym artykułem z Pudelka popłakałam...

A prawda jest taka, że każdy ma swoją Alicję i to w różnych dziedzinach życia. Porównywanie się kompletnie nie ma sensu, zwłaszcza z osobami, które muszą ładnie wyglądać, bo na tym polega ich zawód. 

Ale tak naprawdę potem było tylko lepiej. Siedząc z Julkiem w domu miałam czas na zabawę z nim, czytanie książek (o moich sposobach na czytanie przy niemowlaku pisałam tu), zaczęłam pisać bloga. W sumie wspominam ten rok jako jeden z najlepszych w moim życiu.

Z serii: "czytaj kiedy dziecko śpi"
Kryzys przyszedł w momencie, gdy wróciłam do biura. 8 godzin pracy dziennie, 1,5 roczne dziecko, które wciąż nie zawsze przesypia całą noc i do tego inne obowiązki domowe. Okazuje się, że bycie w 100% perfekcyjnym pracownikiem, mamą i panią domu jest nierealne. A jeszcze nadal chciałabym mieć czas na swoje pasje: książkę, jogę, bloga…. Jak w tym nie zwariować? 

I właśnie o tym jest książka Ani Dydzik. Odpuść, wyluzuj. To pozycja dla wszystkich dziewczyn, które martwią się, czy będą karmić piersią, boją się reakcji teściowej na nieposprzątane mieszkanie czy mają poczucie winy, bo podniosły głos na swoją latorośl.

Nie, nie znajdziesz tu porad laktacyjnych ani pewnej recepty na bunt dwulatka. Ale dowiesz się, że nie tylko Ty tak masz. A to… po prostu podnosi na duchu.

Scenka rodzajowa numer 2:

Rozmowa z koleżanką z pracy:

„A:  Czy Julek już ładnie mówi? Bo mój synek to nie bardzo…
 Ja:  Nie… pojedyncze słowa, raczej naśladuje dźwięki. I ciągle myli mamę z tatą.
 A: Ufff… bo K. mówiła że jej córka pełnymi zdaniami mówiła jak miała rok i się martwiłam.  A Julek wkurza się czasem i rzuca rzeczami? Bo K. mówi, że jej córka to nigdy…
Ja: No jasne, że rzuca. Czasem rzuca też siebie na podłogę.
A: Uff to całe szczęście…”


Tak to działa. Jeżeli słyszysz od K. o idealnej córce, to zaczynasz się zastanawiać, co do diabła jest nie tak z Twoim dzieckiem. A szczerze mówiąc, to ja znam K. i  widziałam ją kilka razy z podkrążonymi oczami po nieprzespanej nocy a jej córka to żywe srebro, typowa trzylatka, żaden aniołek jak w opowieściach.


Ania Dydzik jest mamą trzech dziewczynek. Przeszła długą drogę – od zakompleksionej „kury domowej” po spełnioną, pełną pasji kobietę. Pokazuje swoje sposoby na walkę z baby blues, radzi jak się „odszczekać” przy głupich uwagach, potrząsa Tobą i mówi: DLA TWOJEGO DZIECKA TY JESTEŚ IDEALNĄ MAMĄ. ZAWSZE! To, czy mieszkanie będzie lśniło czystością a obiad gorący stał na stole nie ma najmniejszego znaczenia. Dla dziecka ważniejsza jest rozmowa, przytulenie, bliskość, szalona zabawa, poczucie bezpieczeństwa i beztroska. Tylko tyle i aż tyle.

Kochaj więc tego szkraba nad życie, ale nie zapominaj też o sobie – poproś o pomoc, nie musisz robić wszystkiego sama. Mając swoje pasje nie będziesz egoistką. Szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko, pamiętaj o tym!

Zanim zajrzysz do Internetu i na jakiekolwiek fora, zanim wdasz się w dyskusję na jednej z grup - zwolenniczek/przeciwniczek chustowania, szczepionek, zimnego chowu - wybierz dowolne, najpierw policz do 10 i sięgnij po tę książkę. Oszczędzisz sobie nerwów. 






Dzięki wydawnictwu MUZA, mam dwie książki dla Was!! Zapraszam do udziału w konkursie!
Regulamin i zasady konkursu:
1. Dokończ zdanie konkursowe, wpisując odpowiedź w komentarzu do tego posta lub do posta konkursowego na Facebooku.
Mama, to ktoś kto…
2. Na odpowiedzi czekam do końca maja, tj do środy 31.05.2017
3. Wygrywają dwie osoby, których odpowiedzi najbardziej mi się spodobają. Zwycięzcę wyłonię 1 czerwca 2017.
4. Nagrodą w konkursie jest książka „NIEPERFEKCYJNA MAMA” Ani Dydzik.
5. Nagród nie wysyłam poza granice Polski. 

"Nieperfekcyjna mama." Anna Dydzik

Wydawnictwo:  Muza

Liczba Stron:    240

Kategoria:        Poradnik








Udostępnij:

3 kwietnia 2016

Jak będąc mamą niemowlaka znalazłam czas na czytanie? 3 sprawdzone sposoby.

Porady dla mam
Skąd ona ma czas na czytanie? I jeszcze na dodatek prowadzi o tym bloga. To pytanie wraca do mnie jak bumerang. Postanowiłam więc wziąć byka za rogi i umieścić tutaj swoją odpowiedź w kilku punktach. Nie chcę nikomu dawać rad – żaden ze mnie pedagog, szkraba mam tylko jednego i to ledwo od kilkunastu miesięcy a wiadomo, że każde dziecko jest inne.  Nie chcę Wam narzucać żadnych wzorców, a jedynie pokazać kilka możliwości. Jeżeli więc chcecie wiedzieć, w jaki sposób udawało mi się przez ostatni rok będąc szczęśliwą mamą wiecznie rozbrykanego Julka wyskrobać trochę czasu na swoje pasje, to przeczytajcie.
Udostępnij:

9 grudnia 2015

Jak okiełznać macierzyństwo?

Kiedy dowiedziałam się, że na świecie pojawi się Julek, zostałam zasypana książkami dotyczącymi macierzyństwa.  Większość jednak była kompletnie nieprzydatna – albo było to rodzicielstwo oczami sfrustrowanej matki (ok, jasne, że bycie mamą to nie kąpiel w płatkach róż, ale na litość boską, po co od razu straszyć te biedne kobiety?) albo encyklopedie pokazujące dokładnie jakie umiejętności powinno uzyskiwać dziecko na kolejnych etapach rozwoju. W jednej książce (specjalnie przeznaczonej akurat tym razem dla tatusiów) mój mąż znalazł przepisy na dania z łożyska (sic!).  Ja szukałam jednak czegoś innego. Po pierwsze: konkretnych porad praktycznych (jak trzymać dziecko, jak je kąpać, w co ubrać itp.), po drugie: jak uśpić dziecko (od razu wiedzieliśmy, że od urodzenia Młody będzie spał sam w swoim pokoju, nie wiedzieliśmy tylko jak nauczyć go samodzielnie zasypiać). Kiedy Julek miał 6 miesięcy doszła jeszcze jedna kwestia: co zrobić aby zaczął przesypiać całe noce.  Poniżej przedstawiam zestaw, który przyda się każdej przyszłej mamie bez względu na to, jakie metody wychowawcze preferujecie

Bobas – Instrukcja obsługi - Louise Borgenich, Joe Borgenicht


Książka o niemowlakach
Genialne. Idealna książka dla rodziców, oczekujących na swoje pierwsze maleństwo. Co zabrać do szpitala? Jak „to” się potem trzyma? Jak go ubrać? Czy damy sobie radę? To są pytania, które przyszłym mamom i tatom spędzają sen z powiek. Ta książka przede wszystkim dodaje odrobinę pewności siebie. Jest napisana dowcipnym językiem i przedstawiona w prostych obrazkach.  Jej plusem jest to, że bardzo konkretnie odpowiada na pytania rodziców, bez żadnego zbędnego „wymądrzania się” krok po kroku pokazuje co robić. Interesujące nas zagadnienie znajdziemy w trymiga. Ja zabrałam tę książkę ze sobą do szpitala. Oczywiście okazała się niepotrzebna, jak tylko dostałam Julka do rąk zadziałał instynkt macierzyński i wiedziałam jak go trzymać, przewinąć i nakarmić. Ale skąd mogłam wiedzieć, że tak się stanie? A książka dodawała odwagi J

Ocena: 10/10.
Z tej samej serii jest również pierwsza część pt: Ciąża – instrukcja obsługi napisana przez Sarah Jordan i David’a Ufberg’a. Mnie akurat nie chciało się czytać książek dotyczących ciąży, ona „działa się” sama a wszystkie moje wątpliwości rozwiewał lekarz a ja w tym czasie czytałam kryminały ;-) Niemniej jednak książka jest, o czym rzetelnie donoszę.


 Zaklinaczka Dzieci  - Tracy Hogg


Zaklinaczka niemowląt
Tę książkę poleciła mi koleżanka, kiedy po 6 miesiącach wychowywania mojego uroczego szkraba poczułam się zapędzona w kozi róg. Pięknie przesypiał noce i nagle BUM - przestał -  i nie umieliśmy sobie z tym poradzić.
Tracy Hogg to jedna z najsłynniejszych amerykańskich niań. Opisuje metodę wychowawczą nazwaną w skrócie: EASY (eat, activity, sleep, your time), czyli narzucającą dziecku codzienną rutynę: jedzenie, zabawa, spanie, czas mamy dla samej siebie i od nowa. Tracy nie tylko opowiada o tej metodzie, ale również podaje bardzo dokładną receptę na wprowadzenie jej w życie (a mówiąc dokładnie mam na myśli: „obudź dziecko o 7:45 i zacznijcie dzień”). Mnie na szczęście udało się wprowadzić metodę EASY bez szczegółowego grafika autorki, ale wyobrażam sobie, jak pomocny mógł on być przy bardziej temperamentnych dzieciach.
Ponadto, rady dla niejadków, dla dzieci, które nie mogą zasnąć, dla buntujących się dwulatków, trzylatków i czterolatków (czy to się nigdy nie kończy??) i wiele innych naprawdę przydatnych treści. Wszystko uwzględniające charakter zarówno maleństwa jak i rodziców. Moim zdaniem strzał w dziesiątkę (i z tego co wiem, nie tylko dla mnie).

Ocena: 12/10 (GENIALNA!!)

Uśnij wreszcie - Sancho Eduard Estivill, Sylvia de Bejar


Jak uśpić niemowlę / dziecko
Dość kontrowersyjna pozycja, na pewno nie spodoba się zwolennikom „rodzicielstwa bliskości”, więc tym z Was od razu ją odradzam. Ja dostałam ją od koleżanki będąc w czwartym miesiącu ciąży – już wtedy wiedzieliśmy, że chcemy aby Julek od początku sam spał w swoim pokoju. Książka uczy samodzielnego zasypiania metodą „3,5,7” polegającą na tym, że pozwalamy się dziecku wypłakać i zostawiamy je na 3 minuty, potem na 5 itd. Oczywiście to w wielkim skrócie.U nas się sprawdziła, stosowaliśmy ją od kiedy Julek wrócił ze szpitala (miał wtedy 7 dni) i usypianie go w nocy nigdy nie trwało dłużej niż kwadrans. Od zawsze zasypiał samodzielnie. 
Jednak o ile książki Tracy Hogg są uniwersalne i według mnie powinny spodobać się większości rodziców, o tyle ta ma tylu zwolenników, co przeciwników. Ponadto, w przeciwieństwie do „Zaklinaczki”, „Uśnij wreszcie” koncentruje się tylko na jednym zagadnieniu. Dlatego, jeżeli miałabym wybrać, zdecydowałabym się na Tracy Hogg.

Ocena:  7/10


W Paryżu dzieci nie grymaszą - Pamela Druckerman


Jak wychować dzieko
Marketing szeptany działa w tym przypadku niezawodnie – książka obecnie bardzo modna, poleca ją sobie większość mam. Dlaczego? Ponieważ jest napisana lekko, dowcipnie i pozwala pozbyć się wyrzutów sumienia. Odpuść, znajdź chwilę dla siebie, dziecko może sekundę zaczekać – to jest główny przekaz.
Dla mnie ciekawa rzecz, napisana takim językiem, że dosłownie się ją połyka. Różnice pomiędzy amerykańskim a francuskim stylem wychowania naszkicowany bardzo wyraźnie. A jednak czegoś mi brakowało – a mianowicie dokładnych instrukcji. Tego, co tak bardzo doceniłam w Zaklinaczce.  Po przeczytaniu książki wiedziałam, czego chcę, ale nie miałam pojęcia jak miałabym to osiągnąć.
Po drugie, nie czułam autorytetu.  Autorka jest amerykańską dziennikarką. Wie o dzieciach tyle, co zobaczy u znajomych i na swoim przykładzie. Tracy jest nianią i miała do czynienia z dziesiątkami brzdąców. Stąd moja rezerwa do tego tytułu.

Ocena: 5/10

Uff… niby nie jest tego dużo, ale może namieszać w głowie J  Oferta na rynku skierowana do młodych mam jest tak szeroka, że nie starczyłoby czasu na inne lektury czy pozaksiążkowe przyjemności, dlatego ja najbardziej polecam dwie pierwsze książki. Wybór należy oczywiście do Was J

Na wiele pytań odpowie Wam również Internet, radzę jednak z tym uważać. Pamiętajcie, że po drugiej stronie klawiatury siedzą często dziewczyny równie zagubione jak Wy. Dlatego lepiej poczytać rady profesjonalistów.

Na dokładkę, młodym, aktywnym mamom z Łodzi i okolic, które szukają pomysłów na spędzenie czasu z dzieckiem polecam blog MamaLODZ- Ania ma głowę pełną pomysłów i niespożytą energię. Warto tam zaglądać i przekonać się, jak np. wyglądają zajęcia dla bobasów poniżej roku życia (i gdzie takich zajęć szukać!) albo, które z łódzkich restauracji są dostosowane dla noworodków. A może znacie jeszcze inne ciekawe blogi/książki w podobnej tematyce?  Napiszcie, jakie lektury Wam pomogły  - inne mamy na pewno będą wdzięczne J


Jeżeli zainteresowała Was ta tematyka, przeczytajcie również: Jak będąc mamą niemowlaka znalazłam czas na czytanie? 3 sprawdzone sposoby.  



Udostępnij: